Defilada i epidemia

i910631

Dwie wiadomości pojawiły się jedna po drugiej, obie tak sprzeczne, że sam mówca musiał się wysilić, by ukryć swoją dezorientację. W pierwszej mówiło się o powszechnym zebraniu z okazji tegorocznego pierwszego mają, podczas gdy druga nakładała fazę stanu gotowości wobec możliwej epidemii świńskiej grypy. Od wtorkowego popołudnia uruchomiono serię stosownych środków zapobiegawczych w całym kraju. Jednak plan zgrupowania prawie miliona osób na piątkowej paradzie nadal obowiązuje.

Moje doświadczenie w katarach i dolegliwościach grypowych mówi mi, że skupiska ludzi są najdogodniejszym miejscem do ich rozpowszechniania. Ogłoszone środki powinny zawierać, jako podstawową formę prewencji, przesunięcie lub odwołanie uroczystości z okazji dnia robotników. Nie chcę wywoływać niepotrzebnych alarmów. Nie znam nikogo, kto byłby zarażony i podano oficjalną deklarację, że nie ma żadnego zarejestrowanego przypadku tej choroby, ale przypominam, że to samo mówiono nam przez długi czas, aż w końcu przyznano, że AIDS jest obecne na Kubie, po to, by nie mówić o ukrytej liczbie zarażonych rokrocznie ludzi.

Z całą skromnością proszę rząd kubański, by jeszcze raz przemyślał pomysł zjednoczenia tysięcy osób w tym momencie. Proszę, mniej spektaklu, więcej ochrony dla mieszkańców.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Newsletter

newsletter

Wraz z przyjaciółmi rozpoczęliśmy skromny serwis informacyjny za pośrednictwem SMS. Wiadomość, nie wspomniana przez oficjalne media, wysłana jest przez komórkę do grupy osób, które z kolei wysyłają ją do innych. Chociaż wydaję się to być bardzo ograniczonym kanałem, ponieważ liczba Kubańczyków z telefonami komórkowymi jest niewielka, mam wielką wiarę co do jego przyszłego potencjału. Wystarczy, że ktoś zechce przesłać krótki nagłówek innemu zainteresowanemu, by ta nowa droga informacji rozrastała się.

Myślę, że powinniśmy znaleźć rozwiązania, by rozwinąć ten nieoszlifowany „Newsletter”. Być może ci, którzy chcieliby pomóc, mogliby stworzyć stronę internetową, na której podalibyśmy nasze numery telefonów i gdzie dostawalibyśmy darmowe wiadomości. Żyjemy w kraju, w którym rozpowszechnianie gazety w papierowej formie może przynieść nam karę za przestępstwo „wrogiej propagandy”, więc wirtualne drogi powinny się wzmocnić… przynajmniej dopóki nie stworzą nowego prawa, które i tego zabroni. Zanim tak się stanie, grupa Kubańczyków będzie używała swoich telefonów komórkowych do poszerzenia źródeł informacji. To małe urządzenie, przyczepione na wysokości biodra, może zastąpić nam wszystkie gazety, których brakuje na stojakach.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Nie pod presją… nie bez presji

entrega_apelacion

Tego ranka paru przyjaciół towarzyszyło Edgarowi, by złożył swoją apelację wobec odmowy opuszczenia kraju. Kilka kroków od biura Doradztwa Prawnego znajduje się siedziba Imigracji i Spraw Zagranicznych na poziomie państwowym. Już znałam to miejsce, bo dokładnie tu złożyłam przed rokiem podobną reklamację, która zakończyła się oświadczeniem, że „chwilowo nie mogę podróżować”. Umundurowani funkcjonariusze i osoby milczące w oczekiwaniu na to, że ich sprawa zostanie rozpatrzona, formują scenariusz tej zależności od MININT (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych – przyp. tłum.).

Podpisy zebrane wśród Kubańczyków tu i tam zostały wręczone oficerowi na służbie, który potwierdził, że teraz mają sześćdziesiąt dni, by odpowiedzieć na podanie. W piątek dwóch oficerów z sekcji 21 „zasugerowało” Edgarowi, żeby zrezygnował z pojawienia się w miejscu, dokąd dziś poszliśmy. Dali mu do zrozumienia, że jeśli będzie cicho siedzieć, daliby mu pozwolenie na wyjazd przed sierpniem. Po strajku głodowym, jaki zrobił ten młody człowiek, władze migracyjne nie mogą, jak powiedzieli nerwowi chłopcy, „działać pod presją”, bo wyglądałoby, że czuli się zobligowani do wpuszczenia go na pokład samolotu.

