Messenger odchodzi

msn1

 

Zawsze, gdy KGB walczy przeciw CIA,

na końcu wygrywa policja.

Joaquin Sabina

 

 

Nie pierwszy raz słyszę, że MSN Messenger jest zablokowany dla użytkowników kubańskich. Przed prawie trzema laty moja przyjaciółka wprowadziła mnie potajemnie do biura państwowego, w którym pracowała, bym mogła podłączyć się do internetu. Chciałam napisać artykuł i brakowało mi pewnych danych, poprosiłam ją więc o kilka minut przed przestarzałym komputerem w jej firmie. Były to czasy, kiedy udawałam turystkę, by połączyć się z siecią w hotelach a tego tygodnia nie miałam pesos convertibles by zapłacić za godzinę połączenia.

 

Moja przyjaciółka przeczytała mi listę tego, co było zabronione przy połączeniu instytucjonalnym i dodała, że MSN nie działał, bo został zablokowany przed miesiącem. „Nie możesz użyć żadnego messengera, który nie jest lokalny” i „niech ci nie przyjdzie do głowy wchodzić na stronę El Nuevo Herald” (hiszpańskojęzyczny dziennik, wydawany w Miami na Florydzie – przyp. tłum.), powiedziała, wytrzeszczając oczy. Kiedy kiedy spytałam o ograniczenia w chatowaniu z oprogramowania Microsoftu, wyjaśniła mi, że nie mogę używać żadnego interfejsu, którego administratorzy sieci nie mogą kontrolować. Hotmail był zakazany, bo był niemal nie do spenetrowania dla systemu nagrywającego korespondencję pracowników. Krótko potem messenger Yahoo i Gmail również zostały zabronione, z tych samych powodów, przy połączeniach w miejscach pracy i w szkołach.

 

Teraz zakaz przychodzi z drugiej strony, dokładnie z części, która stworzyła ten program, pozwalający nam uciec spod kontroli. „Odcięto Windows Live Messenger IM dla użytkowników krajów, na które nałożone jest embargo USA” głosi nota, którą upublicznił Microsoft zapowiadając cięcia. Czuję, że wraz z messengerem ponownie zaczniemy tracić obywateli, bo nasi rządzący mają własne kanały do komunikowania się zresztą świata. To jest oczywiście cios w internautów, „sieciowych łamaczy prawa”, czyli prawie wszystkich, którzy wchodzą do internetu z Kuby. Z pewnością firma mojej przyjaciółki, cenzor monitorujący połączenia, musi być zachwycony: Microsoft zrobił właśnie robotę za niego.

tłumaczenie: Karolina Popović

Reklamy

Jak pomóc?

wirev

 

Każdego tygodnia dostaję setki wiadomości elektronicznych, na które ledwie mogę odpowiedzieć, zważywszy na ograniczenia w połączeniu z internetem. Dlatego wykorzystałam ten post, by odpowiedzieć na pytanie, które wszyscy mi stawiają: Jak pomóc alternatywnej blogosferze na Kubie?

 

Uszczegółowię środki lub typy współpracy, które mogą wesprzeć blogerów w tworzeniu i aktualizacji ich dzienników. Lista, którą podaję w dalszej części, nie jest uporządkowana pod względem ważności i powinna być zinterpretowana jako zwykłe sugestie. Jest prośbą do mieszkańców całego świata i bazuje na solidarności międzyludzkiej, nie mającej nic wspólnego z barwami politycznymi czy preferencjami ideologicznymi. Podaję więc:

 

 

  • Podłączyć blogi i dopisać je do wyszukiwarek lub platform, gdzie będą bardziej widoczne. Każda osoba, która nas czyta, chroni nas, dlatego trzeba powiększyć tę tarczę ochronną, którą tworzą czytelnicy i komentatorzy.

 

  • Rozprzestrzenić treść blogów, szczególnie w kierunku wnętrza Kuby. To można osiągnąć wysyłając nasze posty krewnym i przyjaciołom na wyspie, by umożliwić im poznanie opinii, która wychodzi stąd, ale nie za pomocą oficjalnych mediów.

