Newsletter (druga część)

cables

Jeśli istniałby jakiś ołtarz dla technologii, nie wahałabym się i poszła do niego, by zapalić parę świeczek. Te kable, obwody i chipy wniosły do mojego życia więcej informacji, autonomii i wolności niż te dane przez polityków czy powszechną presję. Właśnie w tym miesiącu obchodzę piętnastą rocznicę skonstruowania przeze mnie mojego pierwszego komputera, co oznaczało obrócenie się mojej egzystencji o sto osiemdziesiąt stopni. Moja ręka jest trochę zdeformowana z winy myszki, myślę w większości przypadków tak, jak gdybym projektowała w Dreamweaver (program grupy Adobe, służący do projektowania stron www – przyp. tłum.), a nawet kusi mnie, żeby nacisnąć „control + alt +del”, by zresetować, gdy nie podoba mi się to, co mnie otacza.

A teraz pojawiła się nowa usługa wysyłania wiadomości przez SMS, która zwiększa moją wiarę w te technologiczne gadżety. Od zeszłego tygodnia wiedziałam, że rusza nowa strona o nazwie Granpa (miejmy nadzieję, że będzie bardziej obiektywna niż Granma), która wysyła wiadomości na komórki w obrębie Kuby. Wystarczy zostawić numer telefonu i źródła, z których chce się otrzymywać tytuły, by zacząć je czytać przez telefon komórkowy.

Życzę szczęścia tym, którzy wprowadzili w czyn ten tak dobry pomysł, który staje się bardzo konieczny w obecnych czasach. Skoro nie możemy mieć papierowej gazety, by mówiła o tym, co ukrywa oficjalna prasa, niech więc żyją wiadomości w stylu elektrycznych impulsów; gratulacje z okazji tych informacji, migających na wyświetlaczach naszych telefonów.

tłumaczenie: Karolina Popović

Podobieństwa

fuente-copy

Hilda Molina i ja dzielimy kilka dziwnych „przywilejów”: obie zostałyśmy wspomniane w prologu książki Fidel, Boliwia i coś jeszcze i obu nam odmówiono przy wielu okazjach pozwolenia na wyjazd z Kuby. W jej przypadku władze migracyjne usprawiedliwiały odmowę jej naukową przeszłością. Szerzono pogłoskę, że przechowywała klasyfikowaną informację, o której nie wolno było wiedzieć poza naszymi granicami. Jednak wielu z nas podejrzewało, że nie to było prawdziwym powodem, aby ją tu zatrzymać, a kaprys człowieka, który zażądał jej wymuszonego uwięzienia.

Moje „przestępstwo” ulokowane jest w przyszłości, w tej części jutra, gdzie nie będą już istnieli ani znany autor prologu ani ograniczenia dotyczące opuszczenia wyspy. Moje zatrzymanie nie dotyczy tego, co zrobiłam, ale tego, co mogłabym zrobić; „wina” spada na obywatelkę, którą jeszcze nie jestem, ale która wykluwa się w tym blogu. W każdym razie kara była taka sama dla obu nas, bo system oparty na ograniczeniach, kontrolach i klauzurach wie tylko, jak karać zamknięciem. Dla Hildy ta sankcja niedługo się skończy; choć oskarżony nigdy nie będzie już spokojnie spał w obawie przed powrotem do celi.

