Bastion i czynnik rozpraszający

orientaciones_evacuacion
Ktoś wsunął papier pod moje drzwi. Jedna kartka, przecięta na pół, z instrukcjami dotyczącymi ewakuacji w przypadku huraganu lub inwazji. Jedno ze zdań przyczepiło się do mnie jak refren kiepskiej piosenki: „Przyszyć kawałek materiału do ubrań młodszych dzieci, z danymi identyfikacyjnymi rodziców (stan wojenny)”. Wyobraziłam sobie siebie przyszywającą coś do koszuli mojego syna, aby w środku chaosu ktoś mógł się dowiedzieć, że jego mama nazywa się Yoani, a jego ojciec Reinaldo.

W „wojnie całego narodu”, którą ćwiczy się w tych dniach w plutonie militarnym Bastion 2009, jest miejsce dla każdego z nas. Nie ma znaczenia, czy boimy się broni, czy kiedykolwiek wierzyliśmy w konfrontację jako sposób rozwiązania problemu i że nie mamy zaufania do liderów, którzy poprowadzą drużynę. Ci, którzy bawią się w wojnę przy stole pokrytym miniaturowymi czołgami i plastikowymi samolotami, chcą ukryć to, że największy rów został wykopany przez mieszkańców po to, by ochronić się przed władzą.

Dzienniki telewizyjne pełne są umundurowanych osób z bronią, ale manewry wojenne nie zdołają ukryć tego, że naszymi prawdziwymi „wrogami” są ograniczenia i kontrole nałożone przez władze. Wojna jako czynnik rozpraszający już nie działa. Groźba spadających spadochronów i niosących echo bomb jako antidotum na pragnienie zmian, przestało być efektywne. Myślę, że coraz to więcej osób kieruje swój palec wskazujący w stronę prawdziwego źródła naszych problemów i, niespodzianka dla mistrzów bitwy, nie jest to palec, który wskazuje na zewnątrz.

tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska

Zatrzymani

parque
Sprawia nam radość wyleczenie się z tego stanu witalnego, który nazywany jest dorastaniem, szczególnie dlatego, że przynosi samodzielność. Znalezienie odpowiedzi na pytanie, które tak często nam stawiano: „Co będziesz robić, jak będziesz duży?”. Możliwość wyjścia z domu bez wyjaśniania czegokolwiek, bycie odpowiedzialnym za nasz własny los, a przede wszystkim brak konieczności słuchania tego ojcowskiego ostrzeżenia: „Dopóki ja cię utrzymuję, będziesz musiał robić to, co ci każę”.

Narody, które rozwijają się pod rządami państwa ojcowskiego., stają w obliczu zagrożenia, jakim jest pewnego rodzaju stagnacja dojrzewania ludności. Przypadek Kuby jest jednym z wzorcowych przykładów. Żyjemy pod stałą opieką rządu, charakteryzującego się stałą obecnością tych samych osób dzierżących władzę, które starały się subsydiować część naszych podstawowych potrzeb. Oficjalne media z wielką dumą kładą nacisk na pokazanie bezpłatnej służby zdrowia i edukacji na wszystkich poziomach, jak również rynku towarów racjonowanych, który, rzekomo, gwarantuje podstawowy koszyk.

Oczywiste jest to, że publiczne fundusze są tymi, które wspierają utrzymanie i żerują na tych niematerialnych wartościach, które pracownicy wytwarzają i których się nie domagają. (sic!) Oczywiste jest to, że praca nie motywuje, a to, co się zarabia, ledwie wystarcza na skorzystanie z subwencji. Ojcowskie państwo nie pozwala na wyrażanie odmiennych poglądów, nie mówiąc już o zrzeszaniu się ludzi wokół tych idei w celu osiągnięcia ekonomicznej niezależności, Na dodatek, domaga się od nich nieskończonej wdzięczności.