 

  • Zapraszać blogerów alternatywnych do uczestnictwa w wydarzeniach, niezależnie, czy są wirtualne, czy rzeczywiste. Za pomocą nagrań głosowych, wideo tworzonych domowym sposobem czy rozmów telefonicznych, które mogą pomóc w propagowaniu ich opinii.

 

  • Pomóc w administrowaniu dzienników, szczególnie tym blogerom, którzy mają ograniczony dostęp do internetu. Do tego potrzeba jedynie chęci współpracy, minimalnej znajomości WordPress czy Blogger.com i uczciwości polegającej na nie dodawaniu czy zmienianiu żadnej treści, która nie była wcześniej autoryzowana przez autora strony.

 

  • Unikać personalizmu czy kultu jednego tylko emblematycznego blogera. Traktować alternatywną blogosferę jako fenomen, w którym uczestniczy rosnąca liczba Kubańczyków. Nie powtarzajmy w wirtualnym świecie podziwu dla indywiduów, który wyrządza nam krzywdę w świecie realnym!

 

  • Kupować karty dostępu do internetu w miejscach publicznych. Pamiętajcie, że wielu z nas jest zmuszonych do płacenia wysokich cen w kawiarenkach internetowych i w hotelach, by mieć dostęp do sieci. Jeśli więc ktoś z was jest turystą, odwiedzającym wyspę, niech współpracuje z nami, wykupując kilka godzin połączenia w tych miejscach.

 

  • Każdy typ mediów informacyjnych, od najmniejszych memory flash do najbardziej zaawansowanych zewnętrznych twardych dysków, poprzez potrzebne płyty CD. Spora część blogerów, których znam, dystrybuuje swoje teksty wewnątrz wyspy korzystając z tych nośników pamięci.

 

  • Telefony komórkowe i pomoc finansowa przy otwieraniu linii i utrzymywaniu ich. Ja sama często znajdowałam się w sytuacji konieczności wysyłania postów za pomocą esemesów wysyłanych osobom spoza Kuby, które później umieszczają moje teksty w sieci. Zaopatrzenie blogera w telefon komórkowy jest więc daniem mu drogi równoległej do tradycjonalnego dostępu do internetu.

 

  • Laptopy lub każdy typ akcesoriów potrzebnych do złożenia komputera. Moje doświadczenie mówi mi, że stary laptop przyniesiony na wyspę i podarowany blogerowi może być detonatorem dla pojawienia się nowej przestrzeni opinii. Poszukajcie w swoim biurze i w domu, to wszystko, co się zepsuło, ale mogłoby być przydatne do skonstruowania komputera, spakujcie do swoich walizek jadąc na wakacje na Kubę i proszę, niech wam nie przyjdzie do głowy wysyłanie tego pocztą.

 

  • Software – darmowy i z licencją. Szczególnie te programy, które służą do obróbki zdjęć, audio, wideo i które optymalizują czas połączenia z internetem. Chciałabym przypomnieć, że nie możemy kupić tych programów w żadnym sklepie ani zdobyć ich przez transakcje online.

 

  • Aparaty cyfrowe i kamery wideo, szczególnie małe Flip, które pozwalają na dyskretne filmowanie sytuacji z naszego życia codziennego.

 

  • Cyfrowe nagrywarki, by robić wywiady i nagrywarki telefoniczne, które pozwalają zachować głos dzwoniących z prowincji, by dyktować swoje teksty. Przykładem tego jest blog więźnia politycznego Pabla Pacheco, który zapełnia się tekstami, które on czyta przy życiu telefonu.

 

  • Książki o społecznym dziennikarstwie, podręczniki do programów i wszelki rodzaj dokumentacji, która pomoże lepiej zrozumieć fenomen blogowania.

 

Droga do tej pomocy jest bezpośrednia z każdym blogerem. Napiszcie wiadomość na mail, który pojawia się w blogach tworzonych wewnątrz Kuby, spójrzcie na listę na moim spisie linków i zorganizujcie bez pośredników ten typ solidarności. Sloganem tego ruchu pomocy mogłoby równie dobrze być: Więcej tlenu dla kubańskiej blogosfery!