Jestem szczęśliwa z powodu jej rodziny i jej samej, ale zatroskana istnieniem tych, którzy decydują, kto wyjeżdża z Kuby i wjeżdża tu. Żal mi, że czyjeś spotkanie ze swoimi zależy od długiej negocjacji między partiami, rządami, prezydentami. Widzę postarzałą kobietę, która w końcu będzie mogła poznać swoich wnuków i której nikt nie zrekompensuje tylu lat samotności i strachu. Zostaje mi tylko zasugerować jej, żeby nie żywiła resentymentu wobec swoich strażników, bo oni są dziś uwięzieni we własnej władzy, strachu i nieuniknionej bliskości końca.

tłumaczenie: Karolina Popović

Kolejne pokolenie, które wytrzymuje

peleadores1-copy-copy

Mam trzydzieści trzy lata i dwa siwe włosy. Przez przynajmniej połowę mojego życia pragnę zmian na mojej wyspie. W lecie 1990 roku wychyliłam się przez zasłony mojego okna na ulicy Lealtad róg Lagunas, kiedy krzyk ludzi sprawiał, że myślałam o przewrocie. Stamtąd widziałam łódki, niesione na ramionach w stronę morza i policyjne ciężarówki, kontrolujące nieposłuszeństwo. Przestraszone twarze moich najbliższych pokazywały, że wkrótce sytuacja ewoluuje, ale zamiast tego problemy stały się chroniczne a rozwiązania zostały przesunięte. Potem pojawił się mój syn, między przerwami w dostawie prądu a zdaniami „nie trać nadziei”, zrozumiałam, że może zdarzyć się tylko to, co sami zdołamy sprowokować.

Ten czerwiec zaczął się podobnie do tych z ciemnych lat Okresu Specjalnego („Período Especial”, okres długiego kryzysu na Kubie, spowodowanego upadkiem związku Radzieckiego w 1991 i trwającego do 1994 roku – przyp. tłum.). Niepokój, braki w dostawie prądu w niektórych dzielnicach i ogólne poczucie, że spadamy w dół. Już nie jestem tą bojaźliwą i pasywną nastolatką, której rodzice mówili tyle razy „połóż się Yoani, dziś nie mamy niczego do jedzenia”. Nie jestem gotowa do zaakceptowania kolejnych haseł i pustych talerzy, miasta sparaliżowanego z powodu braku paliwa i upartych liderów z pełnymi lodówkami. Nie myślę też gdziekolwiek iść, morze nie będzie więc w moim przypadku rozwiązaniem tego nowego cyklu klęsk, który się rozpoczyna.

Niespokojne nasienie Tea wkrótce zapłodni kobietę, by dać drogę nowemu pokoleniu, które wytrzymuje. Nie chcę wierzyć, że będą dorosłymi, patrzącymi przez okna w nadziei, że coś się zdarzy; Kubańczykami pełnymi przekładanych snów.

tłumaczenie: Karolina Popović

Cubalse i General Motors

cubalse

Pierwszego czerwca potwierdziło się to, co wszyscy przepowiadali, General Motors ogłosiło bankructwo. Nacjonalna telewizja pokazywała reportaże o upadającym gigancie, a na naszych ulicach nadal krążą jego stare modele sprzed pięćdziesięciu lat. Wielka srebrna wieża, w której znajduje się siedziba firmy stała się symbolem aktualnego światowego kryzysu ekonomicznego. Wewnątrz Kuby oznaki tych złych czasów są inne: powracają przerwy w dostawie prądu, spada liczba turystów, a publiczny transport cierpi z powodu nowych cięć. Finansowe działania nie mogą runąć, bo ich nie ma; firmy ukrywają bankructwo, bo są państwowe i nie informują obywateli o swoich finansach.

Inny konglomerat firm rozpadł się obok nas, ale państwowy dziennik uniknął wspomnienia o tym. Wpływowa CUBALSE, ta, która między swymi uprawnieniami miała to, że zatrudniała tych, którzy pracowali w ambasadach i domach dyplomatów, właśnie zniknęła. Nawet najbardziej niezorientowany Kubańczyk wie, że aby być ogrodnikiem ambasadora czy administratora rynku dewiz trzeba przejść przez pokaźny ideologiczny filtr i, w pewnych przypadkach, stymulować gotówką tych, którzy wybierają personel. CUBALSE była pionierem w sprzedaży w monecie wymiennej w kraju, gdzie większość zarabia w kubańskich pesos, jej pracownicy przypominali mieszankę kapitalistycznych przedsiębiorców i żołnierzy komercjalnego wojska.