Na szczęście, jak nauczył nas rodzinny model ojcowski, wszystko zmienia się na przestrzeni lat. Dzieci rosną, stają się dorosłe i nikt nie może zapobiec temu, co młodzi zrobią z kluczami od domu.

tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska

Kiedy pada

aguacero

Słońce nie pojawiło się przez cały dzień, a ulewa zmusza nas co chwilę do chronienia się w jakiejś bramie lub do zostania w domu. Można by pomyśleć, że w kraju tropikalnym życie organizuje się biorąc pod uwagę klimat i że wraz z lekkimi ubraniami mamy zawsze pod ręką parasole i płaszcze przeciwdeszczowe. Tak jednak nie jest. Przeciekające dachy są zjawiskiem powszechnym, szczególnie gdy chodzi o konstrukcje z ostatnich pięćdziesięciu lat; domy, biura, szkoły i szpitale, a nawet magazyny z żywnością doświadczają strat z powodu powtarzających się przecieków. Z drugiej strony, osunięcia się ziemi, tak już powszechne w urbanistycznym krajobrazie, nie są produktem imperialistycznych bombowców, ale właśnie efektem trudności w pozyskaniu materiałów konstrukcyjnych i izolacyjnych.

„Nie mogłem przyjść, bo padało” jest najpowszechniejszą wymówką o tej porze roku. Nie przyjście czy spóźnienie, nieważne czy do pracy, czy na randkę, są społecznie akceptowane, gdy przedstawi się przekonujący argument. Ale nie zawsze chodzi o fałszywy pretekst, bo jeżeli ulica, na której mieszkamy, ma zatkaną kanalizację, ryzyko wpadnięcia w liczne wyboje pełne wody jest bardzo prawdopodobne.

Wiele razy widzieliśmy w zagranicznych filmach sceny tłumu w deszczu. Imponuje nam ta chmura parasoli, rozciągająca się na całej długości ulicy lub na całej szerokości trybun stadionu. Nieuniknione jest porównywanie tych scen z typowym obrazem naszych ulic w środku ulewy; nylonowe torebki używane jako czapki, gazeta Granma lub kawałek tektury, którym próbujemy osłonić głowę; starsze osoby przeczekujące pod balkonami lub stłoczone na przystanku autobusowym. Radość towarzyszy zawsze młodym ludziom, którzy zawsze postępują na przekór pogodzie, biegając przemoczeni od stóp do głów i surfując na tym, co pierwsze wpadnie im w ręce, na desce, starej oponie samochodowej, chwytając się zderzaka ciężarówki.

Są to dni, gdy zastanawiam się, kiedy posiadanie płaszczy przeciwdeszczowych na wymiar i bez dziur przestanie być niezrealizowanym marzeniem wielu z nas i kiedy miasto nie zawali się przez zwykłą ulewę, deszcz spadający na tropik.

tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska

Siedem pytań

singer
Dyplomacja ludowa nie wymaga memorandum ani deklaracji intencji, odbywa się bezpośrednio między narodami, bez styczności z ministerstwami spraw zagranicznych czy pałacami rządowymi. To ta, której towarzyszą objęcia, uściski rąk i długa rozmowa w domowym salonie. Bez aspiracji do fleszów czy wielkich nagłówków, zwykłe osoby wyeliminowały ze świata wiele krzywd, być może pomogły uniknąć niezliczonej ilości wojen, a nawet możliwe jest, że są odpowiedzialne za pewne sojusze i ograniczone momenty pokoju.

