O sześć kroków od Sullivana

sullivan_best_blog.gif

Na liście sporządzonej przez czasopismo TIME i CNN z 25 najlepszymi blogami 2009 roku jest kilka elementów, które napełniły mnie dumą. Generacja Y jest jedynym dziennikiem hiszpańskojęzycznym na liście, niektórzy uważają, że ten język nie jest w stanie dostosować się do rytmu technologii i nowoczesności. Jestem tą osobą wśród pozostałych dwudziestu czterech, która ma najmniej godzin dostępu do internetu, nie mam co do tego wątpliwości. Na dodatek znajduję się w dziwacznym położeniu prowadzenia dziennika, którego nie mogę zobaczyć, z winy tych podstępnych filtrów, nałożonych przez cenzurę.

 

Guru, jakim stał się Andrew Sullivan dla nas, tworzących Podróż blogera, został ulokowany na piątym miejscu ze swoim The Daily Dish. Nie ma on pojęcia, że każdego tygodnia grupa Kubańczyków przypomina sobie jego tekst „Dlaczego piszę blog?” i traktuje jego pracę jak kompas. Po prawie dwóch miesiącach tych cotygodniowych spotkań wiemy przynajmniej, że droga do tego, by zacząć wystawiać opinie, nie cofa się, że mur kontroli można zniszczyć jednym zamachem lub rozłożyć bit za bitem, post za postem.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Reklamy

Niewygodne pytania

carniceria.jpg

Przechodzę koło mojego budynku unikając przechodzenia pod balkonami, bo dzieci rzucają prezerwatywami pełnymi uryny, by zabić nudę. Jakiś człowiek ze swoją córką niesie torbę, z której kapie mieszanka tłuszczu, wody i krwi. Wracają ze sklepu mięsnego, gdzie długa kolejka informuje, że tego ranka przywieźli jakiś racjonowany produkt. Szczęśliwi wspinają się po schodach, niosąc swoje mięsne trofeum. Możliwe, że matka już sieka cebulę, wzdychając z ulgą, że proteina znowu się pojawi, po wielu dniach nieobecności.

 

Wyprzedzam ich i słyszę, jak dziewczynka pyta: „Tatusiu, ile kurczaków zjadłeś w swoim życiu?”. Patrzę na zdekoncentrowaną twarz ojca, który dotarł na szóste piętro zlany potem. Jego odpowiedź jest trochę szorstka: „A skąd mam wiedzieć? Nie liczę obiadów”. Ale dziewczynka nalega. Ewidentnie uczy się mnożyć i dzielić, dlatego chce rozłożyć świat na czynniki i wytłumaczyć go, całkowicie, tylko za pomocą liczb. „Tatku, jeśli ty masz 53 lata i każdego miesiąca otrzymujesz funt kurczaka ze sklepu mięsnego, musisz tylko wiedzieć, ile miesięcy żyłeś. Jak już uzyskasz tę liczbę, dzielisz ją na cztery funty, co jest mniej więcej wagą normalnego kurczaka”.

 

Łapię się na posługiwaniu się formułą matematyczną, podaną przez dziewczynkę i wyliczam, że wchłonęłam w ciągu tych 33 lat 99 kurczaków. Człowiek przerywa moje obliczenia i mówi „Córeczko, kiedy ja się urodziłem, kurczaki nie były na kartki”. Zdaję sobie sprawę, że ja owszem, rosłam w łańcuchach racjonowania przytroczonych do obu kostek, ale dzięki czarnemu rynkowi, malwersacji zasobów, sklepom w pesos convertibles, wymianie ubrań na jedzenie i innym paralelnym drogom nie znam dokładnej sumy tego, co strawiłam. Przyspieszam kroku i słyszę zdanie nieufnej małej Pitagoras: „Ej tato, chcesz, żebym uwierzyła, że kiedyś w sklepach mięsnych sprzedawali tyle kurczaka, ile chciałeś…”.

 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

 

Cuba performance

amaury.jpg

Przed paroma dniami mieliśmy okazję obejrzeć w naszym domu film dokumentalny Cuba performance, poświęcony pracy artystycznej grupy Omni Zona Franca. Salon zapełnił się długowłosymi, a nawet niektórymi zagranicznymi autorami, zaproszonymi na Targi Książki, którzy wdrapali się po schodach na czternaste piętro. Amaury, bohater filmu, nie był obecny, bo parę dni temu urodził mu się syn i pochłonęły go pieluchy i bezsenne noce. Był piątek trzynastego i pełnia księżyca, ale przesądy nie przeszkodziły nam rozkoszować się kilkoma godzinami twórczości, wolności i odprężenia.

 

Reżyser dokumentu, Elvira Rodríguez Puerto, żyła przez parę tygodni razem z Eligiem, Davidem i innymi artystami Alamar. Dzięki tej bliskiej interakcji zdołała pokazać nam mieszankę poezji, malarstwa, zen i graffiti, którą ci utalentowani samoucy wypełnili ulice miasta mającego być miastem „nowego człowieka”. Niefunkcjonalne i pełne stygmatów, to jedyne na wschodzie miasteczko jest miejscem, w którym mało kto chce mieszkać, pełnym identycznych betonowych bloków. Tu mieszka i tworzy Amaury, wielki, czarny człowiek, przechadzający się w górniczym kasku i szerokiej tunice. Udaje mu się zaangażować sąsiadów w swoje artystyczne przedsięwzięcia, pozwala im zapomnieć o pustych siatkach, z jakimi wracają z rynku i pomaga im złagodzić grymas niedowierzania, z którym obserwują świat.