W dyskretnym dokumencie wyjaśniono szczegółowo rozkład firmy na Usługi dla Cudzoziemców, których część mają przejąć inne instytucje. Cała ta struktura władzy, wierności i osobistych interesów załamała się, kiedy ogłoszono śmierć tego „małego giganta”. Requiem zagrano po cichu, żeby za bardzo nas nie przestraszyć. Tak, aby patrząc na upadek General Motors nie przyszły nam do głowy niepotrzebne skojarzenia, wnioski, że dzieje się tak nie tylko poza naszymi granicami, ale i obok nas.

tłumaczenie: Karolina Popović

Przyjęcie bez gościa honorowego

cablenterio2

Przed paroma dniami zorganizowaliśmy z przyjaciółmi małą uroczystość, zmotywowani zakończeniem montażu nowych wind. Przyjęcie było usprawiedliwione, bo od ponad siedmiu miesięcy zmuszeni byliśmy wspinać się na nasze czternaste piętro po schodach. Poinformowaliśmy wszystkich telefonicznie, że będzie impreza do późna i każdy z nich coś przyniósł, by dołączyć się do zabawy. Wielka szkoda, że przyszli tak zmęczeni i z wyrazem na twarzy, dającym do zrozumienia, że ktoś ich oszukał, bo nowiutkie, niedawno zainstalowane rosyjskie windy zaanonsowały migotaniem swoich czerwonych światełek, że są zepsute.

Funkcjonariusze, którzy pojechali do Rosji by kupić nowe urządzenia zdecydowali, że nie ma potrzeby wydawać pieniędzy na profile boczne do wind, typ szyny, po której zsuwa się kabina. Zdiagnozowali, że stare struktury, zainstalowane przed ponad dwudziestu pięciu laty, są zgodne z nowym sprzętem i na nich zaczęto go montować. Nie użyję metafory i nie nakreślę podobieństw między elektromechaniką i polityką, ale zaaplikowanie nowych zmian na starych, ewidentnie zużytych torach, brzmi mi znajomo.

Ostatecznym wynikiem było to, że mała zgodność między starymi sowieckimi częściami a nowymi rosyjskimi urządzeniami przyniosła jeżący włosy na głowie hałas przy wjeżdżaniu i zjeżdżaniu, nie mówiąc o nieustannych zniszczeniach. Przypuszczalnie montaż już zakończono; w planie firmy, która je zamontowała z pewnością widnieje słowo „wykonane”, niedługo mechanicy pójdą do innego budynku. My jednak nadal w większości wchodzimy na górę po schodach i wychodzimy przed przyjaciółmi na żartownisiów, myślą oni, że nasze przyjęcie było żartem w złym stylu, by zainaugurować windy, które się nie ruszają.

tłumaczenie: Karolina Popović

Czerwoni medaliści

unanimidad

Istnieje między nami sport, który często się uprawia, ale którego statystyki i wyniki nie pojawiają się nigdzie. Chodzi o dyscyplinę sportową oddania legitymacji Partii Komunistycznej, do której wielu z moich rodaków przygotowywało się przez lata. Najważniejsze jest wytrenowanie zmysłów, by wyczuć adekwatny moment, by zatrzymać się na zebraniu i powiedzieć: „Towarzysze, z powodów zdrowotnych nie mogę nadal wykonywać zadania, które mi powierzyliście”. Są tacy, którzy powołują się na chorą matkę, którą muszą się opiekować, inni mówią o chęci przejścia na emeryturę, by zająć się wnukami. Niewiele z świadectw tych, którzy skończyli z członkostwem, zawiera uczciwe wyznanie, że przestało się wierzyć w przykazania i zasady, jakie narzuca Partia.