Od czasu do czasu ludzie bez uprawnień ministerialnych ani oficjalnych przywilejów apelują do władzy, zadają jej pytanie pozostające bez odpowiedzi. My Kubańczycy przyzwyczailiśmy się do tego, że nikt „tam z góry” nie stara się nam wyjaśnić lub omówić z nami kierunku, w którym zmierza ta wyspa, tak podobna do łódki, która nabiera wody i lada chwila ma zatonąć. Zmęczona faktem, że nie dostrzegają nas w naszej małości, zdecydowałam się zadać siedem pytań tym, których uważam za osoby decydujące w tej właśnie chwili o losie mojego kraju

Konflikt między rządami Kuby i Stanów Zjednoczonych nie tylko uniemożliwia narodom z obu stron brzegu nawiązania dobrych stosunków, ale określa kroki, lub ich brak, które należy podjąć w celu koniecznej przemiany naszego społeczeństwa. Propaganda polityczna mówi nam, że żyjemy w oblężonym mieście, o Dawidzie i Goliacie i „żarłocznym wrogu”, który jest o krok od rzucenia się na nas. Chcę wiedzieć, ze swojej niskiej pozycji obywatelki, kiedy nastąpi zmiana w tym konflikcie, kiedy przestanie on być tematem towarzyszącym wszystkim aspektom naszego życia.

Po miesiącach starań udało mi się wysłać do amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy kwestionariusz poruszający niektóre z tych tematów, które spędzają mi sen z powiek. Mam już odpowiedzi, które opublikuję jutro, i pragnę teraz poszerzyć moje pytania o te zadane kubańskiemu prezydentowi Raulowi Castro. Są to niewiadome, które rodzą się z mojego osobistego doświadczenia i mogę potwierdzić, że każdy jeden z moich rodaków mógłby sformułować je w inny, własny sposób. Wątpliwości, które się w nich zawierają, są tak niepokojące, że nie pozwalają mi wyobrazić sobie, jakim będzie kraj, w którym dorastać będą moje dzieci.

· Kontynuując, zostawiam Wam kwestionariusze:

Pytania do Raula Castro, prezydenta Kuby:

1. Jaki negatywny wpływ na strukturę ideologiczną rewolucji kubańskiej miałaby ewentualna poprawa stosunków ze Stanami Zjednoczonymi?

2. Zamanifestował Pan przy wielu okazjach gotowość do dialogu z rządem amerykańskim. Czy jest Pan odosobniony w tej propozycji? Czy musiał Pan omówić to z resztą członków biura politycznego, by przekonać ich, że dialog ten jest konieczny? Czy Pański brat Fidel Castro zgadza się na zakończenie konfliktu pomiędzy oboma rządami?

3. Gdyby zasiadł Pan przy jednym stole z Obamą, jakie byłyby trzy główne roszczenia, które chciałby Pan przedstawić w tej rozmowie? Jakie byłyby Pana zdaniem trzy roszczenia, które chciałaby przedstawić strona amerykańska?

4. Czy może Pan wymienić konkretne korzyści, jakie wyciągnąłby naród kubański w chwili obecnej i w przyszłości, jeżeli zakończyłby się ten długi spór między dwoma rządami?

5. Jeżeli strona amerykańska zechciałaby włączyć do rundy negocjacji społeczność kubańską na emigracji, członków partii opozycyjnych wewnątrz wyspy i przedstawicieli organizacji pozarządowych i stowarzyszeń społecznych, czy zaakceptowałby Pan tę propozycję?

6. Czy bierze Pan pod uwagę, że istnieje realna możliwość, by aktualny rząd Stanów Zjednoczonych zdecydował się na użycie siły militarnej przeciw Kubie?

7. Czy zaprosiłby Pan Obamę do odwiedzenia Kuby, jako znak dobrej woli?

Pytania do Baracka Obamy, prezydenta Stanów Zjednoczonych:

1. Od dłuższego czasu temat Kuby był obecny zarówno w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych, jak i w obawach wewnętrznych, szczególnie przez istnienie sporej społeczności amerykańskiej pochodzenia kubańskiego. Z pańskiego punktu widzenia, na którym z tych dwóch gruntów ulokować należy tę sprawę?

