Przy nieobecności i z uczuciem

portada_portugues
Zapomniałam już, kiedy ostatni raz płakałam, chociaż nie jestem szczególnie silna wobec zawirowań życia, uważam się raczej za wrażliwą i podatną na łzy. Jednak ponad rok temu zdecydowałam się być szczęśliwą za wszelką cenę, dać sobie samej odrobinę spokoju w oczekiwaniu na gorsze czasy. Opieram się temu, by starli mi uśmiech, by zamienili mnie w osobę paranoiczną, która ciągle ogląda się za siebie, by zobaczyć, czy ją śledzą.

Ta dziecinna skłonność do robienia hecy pozwoliła mi znieść odmowę wyjazdu, radioaktywny okrąg, w który próbowali mnie wciągnąć, obelgi, kampanię oszczerstw, kontrolę policji politycznej, a nawet neurozę możliwego podsłuchu w moim domu. Starałam się świętować nawet to, co mi odebrano, jak możliwość podróżowania, uczestniczenia w ceremoniach wręczania różnych nagród, dostęp do Generacji Y z sieci kubańskich, kontakt z wieloma z moich przyjaciół, branie udziału w wydarzeniach kulturalnych w moim własnym kraju i prezentacja wydania moich książek.

Właśnie dziś wypełnia mnie satysfakcja, ponieważ zbiór moich tekstów, zatytułowany „De Cuba, com carinho…” („Z Kuby, z uczuciem…”), zostanie zaprezentowany tego popołudnia w Brazylii. Ze względu na trzy godziny różnicy, dzielące nas od Rio de Janeiro, zamierzam świętować o piątej po południu to piękne wydanie moich postów po portugalsku. Moje zęby będzie widać na odległości wielu metrów, nie tylko dlatego, że są duże i szeroko rozstawione, ale przez permanentny śmiech, który będę mieć przyczepiony do twarzy. Korozyjny śmiech, którego nie są w stanie zrozumieć szorstkie twarze tych, którzy zabronili mi dojechać tam; cios radości, który tnie i przebija tych, którzy nie wiedzą, jak obchodzić się z niespodziewaną radością zatrzymanego.

tłumaczenie: Karolina Popović

Reklamy

To, co nam obiecali

bloqueo

Nosiłam biało – czerwony uniform, miałam dziesięć lat i temat „blokady” był ledwie wspominany w zideologizowanych książkach, które wręczano mi w szkole. Były to czasy optymizmu i wierzyliśmy, że krowy F1* dadzą wystarczającą ilość mleka, by zalać wszystkie ulice kraju. Przyszłość nabierała tych złotych kolorów, które nie chciały ukazywać się w naszej bezbarwnej rzeczywistości, ale byliśmy takimi daltonistami, że tego nie widzieliśmy. Wierzyliśmy, że odkryliśmy sposób, by znaleźć się wśród najzamożniejszych narodów planety, a nasze dzieci będą zamieszkiwać kraj szans dla wszystkich.

Z trybuny brodaty lider kierował swój prowokujący palec w kierunku północy, licząc na pomoc Kremla w przeskoczeniu jakiegokolwiek problemu w konstruowaniu komunizmu. „Pomimo blokady…” mówił nam z tym samym przekonaniem, co lata wstecz o dziesięciu milionach ton cukru**, plantacjach kawy*** wokół miast i o rzekomej industrializacji kraju, która nigdy nie doszła do skutku. Musieliśmy przykrócić nasze sny, gdy źródło gazu i rubli nagle wyschło. Nadeszły czasy, gdy zaczęto wyjaśniać upadek i porównywać nas z najbiedniejszymi narodami regionu, byśmy czuli się, jeśli nie szczęśliwi, przynajmniej pocieszeni.

W początkach mojego dorastania temat ograniczeń handlowych zapełniał niemal wszystkie billboardy kraju. Podczas politycznych marszów nie krzyczano już „Kuba tak, jankesi nie”, ale nowe hasło o trudnym rymie „Obalić blokadę”. Ja patrzyłam na prawie pusty talerz i nie mogłam sobie wyobrazić, jak udało im się zablokować malangi (xanthosoma, bulwiaste i kłączowe rośliny z tropików Ameryki Pd – przyp. tłum.), sok z pomarańczy, banany i cytryny. Ukształtowałam się zaprzeczając istnieniu blokady nie dlatego, że przyswoiłam sobie śpiewkę o tym, jakim krajem moglibyśmy być, ale nam nie pozwalają, ale dlatego, że wszystko to, co nie działało próbowali wyjaśnić, wskazując w jej kierunku.

