Druga GY

otro_gy.jpg

Pamiętacie, że przed paroma miesiącami starałam się wprowadzić pewne poprawki w Generacji Y, ale okazało się to porażką; teraz wydaje się, że będą działać. Komentarze będą zamknięte do przyszłego wtorku, by wprowadzić zmiany, ale będziecie mieli wygodniejsze miejsce do kontynuacji debaty. Chodzi o kopię blogu, ulokowaną pod adresem http://www.vocescubanas.com/generaciony, pomyślaną specjalnie, by obejść cenzurę wewnątrz wyspy. Mam nadzieję, że odnajdą się w niej Kubańczycy stąd i stamtąd.

 

Obiecuję, że tym razem naprawy nie potrwają tyle czasu i że wszystko będzie lepiej.

 

Mile widziane są sugestie w wyglądzie „drugiej Generacji Y”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Dziennik o dzienniku

portada.gif

Dziś wydawnictwo Rizzoli zaprezentowało we Włoszech kompilację moich postów pod tytułem „Cuba Libre” („Wolna Kuba”). Mam nadzieję, że będę mogła wkrótce ogłosić edycję w moim własnym języku. Zostawiam wam tekst z początku książki o początkach Generacji Y, która właśnie w tych dniach kończy dwa lata a wraz z dzisiejszym tekstem sięga 300 opublikowanych postów:

 

Jest kwiecień i nie ma dużo do roboty, tylko patrzeć z balkonu i stwierdzać, że wszystko jest jak w marcu czy lutym. Plac Rewolucji – połamany lizak, który przestraszyłby każde dziecko – dominuje nad betonowymi blokami w mojej dzielnicy. Przede mną osiemnaście pięter mrowiska ma na sobie szyld Ministerstwa Rolnictwa. Jego rozmiar jest odwrotnie proporcjonalny do produktywności ziemi, patrzę więc przez moją lornetkę na puste biura i wybite okna. Życie w „ministerialnej” strefie pozwala mi na obserwację tych wysokich budynków, z których wychodzą dyrektywy i rozwiązania dla całego kraju. Mania kierowania tam soczewki i myślenia „oni mnie obserwują, więc ja też ich obserwuję”. Z tych inspekcji za pomocą mojej niebieskiej lornetki wyciągnęłam niewiele, prawda, ale wrażenie inercji przenika przez szkło i wsiąka w beton mojego budynku w jugosłowiańskim stylu.

 

Widzę tych, którzy idą ze swoją pustą siatką w stronę rynku i wracają dokładnie z tak samo pustą jak przy wyjściu. Ja też mam plastikową siatkę, chociaż moja jest zawsze złożona w torebce, by nie pokazywać, że i mnie połknęła machina kolejek, poszukiwania jedzenia, gadaniny, czy przywieziono na rynek racjonalizowany kurczaka, czy też nie… Ostatecznie mam tę samą obsesję zdobycia jakiegoś produktu, ale staram się, żeby nie było po mnie za bardzo widać.

CDN.

 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

I co teraz?

futbol.jpg

Piłka jest na kubańskim terenie po tym, jak Obama kopnął ją wczoraj, ogłaszając nowe złagodzenia w swojej polityce wobec Kuby. Gracze z tej strony wyglądają na trochę zgubionych; wahając się, czy odebrać piłkę, skrytykować czy po prostu zignorować. Kontekst nie mógłby być lepszy: wierność rządowi nigdy nie wydawała się być bardziej zachwiana a ideologiczna zagorzałość nie spadła tak nisko, jak teraz. Ponadto mało kto wierzy teraz w bajki o silnym sąsiedzie, który przybędzie, by nas zaatakować a większość czuje, że ta konfrontacja trwała za długo.

 

Następne zagranie leży w gestii rządu Raula Castro, ale mam przeczucie, że przyjdzie nam czekać. Powinno się „zalegalizować rozdźwięk polityczny”, co natychmiast zlikwidowałoby długie wyroki tych, którzy zostali zamknięci za przestępstwo odmienności poglądów. Piłka, o której marzymy, by została kopnięta, to piłka otwarcia przestrzeni dla inicjatywy obywatelskiej, pozwolenie na wolne stowarzyszenia i, w geście najwyższej uczciwości politycznej, wystawienie swoich posad do dyspozycji prawdziwym powszechnym wyborom. To odważny skok na boisku, „wieczny drugi” musiałby odważyć się i dać coś więcej niż gałązkę oliwną. Oczekujemy, że wyeliminuje ograniczenia migracyjne, że położy kres temu wyniszczającemu interesowi, w który przemieniło się pozwolenie na wyjazd i powrót na wyspę.

