Jak ma na imię?

Image

Tłum czekał na zewnątrz budynku w  Vedado,   którego ogród posiada posąg Abrahama Lincolna.  Szkoła językowa rozpoczęła rejestracje nowych  kandydatów i przez te dni sprawdzano ich postawy. Wszyscy czekaliśmy w zdenerwowaniu , myśląc, że oceniać będą to wymowę,  a to znajomość słownictwa. Ku naszemu zaskoczeniu główne pytania nie dotyczyły języka,  ale raczej nawiązywały do polityki. Późnym porankiem młoda dziewczyna, która została odrzucona, ostrzegła nas ,,  pytają o imię pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Miasta Hawana’’. Zastaliśmy siebie  z otwartymi ustami, kto miałby to wiedzieć ?

Kilka dekad temu przywódcy tak zwanych ,, politycznych i masowych organizacji’’ byli znanymi figurami  w skali całego kraju. Przesadna obecność w oficjalnych mediach, długotrwałe sprawowanie stanowiska lub po prostu osobowość sprawiały, że te twarze  były łatwo rozpoznawalne, nawet przez dzieci w szkołach podstawowych. Do znużenia mówiono o sekretarzu Związku Młodych Komunistów, każdy dziennik telewizyjny pokazywał przewodniczącego PCC na prowincji  albo dawkowano nam w nadmiarze deklaracje jakiegoś prezesa Związku Studentów Uniwersyteckich. Byli wtedy z pewnością rozpoznawalni. Niektórzy nawet zdobyli pseudonimy i byli obiektem dowcipów dzięki swemu dziwactwu lub nieefektywności.

Dzisiejszego poranka krajowa telewizja wspomniała Carlosa Rafaela Mirande, krajowego koordynatora Komitetu Obrony Rewolucji (CDR). To nasunęło myśli o tym, jak rozmazane okazały się te   stanowiska , które wcześniej wydawały się mięć taką siłę, decydować o tylu losach. Ludzie obecnie nieznani, kierujący instytucjami, które każdego dnia popadają w coraz większą obojętność i zapomnienie. Przewodniczący, których podwładni  nie mogą dokładnie zapamiętać  jego imienia i nazwiska. Figury, które spóźniły się na blask fleszy, na uwzględnienie w analizach przez znawców Kuby albo – żeby co najmniej – stać się obiektem jakiegoś dowcipu. Zaledwie cienie systemu, w którym charyzmat staje się za każdym razem bardziej deficytowy.

25.01.2014

Reklamy

Kapuściński i mury

viajes_con_herodoto

Podróże z Herodotem

Dom ten posiada ogrodzenie ze spiczastych i rozczapierzonych prętów, obok  drugi z ogromną bramą i podwójnym zamkiem. Na drzwiach niektórych biur wita nas znak ,, Tylko osoby upoważnione’’,  a  wokół Rady Państwa uzbrojeni strażnicy stoją w stumetrowych odstępach.  Broniąc się przed innymi, unikając kontaktu, usuwając obcych, są  obiektami tych fizycznych i prawnych barier.  Tych samych, które mistrz Ryszard Kapuściński opisał w swym artykule ,, 100 kwiatów przewodniczącego Mao’’, podczas podróży po Chinach.

W tym żywym i ostrym tekście polski dziennikarz przybliża nam ludzką manię budowania barier, które oddzielają nas od inności.   Doskonałym przykładem jest ten wąż z cegieł,  kamieni i innych materiałów, który wije się po całej geografii wielkiego azjatyckiego giganta. Wszystko po to, by bronić   się  – albo izolować się – od tych, którzy pozostają po drugiej stronie muru. W przypadku Kuby było to prostsze, ponieważ morze oddala nas od reszty planety. Pas słonej wody, który służy wspaniałemu politycznemu dyskursowi ,, ludzi będących pod oblężeniem’’ i ,, wroga’’ na drugim brzegu.  Wszystko ze strachu, z czystego strachu przed różnorodnością.

Kapuściński rozmyślał o ludzkich i materialnych kosztach budowy – rzeczywistych lub dyskursywnych – murów. Moglibyśmy wykonać identyczne ćwiczenie w naszym kraju.  Ile kosztuje nas izolacja? Ile środków wydano na okopy, tunele na potrzeby wojny, agresywne dyplomatyczne kampanie, indoktrynację w szkołach, aby promować ideę  obcego wroga? Ile żyć zostało zniszczonych, pomniejszonych lub przerwanych z powodu tych murów, które przynoszą  korzyści nielicznym. ,, Mur nie służy tylko do obrony… pozwala kontrolować, to co dzieje się wewnątrz’’ – czytamy  w Podróżach z Herodotem – i boli, że 60 lat później w wielu miejscach jest to wciąż rzeczywistość.