Jakby nie było najbardziej powszechnym to, że obywatele naciskają i w odpowiedzi na to politycy ulepszają swoje działania. Dokładnie po to zajmują swoje stanowiska, by ustępować raz czy drugi wobec wymagań społecznych. Czy nie powiedziano już, wystarczającą ilością głosów, że pozwolenie na wyjazd z Kuby i wjazd na nią musi być zniesione? Co jeszcze musi się zdarzyć, żeby przestano odbierać nam to prawo?

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Wilgotne drobiazgi

homesweethome

W tych samych dniach, kiedy odwołanie Carlosa Lage i Felipe Péreza Roque przyciągało uwagę zagranicznej prasy i ulicznych plotek, coś bliższego martwiło Xiomarę. Od czterech miesięcy do jej miasteczka w Pinar del Río nie docierały wkładki higieniczne, których kobiety używają, by ukryć swoje cykle lunarne. Pocięła z córkami parę prześcieradeł i przygotowały sobie kompresy, które prały po użyciu. Jeśli na rynkach towarów racjonalizowanych brakuje tego produktu kobiecej higieny, w kubańskich domach poświęcone zostają te nieliczne ręczniki i poszwy, które jeszcze zostały. Natura nie rozumie mechanizmu dystrybucji, więc co dwadzieścia osiem dni mamy wilgotny dowód, wystawiający nas na próbę.

Xiomara opowiada ze wstydem z powodu konieczności mówienia publicznie o czymś, co wolałaby zachować dla siebie, że pracownice jej firmy miały ten sam problem. „Myślałyśmy już o nie chodzeniu do pracy” opowiada, a ja wyobrażam sobie „strajk miesiączkowy”, masowy protest, wyznaczony pękającym jajeczkiem. Jednak ten „drobiazg” nie wstrzymał niczego w prowincji Pinar del Río. Funkcjonariusze nadal mówili o „naprawach w obliczu huraganów” a gazety, których niestety nie można użyć jako wkładek higienicznych, wspominały o przekroczeniu normy w zbiorze ziemniaków. Dramat został ukryty w toaletach, zamanifestowany dwoma nowymi zmarszczkami zmartwienia na czołach niektórych kobiet.

Są tacy, którzy wierzą, że odwołanie kilku funkcjonariuszy czy fuzja paru ministerstw są realnymi krokami w drodze do zmian. Jednak czuję, że detonatorem zmian mogłaby być grupa kobiet zmęczonych praniem co miesiąc kompresów używanych w ich cyklu menstrualnym.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Krótka noc długich noży

equilibrio

Ludzie, czekający z kijem albo scyzorykiem pod łóżkiem, by móc ich użyć pewnego dnia. Napełnieni nienawiścią do tego, kto na nich doniósł, uniemożliwił, by zdobyli lepszą posadę czy sprawił, że najmłodsze dziecko nie może studiować na uniwersytecie. Jest tylu oczekujących możliwego chaosu, który da im czas potrzebny do zemsty, pragnącej nie narodzić się w tej epoce, w której można być tylko ofiarą albo sprawcą, gdzie tylu tęskni za nocą długich noży.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Brzęk patelni

escuelita

 

Stare sprzęty, służące do wykarmienia rodziny, mogą się przetworzyć, odpowiednio do okoliczności, w kartę do głosowania, której nie możemy wrzucić do urny i w tę rękę, której nie mamy odwagi podnieść na zebraniu. Jakikolwiek przedmiot może być przydatnym, gdy chodzi o żądanie przestrzeni: tkanina rozwieszona na balkonie, publiczne wymachiwanie gazetą czy garnek, który dźwięczy w rytm innych. Wielki metaliczny chór, który tworzą łyżki i patelnie mógłby być tego pierwszego maja o 20:30 naszym głosem, wypowiedzeniem tego wszystkiego, co tkwi nam w gardłach.