Znam jednego, który wybrał nowatorską formę odejścia z zebrań, jednogłośnych głosowań, wezwań do nieustępliwości i częstych mobilizacji PCC (Komunistyczna Partia Kuby – przyp. tłum.). Jak bokser, wyćwiczony, by wytrzymać aż do gongu, poszedł na to, co było ostatnim spotkaniem jądra partyjnego jego miejsca pracy. Zaskoczył wszystkich nowością swojego argumentu, prawdziwego lewego sierpowego, którego nikt się nie spodziewał. „Każdego dnia robię zakupy na czarnym rynku, by wyżywić rodzinę, a tego nie może robić członek Partii Komunistycznej. Skoro muszę wybierać między położeniem czegoś na talerz moich bliskich a dyscypliną tej organizacji, wolę zrezygnować”. Wszyscy przy stole patrzyli na siebie z niedowierzaniem. „Ale Ricardo, o czym mówisz. Tu większość kupuje na czarnym rynku”. Wypróbowany „kopniak” skończył krótką rundę: „Ach… w takim razie odchodzę, bo nie chcę należeć do partii symulantów, którzy mówią jedną rzecz, a robią drugą”.

Czerwona książeczka z jego imieniem i nazwiskiem została na stole, przy którym nigdy już nie usiadł. Medal zwycięzcy przypięła mu jego własna żona, gdy wrócił do domu. „W końcu uwolniłeś się od Partii” powiedziała, całując go i podając ręcznik.

tłumaczenie: Karolina Popović

Drzwi, które się otwierają, kraty, które się zamykają

oea_banderas

Żaden z prezydentów, którzy zaaprobowali wczoraj wcielenie naszej wyspy do OEA (Organizacja Państw Amerykańskich, w jej skład wchodzi 35 państw – przyp. tłum.) nie zajmował publicznych stanowisk w 1962 roku, kiedy wyrzucono rząd kubański z tego organizmu. Jednak odwołanie tej rezolucji napotkało u władzy tych samych ludzi, rządzących losem moich dziadków i rodziców. Naród kubański i owszem, zmienił się znacznie w międzyczasie: jedni umarli, inni wyemigrowali, mojej generacji z naszym egzotycznym „Y” zaczęły wychodzić pierwsze siwe włosy, ale na trybunie to samo nazwisko zajmowało przez ten cały czas uparcie mikrofony.

Decyzja OEA stawia naszych starców u władzy prezydenckiej przed dylematem, który prawie zawsze źle rozwiązują. Zmuszeni wybrać między stanem wojny a harmonią, ta ostatnia szczypie ich jak sól na skórze, dusi ich jak woda w płucach. Utrwalili się w logice konfrontacji, więc możliwe miejsce w Organizacji Państw Amerykańskich wydaje się im bardziej niebezpieczne niż barykada, w której czują się wygodnie. Wiedzą, że zasiadając w niej zostaliby dołączeni do regionalnej społeczności, która by ich wspierała, ale również naciskałaby na wewnętrzne sprawy państwa.

Środowe ogłoszenie wydaje mi się zatem kolejną wyciągniętą dłonią, nowymi drzwiami, które się otwierają po to tylko, by unaocznić brak dobrej woli, by to zaakceptować, jaką wykazują rządzący Kubą. Pragnienie Jana Pawła II „niech Kuba otworzy się na świat, a świat otworzy się na Kubę” mogłoby się spełnić, gdyby nie pierwsza część zdania, pozostająca drogą bez postępu. Wydaje się, że ci, którzy dzierżą stery mojego kraju wolą to wojownicze hasło „Z OEA czy bez OEA wygramy bitwę”, jak krzyczano w latach 60. Jednak nie widać już nigdzie bitwy, wróg się rozpłynął a zwycięstwo… ach, zwycięstwo… zredukowało się do utrzymania władzy przez ten cały czas.

tłumaczenie: Karolina Popović

http://www.lotta7.blox.pl