 

tłumaczenie: Karolina Popović

 

Nota tłumacza: jeśli ktoś zdecyduje się na tłumaczenie któregoś z blogów na polski, chętnie pomogę z administrowaniem go i udzielę wszelkich potrzebnych rad. Wystarczy zostawić komentarz w tej sprawie pod którymś z postów Yoani.

Zapisane w podwzgórzu

bodega

 

Po pięciu próbach nielegalnego wyjazdu Carlos znalazł drogę, która nie jest zagrożona rekinami i izolacją. Wyjeżdża z Kuby dzięki jednemu z tych nielicznych krajów, które jeszcze nie wymagają wizy dla moich rodaków. Tą samą drogą tysiące młodych osób wyjechało w ostatnich miesiącach, po tym, jak zrozumieli, że ogłoszony proces „zmian” był kolejnym żartem władzy. Żeglarz – recydywista ma ponad trzydzieści lat i spędził przynajmniej jedną trzecią życia z oczami wlepionymi w drugi brzeg. Jeśli wszystko pójdzie jak należy, będzie patrzeć na wyspę z dystansu za parę miesięcy.

 

Co roku znajduję się w bolesnym scenariuszu reorganizacji mojej grupy przyjaciół, bo cytując za Wendy Guerra „wszyscy sobie idą”. Nawet ci, którzy planowali zestarzeć się na tej ziemi lub mieli ekonomiczne przywileje, pozwalające im wygodnie żyć. Nawet przyjaciel, który zdawał się jak ja mieć zamiar podpalenia fortecy Morro (forteca w Zatoce Hawańskiej – przyp. tłum.), kiedy wszyscy sobie pójdą i pozwolenia, by spłonęła, powiedział nam, że wyjeżdża. Przyszedł wczoraj do domu i powiedział szeptem, jak ktoś, kto się boi, że mieszkanie jest na podsłuchu, że „nie wytrzyma dłużej”. Zdanie, które słyszałam już od tylu osób, że zamieniło się w powszechne miejsce w naszych rozmowach.

 

Ten inny, który wyjeżdża, ma dobre mieszkanie, pracę z „soczystymi” dochodami i intensywne życie publiczne. Podjął decyzję o emigracji z innych powodów niż Carlos, ale obaj zgadzają się w tym, że nie chcą, by ich dzieci urodziły się na Kubie. Podczas gdy jeden żyje w rozpadającym się domu swojej babci, drugi śpi każdej nocy w klimatyzowanym pomieszczeniu z temperaturą poniżej 20 stopni. Ich warunki życia są tak różne, a ich aspiracje tak odległe od siebie, że mogę tylko myśleć, że nakaz emigracji bierze się nam z podwzgórza. To jak coś, co ciągnie z wnętrza, zew instynktu przetrwania, który mówi nam: „ratuj swoich, weź ich stąd”.

 

tłumaczenie: Karolina Popović

Gatunek filmowy

secreto

 

Pewnego dnia mój ojciec wrócił do domu blady i drżący. Właśnie widział wideo, wyłącznie dla członków Partii Komunistycznej, gdzie ogłoszono cięcia, które przynosił z sobą Okres Specjalny. Siedząc przy stole w jadalni, słyszeliśmy, jak opowiada, że braki mogły nawet sięgnąć do Opcji Zero, w której kolektywny kocioł starałby się wyżywić wszystkich sąsiadów z bloku. Dokument, który mój tato widział tamtej nocy był przeznaczony tylko dla osób „sprawdzonych” ideologicznie. Tak oto moja siostra, moja mama i ja musiałyśmy zadowolić się przerażającą narracją mojego ojca.