2. W przypadku, gdyby istniała ze strony pańskiego rządu gotowość do zakończenia konfliktu, czy uznano by obecny rząd Raula Castro jako jedynego uprawnionego rozmówcę przy ewentualnych rozmowach

3. Czy rząd Stanów Zjednoczonych zrezygnował z użycia siły militarnej jako sposobu na zakończenie konfliktu?

4. Raúl Castro powiedział publicznie, że jest gotowy na rozmowy na każdy temat pod warunkiem wzajemnego poszanowania i równości praw. Czy te wymagania wydają się Panu zbyt wygórowane? Jakie byłyby wstępne warunki, które przedstawiłby Pański rząd przed rozpoczęciem dialogu?

5. Jaki udział mogliby mieć Kubańczycy na emigracji, grupy opozycji wewnętrznej i pojawiające się grupy pozarządowe w tym hipotetycznym dialogu?

6. Jest Pan człowiekiem, który wspiera rozwój nowych technologii z dziedziny komunikacji i informacji. My Kubańczycy nadal jednak stajemy w obliczu wielu ograniczeń w dostępie do internetu. Jaką odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi amerykańska blokada Kuby, a jaką rząd kubański?

7. Czy byłby Pan gotowy przyjechać do naszego kraju?

tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska

Made in USA

made_in_usa
Prasa zagraniczna ujawniła kilka dni temu, że razem z hiszpańskim ministrem spraw zagranicznych Miguelem Ángel Moratinos przybyła do Hawany wiadomość od północnoamerykańskiej administracji. Sugerowano w niej, by nasi rządzący podjęli pewne kroki ku poprawie swobód obywatelskich w celu przyspieszenia zakończenia sporu. Nie wspomniano o tym geście w oficjalnych mediach kubańskich, które krytykowały w owych dniach sankcje ekonomiczne, nałożone przez Stany Zjednoczone przed pięćdziesięcioma laty. To owe ograniczenia handlowe, moim zdaniem tak niezdarne i anachroniczne, mogą służyć jako usprawiedliwienie dla upadku produkcji oraz dla tłumienia tych, którzy myślą inaczej. Moją uwagę przykuwa jednak to, że na półkach marketów etykiety i plastikowe opakowania odkrywają to, co antyimperialistyczny dyskurs ukrywa: spora część tego, co jemy, ma napis „Made in USA”.

Nigdy przedtem nie byliśmy tak powiązani z huśtawką, która ma miejsce w Waszyngtonie i na Wall Street. Osławiona suwerenność tej wyspy i domniemany przykład niezależności, którą demonstruje reszcie świata, kryje w rzeczywistości to, jak bardzo potrzebujemy tego państwa, gdzie mieszkają tysiące naszych rodaków. Do tego stopnia, że hasła polityczne przeciw Jankesom stają się coraz bardziej stanowcze, a naród jest coraz bardziej zainteresowany przepływem ekonomicznym i migracyjnym między dwoma brzegami. Cieśnina Florydy zdaje się nas dzielić, ale w rzeczywistości istnieje niewidzialny most życzliwości, wsparcia materialnego i informacji, łączący tę wyspę z kontynentem.

Szewc ubogich urodził się kilka lat przed tym, zanim Stany Zjednoczone zerwały stosunki z naszym krajem, ale klej, którego używa do swych napraw, wysyła mu brat z Miami. Pendrive, który ten młody człowiek ma zawieszony na szyi, dał mu „yuma”, który przycumował swój jacht w porcie Hemingway, fryzjerka z rogu wysyła zamówienie na farby i kremy do New Jersey. Bez tego przepływu produktów i przekazów pieniężnych, wiele osób wokół mnie byłoby skazanych na żebranie i opuszczenie. Nawet whisky, którą popijają najwyżsi rangą przywódcy partii ma na sobie zakazaną pieczęć.

tłumaczenie: Karolina Popović
korekta: Anna Pawłowska

Pogrzeby

funerario

Od pewnego czasu wyczuwa się tu aromat pogrzebu. W dzienniku telewizyjnym stało się niemal comiesięcznym zwyczajem pokazywanie zdjęć z ceremonii pogrzebowych: dźwięk trąbki wzywającej do ciszy, dwadzieścia salw, krok marszowy żołnierzy, łzy i słowa pożegnania. Powstały nowe mauzolea i odnawiane są te już istniejące. Dochodzi do tego gorączkowa mania czczenia rocznicy każdego wydarzenia i wychwalania efemeryd obowiązkowych obchodów. Starcza troska o zachowanie pamięci zastąpiła kreatywną niecierpliwość młodości.