 

Restrykcje dotyczące wjazdu na Kubę i wyjazdu z niej trwały zbyt długo. Dlatego sprawię, że będzie można usłyszeć dźwięk mojego garnka dla rodziców, którzy nigdy nie mogli przekroczyć morza, oddzielającego nas od świata. Symfonię rondli zaintonuję także dla siebie, zmuszonej do podróżowania tylko w sposób wirtualny przez ostatnie dwa lata. Wzmocnię rytm łyżki, kiedy pomyślę o Teo, skazanym na definitywne odejście, jeśli przyjdzie mu do głowy wsiąść do samolotu przed ukończeniem osiemnastu lat. Zabrzęczę nią dla Edgara, który podjął strajk głodowy po siedmiu odrzuconych wnioskach o pozwolenie na wyjazd. Na końcu koncertu metali zadedykuję kilka nut Marcie, która nie uzyskała białej karty, by móc poznać swoją wnuczkę, urodzoną na Florydzie.

 

Po tylu uderzeniach w dno patelni nie będzie się ona nadawała nawet do usmażenia jajka. Dla potrzebnego „pożywienia” podróżowania, wolności poruszania się, wyjścia z domu bez pytania o pozwolenie, warto zniszczyć wszystkie sprzęty kuchenne, które do mnie należą.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Na zewnątrz

 titular1

Szczyt Ameryk zakończył się wczoraj i jak się wydaje nie odbędzie się pilna sesja parlamentu ani wyjątkowe plenum Centralnego Komitetu Partyjnego, by przeanalizować oferty złożone przez Obamę. „Nowy początek z Kubą” powiedział północnoamerykański prezydent w Trynidad i Tobago, ale dzisiejsze refleksje Fidela Castro nadmieniają tylko długi występ Daniela Ortegi (prezydent Republiki Nikaragui – przyp. tłum.). Dziennikarze Dziennika Narodowego nie wyszli na ulice, by pozbierać wrażenia ludności (sic!), a mojego sąsiada przeszkolili do Operacji Caguairán (nazwa pochodzi od wytrzymałego drzewa o dobrym gatunku drewna – przyp. tłum) wobec możliwej inwazji z Północy.

 

Biorąc pod uwagę ważność tego, co się dzieje, zebranie w celu zebrania rachunków, które odbędzie się dziś w moim budynku, powinno zostać poświęcone nowym relacjom między Kubą a Stanami Zjednoczonymi. Jednak delegat będzie wolał mówić o niezdyscyplinowanych sąsiadach, którzy rzucają śmieci poza kontener, niż znać naszą opinię na temat końca konfliktu. W szkole mojego syna jakiś profesor powtórzy, że „Obama jest jak Bush, tylko pomalowany na czarno” a tablice wzywające nas do walki przeciw imperializmowi nadal będą widnieć na ulicach.

 

Nie wiem, co myśleć o różnicy między tym, co się mówi na zewnątrz, a tym beznamiętnym kazaniem, którym raczą nas każdego dnia. Nawet sam Paul Castro wydaje się być gotowy do rozmów z Obamą na tematy, o których nigdy nie chciał z nami dyskutować. Nie mogę więc przestać zadawać sobie pytanie, czy w takim razie wszystko to o „gałązce oliwnej” i gotowości do poruszenia szerokich tematów nie jest tylko serią słów wypowiedzianych na zewnątrz, zdań wypowiedzianych z dala od naszych uszu.

 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Druga GY

otro_gy.jpg

Pamiętacie, że przed paroma miesiącami starałam się wprowadzić pewne poprawki w Generacji Y, ale okazało się to porażką; teraz wydaje się, że będą działać. Komentarze będą zamknięte do przyszłego wtorku, by wprowadzić zmiany, ale będziecie mieli wygodniejsze miejsce do kontynuacji debaty. Chodzi o kopię blogu, ulokowaną pod adresem http://www.vocescubanas.com/generaciony, pomyślaną specjalnie, by obejść cenzurę wewnątrz wyspy. Mam nadzieję, że odnajdą się w niej Kubańczycy stąd i stamtąd.

 

Obiecuję, że tym razem naprawy nie potrwają tyle czasu i że wszystko będzie lepiej.