 

Gra stałaby się bardziej dynamiczna, gdyby pozwolono narodowi kubańskiemu na przejęcie ulotnej piłki zmian. Wielu z nas kopnęłoby ją, by skończyła się cenzura, kontrola państwa nad informacją, selekcja ideologiczna przy obejmowaniu pracy w pewnych zawodach, przesiąknięta doktryną edukacja i kara dla tych, którzy myślą inaczej. Kopnęlibyśmy ją, by pozwolili nam surfować po sieci bez zablokowanych stron i byśmy mogli powiedzieć do włączonego mikrofonu słowo „wolność” bez oskarżania nas z tego powodu o szerzenie „prowokacji kontrrewolucyjnej”.

 

Wielu z nas zeszło z tylnych schodów, skąd oglądaliśmy mecz. Jeżeli rząd kubański nie przejmie piłki, istnieje tysiące rąk, gotowych by użyć naszej kolei na rzut.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Mariel

flota_pesquera.jpg

Dziś przynoszę wam zdjęcia portu, który dał swoje imię tysiącom Kubańczyków, a potem popadł w długie, trzydziestoletnie zapomnienie. Stąd wyszli „los marielitos” (termin dotyczy około 125 000 ludzi, w tym wielu więźniów, ludzi chorych umysłowo i homoseksualistów, którzy opuścili wyspę w 1980, odpływając z portu w Mariel i przesiedlili się do Stanów Zjednoczonych. Emigracja była popierana przez kubański rząd, który chciał się pozbyć „nieczystości społecznych” – przyp. tłum.), a w szkole podstawowej opowiadano nam, że pojechali, by szukać „narkotyków i perwersji” na drugim brzegu. Tak sobie ich wyobrażałam, na wiecznej libacji alkoholowej i ze śmiechem w odległości dziewięćdziesięciu mil. „Pożegnanie” było poniżające dla tych, którzy opuszczali wyspę, która sama reklamowała się jako utopijne miejsce.

 

Jajka latały z miejsca w miejsce, jedni rzucali a inni czuli, jak spływają im po twarzach, drzwiach i oknach. Słowo „odpad”, wzięta ze słownika topienia metali, odnosiło się do tych, którzy nie stopili się w tyglu procesu socjalnego. Wróciliśmy do podziałów i stania po dwóch stronach. Ojcowie i synowie przestawali ze sobą rozmawiać, bo jeden z nich wybrał drogę emigracji. Nie otwierali listów i nie odbierali rozmów ci, którzy zostali tutaj, stwarzając historie o zdrajcach, którzy uciekli. Moja nauczycielka pytała, czy „mama albo tata otrzymywali prezenty od rodziny z Północy”. Niejeden z moich małych przyjaciół zdradził bezwiednie tajną relację, jaką jego rodzina utrzymywała z drugim brzegiem.

 

Nie sądzę, że będziemy znowu mieli wydarzenia jak to z portu w Mariel. Emigracja przybrała teraz bardziej milczącą formę w tych skalistych zatokach, przez które każdego świtu ktoś rzuca się w morze i w protokołach z konsulatu, gdzie ludzie szukają wizy. Już nie używa się tych surowych ocen z przeszłości, teraz nazywa się ich „emigrantami ekonomicznymi” i konfiskuje się im własność, jaką po sobie zostawiają. Na zachód od Hawany zostaje nam jednak smutne wspomnienie czasów, gdy tysiące krzyczało „niech idą odpady, niech idą”.

naufragio.jpg

puerto_del_mariel.jpg

grupos_electrogenos.jpg

 

puesto_guardafronteras.jpg

trabajo_voluntario.jpg

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

 

Dzieci kryzysu

farol.jpg

Kiedy byłam mała, mama kazała mi zjadać cały posiłek. Zdanie mające na celu opróżnienie talerza brzmiało: „nie zostawiaj ani łyżki, bo są na świecie dzieci, które nie mają niczego, co mogłyby włożyć do ust”. Minęło zaledwie parę lat i głęboki kryzys, wywołany upadkiem socjalizmu w Europie, zmienił zupełnie panoramę mojego stołu. Zamiast powoływać się na tych, którzy nie mają, oddawaliśmy się dywagacjom na temat jedzenia pochłanianego przez innych. To były czasy, w których nieustannie rozmawialiśmy o utraconych smakach i produktach, które zniknęły z rynku. Moi rodzice nie wrócili już do prób powiększenia mojego apetytu, za to zaczęli bić mnie za zbyt szybkie połykanie chleba otrzymanego z przydziału.

 

Kryzys pojawił się w naszym życiu, by z niego nie odejść. Po przeżyciu ponad dwudziestu lat w upadłej ekonomii, nasza skóra prawie nie odczuwa ukłuć trudności. Świat jest przerażony wskaźnikami, wykazującymi katastrofę ekonomiczną, ale moje pokolenie, wychowane w rygorze braku, nie wstaje żadnego ranka bez zadawania sobie pytania: Co będę dziś jeść?