Jeżeli moi przyjaciele masowo opuszczali kraj, była to wina polityki ucisku Stanów Zjednoczonych; jeżeli w szpitalu położniczym po ścianach spacerowały karaluchy, wina leżała po stronie Amerykanów; nawet gdy na zebraniu wyrzucano z uniwersytetu krytycznego kolegę, wyjaśniano nam, że uległ wpływowi ideologicznemu wroga. Dziś wszystko zaczyna się i kończy blokadą. Nikt zdaje się nie pamiętać owych czasów, gdy obiecywano nam raj, gdy mówiono nam, że nic, nawet sankcje ekonomiczne, nie powstrzyma nas w zwalczeniu niedorozwoju.

*Krowy F1: krzyżówka bydeł Holstein i Zebu (Cebu). Fidel wierzył, że to bydło pozwoli Kubie eksportować wołowinę i produkty mleczne. Plan się nie powiódł, oba produkty podlegają surowej racjonalizacji.

** W 1970 Fidel ruszył siły robocze całego kraju, by osiągnąć rekordową sumę dziesięciu ton zebranego cukru, „przesuwając” Boże Narodzenie na lipiec, by nie przerywać pracy. Nie osiągnięto celu, a zbiór cukru spadał odtąd sukcesywnie, w 2009 roku było to niewiele ponad tonę.

*** Fidel planował sadzenie kawy w Hawanie, mimo negatywnej oceny eksperta, dotyczącej klimatu. Plan nie powiódł się.

tłumaczenie: Karolina Popović

Nowy czartyzm*

luis_eligio
Skrzynki pocztowe przypominają urny wyborcze, mają szparę, by wrzucić papier, a ich zawartość, nieważne, czy list, czy karta wyborcza, jest na wyspie równie pozbawiona szacunku. Mimo ograniczeń dotyczących korespondencji, łatwiej jest sprawić, by koperta dotarła w miejsce swojego przeznaczenia niż wpłynąć naszym głosem na kurs kraju. Dlatego jednym z najczęściej uprawianych sportów wśród moich rodaków jest pisanie skarg do wyższych instancji, kierowanych bezpośrednio do sprawców większości naszych problemów.

Pewna pani redaguje długą skargę, dotyczącą studzienki kanalizacyjnej, która wyrzuca swą zawartość na patio położonej niedaleko szkoły; sprzedawca pizz pisze donos na inspektora, który żąda procentu od sprzedaży w zamian za nie zamykanie mu stoiska; pacjent wymagający interwencji chirurgicznej wystosowuje swoje pismo, opowiadając, że czeka już od roku na przyjęcie na salę operacyjną. Skarg jest tyle, że w wielu ministerstwach za przyjmowanie listów odpowiedzialny jest departament z wieloma pracownikami. Prawdziwa powódź kartek, które nieustannie powtarzają znany nagłówek „Zwracam się do Pana z uprzejmą prośbą…”.

Od pewnego czasu pojawiło się w tej kwestii dodatkowe rozwiązanie, digitalny list, który krąży intranetem po różnych instytucjach. W podobnej formie zaczęła się intelektualna polemika 2007 roku, a teraz dostrzegamy niekonformistyczne opinie wielu osób z dziedziny kultury. Przez mój blog przedefilował list aktora Armando Tomey, inny krytyka literackiego Desiderio Navarro i jeden bardzo dobry Luisa Alberto García, który wcielił się w rolę Nicanora w filamch krótkometrażowych Eduardo del Llano. Czartyzm przybył, by zastąpić konieczne referendum, za pomocą którego wyraża się nasze potrzeby zmian.

Nasza epistolarna tendencja podobna jest do tego dziewiętnastowiecznego ruchu w Anglii, któremu udało się zebrać ponad milion podpisów, by móc zaprezentować Kartę przed Izbą Gmin. Czartystom udało się wymusić wprowadzenie pewnych reform, ale mam wrażenie, że nasze listy są bezwartościowym, przemoczonym papierem, żartem z karty do głosowania, atramentem, który spływa w zderzeniu z państwową inercją.