Naród kubański postarzał się, w części przez niski poziom przyrostu naturalnego, stałą emigrację młodych ludzi i podniesienie życiowych oczekiwań. Ale siwizna jest akcentowana przez tych, którzy dzierżą stery kraju. Być może to dlatego każdego dnia pojawia się coraz więcej analityków, którzy skłaniają się w kierunku użycia słowa gerontokracja w celu sprecyzowania naszej formy rządów. Definicja mogłaby wydawać się nieodpowiednia, gdy weźmie się pod uwagę średnią wieku deputowanych Zgromadzenia Narodowego, ale inaczej to wygląda, gdy uświadomi się sobie, że od ponad dwunastu lat nie odnawia się Komitet Centralny Partii Komunistycznej. Istnieje spora liczba ministrów, którzy nie przekraczają jeszcze sześćdziesiątki, ale większość władzy skoncentrowana jest w rękach siedemdziesięcio- i osiemdziesięciolatków.

Zamiast przyspieszyć kroku naprzód, ci weterani pławią się w patrzeniu na przebytą już ścieżkę i wymaganiu uznania za to, co się osiągnęło. Podczas gdy przygotowują się do tego, co z pewnością będzie najbardziej spektakularnym pogrzebem w historii Kuby lub tym, co niektórzy nazywają „rozwiązaniem biologicznym”, żałobna saga, która zalewa program telewizyjny, ma kształt próby generalnej. Dźwięk odświętnych salw nie pozwala usłyszeć bijatyki z nową generacją, która stoi pod drzwiami, które rozwali jak trąba powietrzna, niszcząc to wszystko. Wymiatając po drodze ten zapach suchych kwiatów, który czujemy ze wszystkich stron.

tłumaczenie: Karolina Popović

Ostatni obiekt kultu

olla
Przed wieloma laty ogłoszono początek „Rewolucji Energetycznej”. Oficjalne media ogłosiły natychmiastową dystrybucję szybkowarów, które, mimo działania na prąd, obniżały narodowe zużycie paliwa. Przemysł państwowy zaczął masową produkcję potrzebnych gumowych uszczelek do pokrywek, które aż do tej pory wytwarzane były jedynie przez prywatnych producentów i sprzedawane na rynkach nieformalnych za horrendalne ceny.

Ze skrupulatną precyzją operacji wojskowej wyjechały na ulice dziesiątki ciężarówek, rozwożących nowy sprzęt. „Kup teraz i zapłać potem” brzmiało hasło, które nie zdołało uciszyć sceptyków i tych, którzy pytali, jak pozyskać bez takich trudności produkty, które można włożyć do środka nowej technologii (sic!). Był to jednak bez wątpienia moment powszechnej nadziei, która, jak miłość, wydawała się wchodzić przez kuchnię.

Stało się to samo, co z poprzednimi projektami: na początku dystrybucja przebiegała dobrze, ale po kilku miesiącach nie do wszystkich zakamarków dotarły szybkowary, ani nie we wszystkich z nich części były dobrze złożone. W niektórych rejonach, w których je sprzedawano, od razu odłączono płynny gaz, a przerwy w dostawie prądu zdarzały się w najmniej dogodnych momentach. Z drugiej strony zdarzyło się coś, czego entuzjaści nie mogli przewidzieć, istniały osoby, które nie były w stanie zapłacić za owe sprzęty AGD. Do dziś zobaczyć można listy dłużników, wystawione na publiczny widok w tych samych sklepach, gdzie sprzedawano te skomplikowane szybkowary.