 

Tylko „rewolucyjna elita” zdaje się mieć prawo dowiedzenia się o tych kwestiach, które dotyczą wszystkich mieszkańców. Myślałam, że taka selektywna praktyka odeszła do lamusa wraz z innymi, tak powszechnymi w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Jednak od dwóch tygodni inne wideo tworzy listę tego kina tajemnic i ukrycia. Tematem tego nowego filmu jest usunięcie ze stanowisk Carlosa Lage i Felipe Péreza Roque: ostatnich beniaminków połkniętych przez władzę. Nie są oni bohaterami wydarzeń, tylko ofiarami, kozłami ofiarnymi czegoś, co bardziej przypomina tragedię grecką niż thriller pełnego akcji.

 

Wszyscy szepczą o scenach, w których obaj byli funkcjonariusze wyślizgują się z generacji u władzy, ale kopii pilnowanego wideo jeszcze się nie udało przefiltrować. Tym razem nie stało się to samo, co z nagraniem tego, co miało miejsce między Eliécerem Ávila i Ricardo Alarcón czy ujęciami z wystąpienia Tanii Bruguera. My, Kubańczycy, czekamy, aż jakaś hojna ręka spiratuje dokument i puści go do obiegu w alternatywnych sieciach informacji. To już nie te czasy, by coś takiego mogło być utrzymane w zamkniętym kręgu zaufanych, bo technologia nie ma pojęcia o sklasyfikowanych materiałach i wiadomościach dla wybranych.

 

Ojciec zadzwonił do mnie wczoraj, by dowiedzieć się, czy widziałam tajne nagrania, które zrobili byłemu kanclerzowi i sekretarzowi Rady Ministrów. „Nie trać nadziei – powiedziałam mu – jak tylko je będę miała, przyniosę ci je” i natychmiast przypomniałam sobie, kiedy on złamał dyskrecję partyjną i ostrzegł nas przed tym, co nadciągało.

 

tłumaczenie: Karolina Popović

Wiadro i kubek

 

Pod umywalką spoczywa plastikowy kubek, za pomocą którego myje się cała rodzina. Przed ponad dwudziestoma laty pękły rury i aby skorzystać z toalety, trzeba przynieść wodę ze zbiornika stojącego na podwórku. Kiedy nadchodzi zima, przygotowują sobie ciepłą kąpiel dzięki elektrycznemu podgrzewaczowi, zrobionego z dwóch puszek po kondensowanym mleku. Żadne z dwójki dzieci nie zna uczucia strumienia spadającego na ich ramiona, bo woda przychodzi tylko raz w tygodniu. Nikt nie może więc roztrwonić jej na prysznic.

 

W rytmie kubka, który zjeżdża w dół i idzie w górę myje się większość osób, które znam. Rozpad sieci hydraulicznych i zbyt wysokie ceny części hydraulicznych przyczyniają się do katastrofalnego stanu łazienek. Ten intymny i przyjemny moment, jakim powinno być mycie ciała, zamienia się w sekwencję niedogodności dla sporej części moich rodaków. Do złego stanu infrastruktury trzeba dodać fakt, że aby kupić szampon i mydło, potrzebna jest inna moneta niż ta, w której wypłacane są nasze pensje.

 

Juan Carlos i jego żona dobrze znają susze i noce spędzone na pilnowaniu rur. Do ich domu cenny płyn dociera raz na siedem dni i ma ciśnienie tylko aby wyjść przez rurociąg zainstalowany w podłodze. Dla tej pary kubek i wiadro są nieodzownymi elementami, bez których nie zdołaliby gotować, umyć naczyń ani sprzątnąć domu. Tyle lat bez możliwości odkręcenia kranu i spłukania rąk zmusiło ich do rozwinięcia metodologii, którą wyjaśniają nam dziś na tych zdjęciach. Jest to mała demonstracja, która, według słów mojego szczupłego przyjaciela, „wywoła u was śmiech, ale jest żałosne i tragiczne to, co dzieje się w naszym kraju”.

 

tłumaczenie: Karolina Popović

“Siedząca” blogerka

Zaczynam wierzyć, że wpływ internetu na naszą rzeczywistość jest większy, niż ja sama myślałam. Po wielu dniach bez możliwości połączenia się z siecią w hotelach jak Meliá Cohiba, Panorama i emblematycznym Hotelu Nacional, zapora została zniesiona. Dziś rozmawiałam z tymi samymi pracownicami, które przed dwoma tygodniami pokazywały mi rezolucję wykluczającą Kubańczyków z korzystania z tych usług w miejscach przeznaczonych dla turystów. Powiedziały mi, że już mogę ponownie kupić magiczną kartę, otwierającą drzwi do wirtualnego świata.