24.01.2014

Gorliwość i CELAC

Image

Wczoraj zadzwonił do mnie przyjaciel. Był zdenerwowany. W całym jego domu  policja przeprowadziła intensywne ,, czyszczenie’’. Powodem takiego niepokojenia jest to, że ten emeryt bez emerytury posiada nielegalną antenę satelitarną, poprzez którą udostępnia telewizję kilku rodzinom.  Policja jest surowa, mój przyjaciel musi odciąć kable, schować talerz i zaprzestać pobierania opłat. Jest to dla niego prawdziwa katastrofa ekonomiczna. Zawsze, kiedy słyszy o międzynarodowym szczycie, spotkaniu  z zagranicznymi gośćmi albo o jakiejś wizycie dygnitarzy z innego kraju, zaczyna obawiać się o swój interes. Wie, że każde z tych wydarzeń wiąże się z nalotem policji, którą cechuje gorliwość i bezkompromisowość.

Kiedy Benedykt XVI odwiedził Wyspę, setki żebraków, prostytutek i dysydentów zostało ,,usuniętych z obiegu’’. Operator telefoniczny Cubacel także miał swój udział, odcinając usługi pięciuset użytkownikom w całym kraju. Teraz zbliża się do nas drugi Szczyt Wspólnoty Państw Latynoamerykańskich i Karaibskich (CELAC), który będzie obradował pod koniec stycznia w Hawanie.  Pojawiają się już ciężarówki wypełnione doniczkami kwiatów, które będą  podlewane tylko przez 2 tygodnie i które znajdować się będą na głównych alejach. Na niektórych centralnych ulicach wznosi sie rusztowania, na których malarze  szerokimi pędzlami kolorują pęknięte i sczerniałe ściany. Odświeżają też sygnalizację świetlną na trasie przemarszu gości i nawet  stare popękane ogrodzenia zastępuje się nowymi.

Tajemnicza i oficjalnie ,, nieobecna’’ Hawana dostała ostrzeżenie, aby pozostać cichą, bardzo cichą. Żebracy są w zamknięciu do czasu zakończenia szczytu, alfonsom zalecono utrzymywanie swoich dziewczyn i chłopców pod kontrolą, podczas gdy członkowie politycznej policji odwiedzają domy przeciwników. Nielegalny rynek jest także pod nadzorem. ,,Zachować spokój,  zachować spokój’’ powtarza policja z groźnym tonem, nie zostawiając nigdy pisemnego zawiadomienia. Tak więc mój przyjaciel  tego poranka zaczął demontować swój sprzęt i zadzwonił raz jeszcze, aby zapewnić mnie, że 28 i 29 stycznia nawet nie myśli o postawieniu nogi na ulicy. ‘’ Daj spokój! nie mam zamiaru spać w celi’’, oznajmił, zanim odłożył słuchawkę i zabezpieczył antenę.

 23.01. 2014

Hawano, Hawano, fontanna nie działa

Znajduję się w tym samym parku, w którym 30 lat temu bawiłyśmy się z siostrą. Dwie dziewczynki robią piruety podobne do naszych i chowają się w krzakach. W tym déjà vu jest bez wątpienia coś bardzo odmiennego: brakuje odgłosu wody wydobywającej się z fontanny i spadającej na marmur. Podobny widok spotyka się na każdym placu Hawany, z rzadkimi wyjątkami. Niedostatek, apatia albo polityka miasta, nikt nie potrafi tego wytłumaczyć, ale to miasto utraciło w ostatnich dziesięcioleciach obecność wilgoci w swoich fontannach.

Niesiona pamięcią zdecydowałam się odbyć wodną podróż. Na rogu Belascoiaín i Carlos Guiada po stawie, w którym moczyliśmy ręce, a czasami nawet i stopy, ostał się tylko pusty zbiornik. Kilka przecznic dalej zardzewiałe części żelaza znaczą miejsce, gdzie znajdowała sie jedna z najbardziej efemerycznych fontann, jaką pamiętam. Przetrwała tylko parę tygodni po uroczystej ceremonii otwarcia z przemową. Znana jako  ,,bidet Pauliny’’ obok Miasta Sportu, czasami opady deszczu zmieniają  ją w zielone jezioro kijanek. Nie wspominając o Fontannie Młodości – starej i bez wdzięku – tak bliskiej morza,  tak dalekiej swej dawnej świetności.