* Czartyzm (ang. chartism, od charter – karta) – był to masowy i radykalny ruch polityczny istniejący na przestrzeni lat 1836-49 w Wielkiej Brytanii, który zmierzał do wprowadzenia demokratycznych zmian w systemie wyborczym oraz poprawy sytuacji ekonomicznej robotników – przyp. tłum.

tłumaczenie: Karolina Popović

Powody José Alejandro

pagina-jr

Nikt nie zna lepiej mechanizmów cenzury na Kubie niż ci, którzy piszą dla garstki gazet o ogólnokrajowym nakładzie. Prasa zamieniła się tu w trudną profesję, która zobowiązuje do mierzenia przymiotników, wyważenia tematów i ukrywania w wielu przypadkach osobistej opinii, by zachować posadę. Jest życiową decyzją bycie dziennikarzem w oficjalnych mediach, wiem to, ale znam też niektórych, którzy zostali schwytani w wyboje skomplikowania, oczekując tego dnia, w którym będą mogli pisać to, co myślą.

Z redakcji gazety Juventud Rebelde, gdzie pracował Reinaldo do 1988, zostało bardzo mało, bo większość jego ówczesnych kolegów mieszka dziś w Miami, Meksyku i Hiszpanii. Inni wycofali się z zawodu, rozczarowani nieudaną głasnostią i następującymi po niej wezwaniami do krytyki, które skończyły jako pożywka dla najodważniejszych. José Alejandro Rodríguez przetrwał to wszystko i toczy swoją osobistą bitwę w sekcji „Potwierdzenie odbioru”, gdzie publikuje listy czytelników z ich skargami i pytaniami. Za każdym razem, gdy czytam jego krucjatę przeciw biurokratyzmowi i temu, co źle zrobione, wyczuwam regresywne odliczanie, które prawdopodobnie skończy się zawodowym uciszeniem.

Przed paroma dniami José Alejandro w końcu nie wytrzymał. Wyciągnął wszystko, co się skumulowało na temat „nadmiernej centralizacji”, na którą jest skazana prasa na tej wyspie i przeklął tajemniczość, która otacza decyzje rządu. W swoim artykule „Przeciw demonom skonfiskowanej informacji” wyczuwa się słowo człowieka uczciwego, który nadal wierzy w możliwość zhumanizowania aktualnego systemu za pomocą informacyjnej przejrzystości. Przy całym szacunku w stosunku do niego nie zgadzam się z nim, bowiem to, co się rozwinęło na bazie skrytości, przeklinania i filtrowania nie może przeżyć w jasnym świetle, które emanuje z ostrego i wolnego dziennikarstwa.

Jego trzystronicowe przemówienie wytrwało zaledwie kilka godzin w internetowej wersji JR. Artykuł został uprowadzony przez sprytne jastrzębie ortodoksji, które dobrze znają niebezpieczeństwo społeczeństwa, które zaczyna dowiadywać się tego wszystkiego, co przed nim ukrywają.

Kopię artykułu „Przeciw demonom skonfiskowanej informacji” można przeczytać tu.

tłumaczenie: Karolina Popović

Nuty nowego hymnu

libertadblogaccion 

„Jak się krzyczy w Twitterze?” było jedną z pierwszych wiadomości, które wysłałam, gdy odkryłam potencjał wyrażenia samej siebie w stu czterdziestu znakach.

 

Dziś muszę zapytać, jak śpiewa się hymn mobilizujący mieszkańców sieci, w jaki sposób nieść daleko to pragnienie zmiany, które widzę we wszystkich twarzach dookoła mnie. Kiedyś udawało się to za pomocą dźwięku rogów, galopu koni i strof wznoszonych przez Bayamesów (mieszkańcy Bayamy, miasta we wschodniej Kubie – przyp. tłum.), by „umrzeć za ojczyznę”; ale teraz wszystko jest inaczej.