Tamte garnki, które były ostatnim obiektem kultu rządowego ojcostwa, przestały być sprzedawane i to samo stało się z gumowymi uszczelkami, które dziś, ponownie, oferowane są przez alternatywnych wytwórców na ulicy, za cenę narzuconą przez zbyt.

* Już znowu jestem stworzeniem dwunożnym, odstawiłam kulę i wróciłam do tematów z mojego życia codziennego. Dziękuję wszystkim, którzy wyciągnęli do mnie dłoń w akcie solidarności, dali mi balsam wsparcia i skuteczny lek przyjaźni. Tu i tu zostawiam wam krótką historyjkę wydarzeń z tamtego piątku, 6 listopada.

tłumaczenie: Karolina Popović

Postacie z cienia

no_me_golpee-copy2
Po tym, co wydarzyło się w zeszły piątek, zdecydowałam się wyciągnąć na światło dzienne serię zdjęć ludzi, którzy mnie obserwują i prześladują

Mój związek z kinem był zawsze z pozycji rzędów siedzeń, w półmroku sali, w której słuchało się dźwięku starego projektora. Utrzymywało się tak do czasu, gdy zaczęłam żyć w swoim własnym filmie, gatunku thrillera o prześladowanych i prześladujących, gdzie moją rolą jest uciekać i chować się. Motywem tak nagłej zmiany z widza w bohatera był ten blog, ulokowany w szerokiej przestrzeni – tak mało dotkniętej celuloidem – jaką jest internet. Obudziłam się przed dwoma laty z ochotą napisania prawdziwego scenariusza moich dni, a nie różowej komedii, którą pokazywały oficjalne gazety. Przeszłam więc z oglądania filmów do bycia ich bohaterką.

Wątpię, czy któregoś dnia zobaczę, jak opada kurtyna i zdołam wyjść żywa z kina. Długi film, w którym żyjemy na Kubie od dziesięcioleci, nie wydaje się być blisko momentu wyświetlenia napisów końcowych i zgaszenia ekranu. Jednakże widzowie nie są już tak zainteresowani niekończącą się taśmą, którą wyświetlają autoryzowane projektory. Wydają się być raczej przyciągnięci wizją tych, którzy mają blog czy pustą stronę, gdzie rejestrują pytania, frustracje i radości mieszkańców.

Stając się Kubrickiem czy Tarantino, zaczęłam dawać świadectwo tych postaci, które nas obserwują i prześladują. Postaci z cienia, które jak wampiry żywią się naszą ludzką radością, zaszczepiając w nas strach za pomocą uderzeń, gróźb, szantażu. Indywidua wytrenowane we współdziałaniu, które nie umiały przewidzieć swojego przekształcenia się z polujących w tych, na których się poluje, twarze zaatakowane aparatem, telefonem komórkowym czy pełną ciekawości siatkówką obywatela. Przyzwyczajeni do zbierania dowodów do tych akt, które każde z nas ma na jakiejś półce, w jakimś biurze, zaskoczeni są, że teraz my robimy inwentarz ich gestów, oczu, skrupulatny zapis ich nadużyć.

tłumaczenie: Karolina Popović

acosadores_acosados-copy
photoshop-abajoscropped-captioned-2
cara_tapada-copy
cazador_cazado-copy
cazadores_cazados-copy
vigilantes-copy1

Wina ofiary

victima

Po agresji zawsze znajdzie się kilku krótkowzrocznych, którzy obwiniają samą ofiarę tego, co się wydarzyło. Jeśli jest to kobieta, która została zgwałcona, ktoś wyjaśnia, że jej spódnica była bardzo krótka albo że prowokacyjnie kołysała biodrami. Gdy chodzi o napad, znajdą się tacy, którzy powiedzą, że przyciągająca wzrok torebka lub błyszczące kolczyki wzbudziły pożądanie w przestępcy. W przypadku bycia przedmiotem represji politycznej nie brakuje tych, którzy będą twierdzić, że brak rozsądku był powodem tak „energicznej” odpowiedzi. Ofiara czuje się wobec takiego traktowania podwójnie poszkodowana.