 

Mile widziane są sugestie w wyglądzie „drugiej Generacji Y”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Dziennik o dzienniku

portada.gif

Dziś wydawnictwo Rizzoli zaprezentowało we Włoszech kompilację moich postów pod tytułem „Cuba Libre” („Wolna Kuba”). Mam nadzieję, że będę mogła wkrótce ogłosić edycję w moim własnym języku. Zostawiam wam tekst z początku książki o początkach Generacji Y, która właśnie w tych dniach kończy dwa lata a wraz z dzisiejszym tekstem sięga 300 opublikowanych postów:

 

Jest kwiecień i nie ma dużo do roboty, tylko patrzeć z balkonu i stwierdzać, że wszystko jest jak w marcu czy lutym. Plac Rewolucji – połamany lizak, który przestraszyłby każde dziecko – dominuje nad betonowymi blokami w mojej dzielnicy. Przede mną osiemnaście pięter mrowiska ma na sobie szyld Ministerstwa Rolnictwa. Jego rozmiar jest odwrotnie proporcjonalny do produktywności ziemi, patrzę więc przez moją lornetkę na puste biura i wybite okna. Życie w „ministerialnej” strefie pozwala mi na obserwację tych wysokich budynków, z których wychodzą dyrektywy i rozwiązania dla całego kraju. Mania kierowania tam soczewki i myślenia „oni mnie obserwują, więc ja też ich obserwuję”. Z tych inspekcji za pomocą mojej niebieskiej lornetki wyciągnęłam niewiele, prawda, ale wrażenie inercji przenika przez szkło i wsiąka w beton mojego budynku w jugosłowiańskim stylu.

 

Widzę tych, którzy idą ze swoją pustą siatką w stronę rynku i wracają dokładnie z tak samo pustą jak przy wyjściu. Ja też mam plastikową siatkę, chociaż moja jest zawsze złożona w torebce, by nie pokazywać, że i mnie połknęła machina kolejek, poszukiwania jedzenia, gadaniny, czy przywieziono na rynek racjonalizowany kurczaka, czy też nie… Ostatecznie mam tę samą obsesję zdobycia jakiegoś produktu, ale staram się, żeby nie było po mnie za bardzo widać.

CDN.

 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

I co teraz?

futbol.jpg

Piłka jest na kubańskim terenie po tym, jak Obama kopnął ją wczoraj, ogłaszając nowe złagodzenia w swojej polityce wobec Kuby. Gracze z tej strony wyglądają na trochę zgubionych; wahając się, czy odebrać piłkę, skrytykować czy po prostu zignorować. Kontekst nie mógłby być lepszy: wierność rządowi nigdy nie wydawała się być bardziej zachwiana a ideologiczna zagorzałość nie spadła tak nisko, jak teraz. Ponadto mało kto wierzy teraz w bajki o silnym sąsiedzie, który przybędzie, by nas zaatakować a większość czuje, że ta konfrontacja trwała za długo.

 

Następne zagranie leży w gestii rządu Raula Castro, ale mam przeczucie, że przyjdzie nam czekać. Powinno się „zalegalizować rozdźwięk polityczny”, co natychmiast zlikwidowałoby długie wyroki tych, którzy zostali zamknięci za przestępstwo odmienności poglądów. Piłka, o której marzymy, by została kopnięta, to piłka otwarcia przestrzeni dla inicjatywy obywatelskiej, pozwolenie na wolne stowarzyszenia i, w geście najwyższej uczciwości politycznej, wystawienie swoich posad do dyspozycji prawdziwym powszechnym wyborom. To odważny skok na boisku, „wieczny drugi” musiałby odważyć się i dać coś więcej niż gałązkę oliwną. Oczekujemy, że wyeliminuje ograniczenia migracyjne, że położy kres temu wyniszczającemu interesowi, w który przemieniło się pozwolenie na wyjazd i powrót na wyspę.

 

Gra stałaby się bardziej dynamiczna, gdyby pozwolono narodowi kubańskiemu na przejęcie ulotnej piłki zmian. Wielu z nas kopnęłoby ją, by skończyła się cenzura, kontrola państwa nad informacją, selekcja ideologiczna przy obejmowaniu pracy w pewnych zawodach, przesiąknięta doktryną edukacja i kara dla tych, którzy myślą inaczej. Kopnęlibyśmy ją, by pozwolili nam surfować po sieci bez zablokowanych stron i byśmy mogli powiedzieć do włączonego mikrofonu słowo „wolność” bez oskarżania nas z tego powodu o szerzenie „prowokacji kontrrewolucyjnej”.

 

Wielu z nas zeszło z tylnych schodów, skąd oglądaliśmy mecz. Jeżeli rząd kubański nie przejmie piłki, istnieje tysiące rąk, gotowych by użyć naszej kolei na rzut.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html