 

Przychodzi mi do głowy używać kilobitów, wykorzystywać krawędź słowa, które jest równie ostre i każe powstawać nakazom trwalszym niż maczeta. Obiegnijcie więc sieć wy, pięć punktów z tego bloga, jako wezwanie do rzezi przeciw kontroli, autorytaryzmowi i cenzurze:

 

– Wolność opinii

 

– Wolność dostępu do internetu

 

– Wolność wjazdu na Kubę i wyjazdu z niej

 

– Wolność zgromadzeń

 

– Wolność dla więźniów sumienia

 

– Wolność dla Kuby

tłumaczenie: Karolina Popović

foto-blog-moratinos 

Zdjęcie zaczerpnięte z “underblog” Ministra Miguela Ángel Moratinos

W ujęciu, które zabierze ze sobą hiszpański minister spraw zagranicznych Miguel Ángel Moratinos ze swojej wizycie na Kubie, nie będzie miejsca dla niewygodnych krewnych. Przed obiektywem znajdą się wymuszone uśmiechy ministrów, żyrandole kancelarii i udawane zadowolenie tych, którzy trzymają władzę. W kompozycji zbędni będą ci, którzy mówią „nie” i wykluczeni sceptycy. Dopuści się przed obiektyw tylko zadowolone twarze, bo brudy pierze się w domu, chociaż od dekad nie włącza się pralki publicznej dyskusji, ani nie pozwala się zaaplikować proszku, by pozbyć się śmierdzącej utopii.

Tego, kto się rusza, nie ma na zdjęciu, bo osiągnięty obraz powinien zawierać wsparcie polityczne i ekonomiczne, a nie wywoływać troskę. Dlatego też uprzątną pajęczyny, schowają wojskowe uniformy pod wizytowymi ubraniami i na krótką chwilę będą się wydawali mieć mniej lat niż w rzeczywistości. Unikać się będzie drażliwych tematów. Po co stawiać odwiedzającego w niezręcznej sytuacji? A gdy wyjedzie, ten czy inny dzieciak dostanie po głowie za sprawiane kłopotu gościowi. Słodki i w kolorze sepii będzie ten obraz rodzinny, który pozostanie z wizyty, bo kontrastujące tony rzeczywistości nie pasują do albumu dyplomacji.

Jednym z tych nieskomplikowanych małych aparatów, którymi robi się wciąż te same zdjęcia turystyczne, zrobione zostaną te co zwykle standardowe ujęcia: szkoła pełna uczniów w dobrze wyprasowanych uniformach, fabryka błyszczących i nowoczesnych maszyn, niemal skończone dzieło inżynierii i nie zabraknie, jasna sprawa, przygotowanych tłumów, zorganizowanych odgórnie.

Negatyw musi pozostać nienaruszony dla swojego późniejszego wrażenia na stronach historii. Jeżeli ucieknie mu niechcący jakiś nieodpowiedni szczegół, trzeba będzie poprawić go w Photoshopie, zrobić retusz zdjęcia już przerobionej normalności i poprawić twarze, na których nie pojawił się uśmiech.

tłumaczenie: Karolina Popović

Powiedzieć im prosto z mostu

 

Jestem odrobinę naiwna. Aż do ostatniej minuty przed rozpoczęciem ceremonii María Moors Cabot*, która odbyła się wczoraj, myślałam, że rząd kubański zmieni decyzję i pozwoli mi pojechać. Dlatego zachowałam dla siebie nagranie, które zrobiłam w poniedziałek, 12 października, w Biurze Imigracji i Spraw Zagranicznych. Dziś, doszedłszy do wniosku, że nadal pozostaję w tym samym miejscu, zdecydowałam się opublikować je, myśląc w sposób szczególny o tych, którym zdarzają się podobne sytuacje.

 

Emocje, to, że mam tyle do powiedzenia, sprawiło, że mówiłam z szybkością, przy której trudno o napisy, ale czuję ulgę, że powiedziałam tym ludziom w uniformach wszystko to, co myślę o nich i ich absurdalnych restrykcjach.

 

Wybaczcie braki w wideo, ale chodzi tu o nagranie zupełnie amatorskie, jak zresztą wszystko w tym blogu.

 

* Nagroda dla dziennikarzy ze Stanów Zjednoczonych, krajów Ameryki Południowej i Kanady, przyznawana corocznie od 1939 roku grupie 3 – 4 osób przez Uniwersytet Kolumbii w Nowym Jorku za przyczynianie się do zrozumienia między obu Amerykami – przyp. tłum.

tłumaczenie: Karolina Popović