Dziadkowie odpoczywają w moim ogrodzie

cruz

Od paru dni w naszym ogródku na czternastym piętrze stoi między roślinami błękitny wazon. Nadal nie mamy jasnego pomysłu, co zrobimy ze szczątkami moich dziadków. Póki co, są ulokowani między paprociami w cieniu rozłożystej tabebui (rodzaj rośliny z rodziny bignoniowatych, obejmujących około 300 gatunków drzew tropikalnych, występujących na obszarze od Karaibów po północną Argentynę; często sadzone jako drzewa ozdobne ze względu na piękne kwiaty – przyp. tłum.), która wyrosła poza balkon. Mojej matce udało się, po tym jak sięgnęła do różnych znajomości i stymulowała materialnie wskazanych funkcjonariuszy, skremować swoich rodziców, którzy spoczywali na publicznym cmentarzu Colón. Po zakończonej akcji palenia rezultat zmieścił się w glinianym naczyniu, po którym widać, centymetr po centymetrze, że zawiera ludzkie szczątki.

We wnętrzu naczynia znajdują się Ana i Eliseo, dwoje dziadków, przy których urodziłam się i dorastałam w kamienicy w Centro Habana. Ona prała i prasowała dla całej ulicy, on pracował na kolei i palił fajkę w towarzystwie dwóch ciekawskich dziewczynek jakimi byłyśmy moja siostra i ja. Oboje byli półanalfabetami, którzy założyli małą rodzinę za pomocą proszku do prania i szorowania ubrań oraz kopania łopatą linii kolejowych. Płynęła w nich krew z Asturii i Wysp Kanaryjskich, być może dlatego „Papán” podobała się muzyka ludowa, a Anę wszyscy w dzielnicy nazywali „Galicjanką”. Całym ich majątkiem była szafa i mahoniowe łóżko oraz kredens z kieliszkami, których nigdy nie wolno nam było używać, bo służyły tylko do ozdoby małego salonu-jadalni-sypialni.

Dziadek umarł tego samego roku, w którym miała miejsce masowa emigracja z portu Mariel (chodzi o wydarzenia z 1980 roku, od 15 kwietnia do 31 października wyspę opuściło wielu Kubańczyków, głównie tych wypuszczonych z więzień i zakładów psychiatrycznych, odbywało się to przy zgodzie ze strony rządu – przyp. tłum.). Jego serce otoczone było tłuszczem z wieprzowych skwarek, które tak bardzo lubił. Odszedł w spokoju i zostawił Anę w roli wdowy, przynajmniej na pięć lat. Jej odejście było dużo smutniejsze: siedziała na niewłaściwym krześle w kawiarni El Lluera, kiedy dwóch pijaków wpadło, rzucając butelkami i jedna trafiła ją w czoło. Etap posiadania dziadków skończył się dla nas szybko. Trzeba się było pożegnać z rozpieszczaniem, pończochami zacerowanymi przez sprawne ręce i ciepłym mlekiem przyniesionym do łóżka. Przez cały ten czas ani razu nie poszłam na ich grób, aby szary granit nie zastąpił wspomnień, które o nich miałam. Dziś, nieustępliwie, wrócili do mnie, w małym pojemniku, tak rozsądnym i efemerycznym jak ich własne życie.

tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s