Dziesiątki naocznych świadków, którzy widzieli, jak siłą wepchnęli do samochodu Orlanda i mnie wolałoby nie zeznawać, dołączając się tym samym do bandy przestępców.

Lekarz, który nie wystawia obdukcji o akcie fizycznego znęcania się, bo już został poinformowany, że w tym „przypadku” nie powinien pozostawać żaden dokument potwierdzający odniesione obrażenia, łamie przysięgę Hipokratesa, a przymrużając oko robi przysługę winnemu. Ci, którym wydaje się, że powinno być więcej siniaków i złamań, by mogli zacząć czuć współczucie dla zaatakowanego, nie tylko kwalifikują ból, ale też mówią agresorowi: „musisz zostawić więcej znaków, musisz być bardziej energiczny”.

Nie brakuje również tych, którzy wskazują na to, że sama ofiara wyrządziła sobie krzywdę, którzy nie chcą słuchać krzyku ani lamentu blisko nich, ale podchwytują go i publikują, gdy wydarzy się tysiące kilometrów od nich, pod inną ideologią, pod innymi rządami. Są to te same niedowiarki, którym wydaje się, że UMAP (Unidad Militar de Ayuda a la Producción – Jednostka Wojskowa do Pomocy w Produkcji, obozy przymusowej pracy, istniejące na Kubie w latach 1965 – 1968, grupujące głównie młodych mężczyzn, homoseksualistów, wierzących i dysydentów o łącznej ilości 25 ooo osób, rozwiązano je po interwencji wielu kół intelektualnych z kraju i zagranicy – przyp. tłum.) był rozrywkowym obozem łączącym przygotowanie wojskowe i pracę w polu. Ci, którzy nadal wierzą, że zastrzelenie trzech mężczyzn (2 kwietnia 2003 grupa Kubańczyków uprowadziła prom z 50 osobami na pokładzie, chcąc dostać się do USA. Tydzień później Lorenzo Copello, Barbaro Sevilla i Jorge Martinez zostali straceni za „poważny akt terroryzmu” – przyp. tłum.) jest usprawiedliwione, gdy chodzi o ochronę socjalizmu i że gdy ktoś pobije nonkonformistów to dlatego, że ci ostatni sami się o to prosili przez swoją krytykę. Wieczni usprawiedliwiający przemoc nie dadzą się przekonać żadnym dowodom, nawet krótkiemu „spoczywaj w pokoju” na białym marmurze. Dla nich ofiara jest sprawcą a agresor zwykłym wykonawcą koniecznej lekcji, zwykłym „poprawiaczem” naszych dewiacji.

Krótki raport medyczny:
Dochodzę do siebie po odniesionych obrażeniach fizycznych, będących skutkiem porwania, mającego miejsce w zeszły piątek. Siniaki schodzą a w tej chwili najbardziej dokucz mi ostry ból w okolicy lędźwiowej, który zmusza mnie do używania kuli. Zeszłej nocy trafiłam do polikliniki, gdzie zastosowano kurację przeciwbólową i przeciwzapalną. Nie jest to nic, czego moja młodość i dobre zdrowie nie mogłyby pokonać. Na szczęście kopniak, który otrzymałam, kiedy skierowali moją twarz ku podłodze samochodu nie uszkodziła oka, a tylko kość policzkową i brew. Mam nadzieję na wyzdrowienie w przeciągu paru dni.

Dzięki przyjaciołom i rodzinie, którzy mi towarzyszyli i wspierali mnie, znikają również skutki psychiczne, które są najtrudniejsze. Orlando i Claudia nadal pozostają pod wpływem szoku, ale są niesamowicie silni i również dadzą radę. Zaczęliśmy się już uśmiechać, co jest najlepszym lekarstwem na przemoc. Główną terapią pozostaje dla mnie ten blog i tysiące tematów, które wciąż trzeba w nim poruszyć.

(Informacja od edytora: post dyktowany przez telefon)

tłumaczenie: Karolina Popović