Może zabrzmię jakbym się przechwalała, ale myślę, że gdybyśmy nie podnieśli w ostatnich dniach alarmu, ogłaszając zwyczajny apartheid, pozbawiliby nas tej możliwości połączenia. Tak, cofają się, gdy się na nich naciska, tak, muszą skorygować postawę, gdy obywatele podnoszą głos, a międzynarodowe media stają się echem. Zrozumieliśmy to już przy sprawie Gorkiego i ta korekta utwierdza nas w tym, że nasze milczenie służy tylko temu, by odebrali nam więcej przestrzeni. Skorzystajmy z tego, że teraz „Kubańczycy mogą się połączyć” i potraktujmy to jako publiczne zobowiązanie. Zobligujmy ich do utrzymania tego stanu, a jeśli nie uda się, istnieją Twitter, Facebook i SMS, by złożyć protest, gdy znowu spróbują nas zamknąć.

* W poniedziałek przeprowadziliśmy – grupa tuzina blogerów – badanie w czterdziestu hotelach. Oprócz Occidental Miramar wszyscy mówili, że nie znają regulacji, która by zabraniała Kubańczykom dostępu do internetu.

tłumaczenie: Karolina Popović
www.lotta7.blox.pl

Twardy pancerz

3cars

Tolerancja wobec tych, którzy uprawiali bez licencji zawód prywatnych przewoźników trwała zbyt długo. Przez dwa lata było to najbardziej znane i rozpowszechnione uelastycznienie ze strony rządu Raula Castro, chociaż zagraniczna prasa bardziej skupiała się na możliwości kupienia komputera, podpisania umowy o telefon komórkowy, przenocowania w hotelu czy wydzierżawienia na okres dziesięciu lat kawałka ziemi. Zgoda na „złotówy” (taksówkarzy – przyp. tłum.) miała większe oddziaływanie na naszą codzienność niż nowe usługi w wymiennej monecie czy wywrócona do góry nogami reforma agrarna.

W zeszły piątek ulice mojego miasta ujrzały świt z niewielką ilością kolektywnych taksówek, bo nowe przepisy wymagają od nich posiadania licencji. Rozumiem, że działalność ekonomiczna ma swoje obciążenia i inspekcje, które ją regulują, ale obawiam się, że to posunięcie zredukuje mobilność tysięcy osób. Nie mówię o elicie, która może zapłacić dziesięć kubańskich pesos, dniówkę, by pojechać z Centro Habana do gminy Playa, bo tymi starymi samochodami przemieszczają się osoby ze wszystkich warstw społecznych. Od studenta, który musi dotrzeć na czas na zajęcia do emeryta, który jedzie w odwiedziny do swoich wnuków do Mantilli czy muzyka, który daje koncert w nocnym klubie.

„Almendrones” (dosłownie: migdałowce – potoczna nazwa amerykańskiego samochodu z lat 40. – przyp. tłum.) mają cechy, których brakuje publicznemu transportowi: trwałość, dobrą częstotliwość i dostęp do wszystkich stref kraju. Te rozklekotane samochody były świadkami sukcesywnych planów rehabilitacji państwowych autobusów i widziały też jak te chwilowe łaty rozchodzą się. Ich zasługą jest przetrzymanie ścisłych kontroli, obligatoryjnej „łapówki”, którą każą sobie płacić niektórzy policjanci, ograniczenia w kupnie części wymiennych i wysokich cen paliwa. Mimo tego te owalne samochody zachowują swój twardy pancerz, krążąc po mieście. Mając nadzieję, że ich twarda skorupa będzie odporna na uderzenia i nowe ograniczenia.

tłumaczenie: Karolina Popović
blog tłumacza: http://lotta7.blox.pl/html