Krótkie śledztwo wyjaśniające, dlaczego to miasto straciło tyle wodotrysków, przyniosło różne i odkrywcze odpowiedzi. ,, Problem polega na tym, że ukradli pompę wody’’ powiedział jeden urzędnik. W innym miejscu zdenerwowany pracownik zapewnił: ,,Musieliśmy zamknąć, gdyż przechodnie kąpali się tutaj, nie mając w domu prysznicy.’’ Najbardziej miła była starsza pani, która zmrużyła oczy podczas odpowiedzi ,, Słuchaj, posiadasz tak dobrą pamięć, ta fontanna nie działa od dziesięcioleci’’. Na środku Plaza Vieja wyrasta jedna z najmniejszych fontann, która nadal działa i która jest ogrodzona, aby uniemożliwić sąsiadom wynoszenie wiadrami cennego płynu. Moja droga śladami wilgoci skończyła się na pustyni, na znanej Fontannie Indii, także bez kropli H₂O.

Jako mieszkańcy tego miasta musimy uczynić coś, aby nasze dzieci mogły doświadczyć piękna parków z fontannami. Wiem, że są inne priorytety do rozwiązania, ale jak szary jest asfalt, jak samotny jest mały plac i jaki przytłaczający jest upał bez odgłosu wody skaczącej po kamieniu.

16.10.2013

Niezależni Dziennikarze: Dziennikarze

W  zeszłym tygodniu przyjaciel zapytał się mnie, czy wprowadzenie demokratycznych zmian na Kubie przyniesie niezależne dziennikarstwo. Zatrzymałam się na chwile, aby się zastanowić, gdyż są odpowiedzi, które nie powinny być rzucane bez wcześniejszego dokładnego wyważenia.  Po krótkiej ciszy  przez moja głowę przemknęły obrazy i chwile, w których ci reporterzy ryzyka i słowa odcisnęli się na moim życiu. Pomyślałam o Raulu Rivero, który opuścił dziennikarstwo i rządowe instytucje, aby uczynić niebezpieczny krok w kierunku wolności swego pióra. Pamietam maszynę do pisania ciągle obecną na stole w jego mieszkaniu przy la calle Peñalver, zapach cygara i otwarte ramiona witające każdego przybysza. Bez wątpienia  człowiek, który kocha ten zawód, jaki postawił go w centrum takich represji i krzywd.

Nasuwały się kolejne nazwiska. Reinaldo Escobar, który już na zawsze zaraził mnie wirusem dziennikarstwa, koledzy z Primavera de Cuba, przyjaciele, którzy żywili strony Cubanet, Diario de Cuba, Café Fuerte, HablemosPress, Misceláneas de Cuba, Voces Cubanas, Penúltimos Días i innych miejsc, blogów, agencji prasowych albo prostych biuletynów składających sie z tylko jednej kartki złożonej na pół. Przestrzenie, w których opowiadali o tym kraju zamaskowanym przez oficjalne media i triumfalizm politycznych sloganów. Ludzie, którzy wybrali trudniejszą drogę, zamiast milczeć, symulować, trzymać sie z dala od kłopotów, jak większość. Dzięki nim słyszeliśmy niezliczone wiadomości, przemilczane w krajowych gazetach, telewizji i radiu. Tych ostatnich będących prywatną i hegemoniczną własnością Partii Komunistycznej.

Stąd, kiedy mój przyjaciel  zadał mi to pytanie, doszłam do wniosku, że w demokratycznym narodzie, dziennikarstwo nie potrzebuje nazwisk. Nie musi być  ,, oficjalne’’ lub ,, niezależne’’.  Tak wiec, jako mały hołd  tym wszystkim  reporterom wczoraj i dzisiaj, napisałam przedmowę do antylogii  Con voz abierta ( ,, Z otwartym głosem’’), która  zawiera wybór  wiadomości i opinii napisanych na Kubie  w warunkach najbardziej niebezpiecznych prawnie i materialnie. Jest to książka  dziennikarzy, po prostu dziennikarzy, bez kwalifikacji, którzy określają, lub nie swoją  przynależność  do  ideologii. Zbiór, który przyniesie przyszłości to, że nie  będziemy musieli dokonywać  takich rozróżnień pomiędzy przedstawicielami prasy.

10.10.2013