 

Klęska finansowa, wyniszczająca świat, sprawia, że niektórzy analitycy przepowiadają koniec systemu. My jesteśmy ocalałymi z długiej agonii innego, więc rzężenie nas nie przeraża. Doświadczenie życia za minimum będzie z pewnością bardzo przydatna, jeśli problem nie zniknie. Być może trzeba będzie sięgnąć po niesamowite przepisy z najgorszych momentów „okresu specjalnego”, jak befsztyk ze skórki pomarańczowej czy pulpety ze skórki od banana. Położymy te wytwory na talerz, nie naciskając na nasze dzieci, by zwiększyły swój apetyt w obawie, że mogą pożreć porcję przeznaczoną dla całej rodziny.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Monteki i Capuletti

perchero.jpg

Jaki był początek konfliktu między rodziną Romea a wpływowym klanem, w którym urodziła się Julia? Pamiętam scenę na balkonie, obietnicę powrotu i wygnanie do Mantui, ale nie mogę sprecyzować iskry, która wywołała konfrontację między oboma rodami. Wielu młodych Kubańczyków, być może zakochanych w Szekspirze, urodziło się w samym środku konfliktu, którego powody ciężko jest odnaleźć. Wyrośli w cieniu rywalizacji między kubańskim rządem a administracjami północnoamerykańskimi; wykarmiono ich przy resentymencie, który sprowokowali, niestety, ich rodzice i dziadkowie.

Dziś ci, którzy nie przekraczają trzydziestki, też nie są w stanie zlokalizować początku uraz, za które nie ponoszą odpowiedzialności. Patrzą w przyszłość i wydaje się im normalne, że któregoś dnia Monteki i Capuletti zmieszają swoją krew we wspólnym dziecku, górując nad szpadami i truciznami. Nie będziemy mogli zabronić im, by się kochali, unikajmy więc zachęcania ich do nienawiści, której nie czują; a przede wszystkim do samobójstwa, by zadowolić starszych.

tłumaczenie: Karolina Popović

Nauczyciele „w pigułce”

billetera_che.jpg

Między przyjaciółmi mojego syna jest jeden wyjątkowo apatyczny, który lada chwila skończy szkołę średnią o profilu podstawowym. Mało go obchodzą książki, a dla rodziców było nie lada kłopotem sprawić, by dotarł do dziewiątej klasy. Przed tygodniem dowiedziałam się, że postanowił zrobić karierę pedagogiczną. Myślałam, że opowiadają mi o innym chłopcu, bo ten, którego dobrze znam, nie ma ani powołania ani predyspozycji do tego, by stać naprzeciw uczniów. Kiedy chciałam poznać jego powody, rozwiał moje wątpliwości wyjaśniając mi: „Chcę iść na fakultet pedagogiczny, bo studiuje się w mieście, a ja nie chcę stypendium na wsi”.

Wysoki procent tych, którzy wybierają specjalizację nauczycielską, mogłabym się odważyć powiedzieć, że prawie wszyscy, robi to, bo nie pozostają im inne opcje. To są ci uczniowie, którzy przez złe kwalifikacje nie mogą aspirować do specjalizacji informatycznej ani do szkoły przed – uniwersyteckiej nauk ścisłych. Po mniej niż trzech latach kształcenia tkwią przed tablicą razem z uczniami, od których są niewiele starsi. Bez tych nauczycieli „w pigułce” klasy świeciłyby pustkami z braku profesorów, bo mizerne pensje spowodowały ucieczkę w stronę lepiej płatnych sektorów.

Przeraża mnie myśl o młodzieży, która będzie się kształcić w towarzystwie widocznego braku zainteresowania i znikomego wykształcenia tego znanego mi chłopca. Drżę na myśl, że moje wnuki przyjdą do mnie, mówiąc, że „gwiazda na kubańskiej fladze ma pięć ramion, bo symbolizuje kubańskich agentów, więzionych w amerykańskich więzieniach” albo „Madagaskar jest wyspą w Ameryce Łacińskiej”. Nie przesadzam, takie anegdoty słyszy wielu rodziców dzieci nauczanych przez posiłkowych nauczycieli. Jeżeli tak szlachetny zawód nadal będzie w rękach tych, którzy najmniej się wysilają, poziom wykształcenia nowych pokoleń będzie w żałosnym stanie. Jeden profesor już wyznał mojemu synowi i jego kolegom, gdy rozpoczynali siódmą klasę: „Uczcie się dużo, by nie stało się z wami to, co ze mną, skończyłem jako nauczyciel z powodu moich złych ocen”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html