 

Nasze życie wypełnione jest przedstawieniami i wydarzeniami plastycznymi pełnymi symboli, chociaż nam wydają się zupełnie normalne i znajome. Takie wrażenie zostawiło na mnie wysłuchanie filozofii tego uśmiechniętego poety, który chodzi wsparty na swojej drewnianej lasce. Czekanie na autobus, stanie w kolejce po jedyny chleb z przydziału, wymiana produktów na czarnym rynku, skonstruowanie małej łódki, by wypłynąć w morze, a nawet udawanie, że człowiek się zgadza, są częścią scenariusza, według którego graliśmy przez dziesięciolecia. Tyle, że tęsknimy za końcem happeningu i spontanicznością, z jaką porusza się Amaury, tak daleką od strachu, konwencji i kontroli.

proyeccion_cuba_performance.jpg

dj.jpg

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Weź mnie, chcę żeglować po szerokim morzu*

barquito_papel.gif

Na ziemi otoczonej wodą marynarz jest kimś, kto łączy z drugim brzegiem, nosicielem tych obrazów, których nie widzą wyspiarze. W przypadku Kuby ten, kto pracuje na statku, może dodatkowo kupić za granicą wiele produktów nie istniejących na lokalnym rynku. Jak Ulisses, który po spędzeniu miesięcy na morzu, przywozi rodzinie walizkę pełną drobiazgów. Marynarz przywozi sprzęty AGD w luku statku, by sprzedać je na czarnym rynku; sprawia, że moda przychodzi wcześniej, niż planowali to biurokraci handlu wewnętrznego.

 

Przez dekady bycie „marynarzem – handlowcem” znaczyło przynależność do wybranego bractwa, które mogło sięgnąć za horyzont i przynieść przedmioty nigdy nie widziane na tych szerokościach. Pierwsze jeansy, magnetofony z nagrywarkami i gumy do żucia, jakich dotknęłam w moim życiu, zostały przywiezione przez tych szczęśliwych członków załogi. To samo było z digitalnymi zegarkami, kolorowymi telewizorami i niektórymi samochodami, które w niczym nie przypominały mało atrakcyjnych Ład i Moskwiczów.

 

Dla krewnych marynarza długie miesiące nieobecności łagodził balsam ekonomii, który za pobyt w portach płacił niskimi cenami i lepszą jakością towarów niż tych z kubańskich sklepów. Kiedy nadejdzie wiek emerytalny i trzeba zarzucić kotwicę, żyje się z tego, co udało się przetransportować i w oparciu o obrazy tego, co zostało w pamięci.

 

Opowiadam całą tę historię o statkach, masztach i rynku nieformalnym, bo Oskarowi, mężowi blogerki z dziennika Sin Evasión, grożą wyrzuceniem z pracy marynarza. Powód: decyzja Miriam Celaya, by zdjąć maskę i pisać swoje opinie z odkrytą twarzą. Za to, że ona swobodnie żegluje po sieci, on może stracić możliwość przemierzania wód.

 

* Z piosenki dziecięcej „Łódka z papieru”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Klepsydra

arena.jpg

Codziennie natykam się na kogoś, kto się rozczarował i porzucił swoje wsparcie dla kubańskiego procesu. Są tacy, którzy oddają legitymację partii komunistycznej, inni emigrują wraz ze swoimi zamężnymi córkami do Włoch lub koncentrują się na spokojnym zajęciu, jakim jest opieka nad wnukami i stanie w kolejce po chleb. Przechodzą z donoszenia do konspiracji, z pilnowania do korupcji, a nawet zmieniają swoje upodobania radiowe z Radio Rebelde na Radio Martí. Całę tę zmianę, wolną u jednych, gwałtowną u innych, dostrzegam wokół siebie, jakby pod słońcem wyspy tysiące postanowiło zrzucić skórę. Jednak proces przemian działa tylko w jednym kierunku. Nie natknęłam się na nikogo, a przecież znam ludzi, kto przeszedł z braku wiary do wierności, kto zaczyna wierzyć w przemowy po latach krytykowania ich.

 

Matematyka konfrontuje nas z pewnymi niezaprzeczalnymi prawdami: liczba niezadowolonych zwiększa się, ale grupa tych, którzy przyklaskują, nie zyskuje nowych „dusz”. Jak w klepsydrze, każdego dnia setki małych części niezadowolonych zatrzymuje się w przeciwnym miejscu od tego, w którym kiedyś byli. Spadają na pagórek, który tworzą sceptycy, wykluczeni i ogromny chór obojętnych. Nie ma już powrotu na łono zaufania, bo żadna ręka nie może obrócić klepsydry, podnieść tego, co jest zdecydowanie w dole. Czas mnożenia i dodawania minął jakiś czas temu, teraz liczydła mogą tylko odejmować, zaznaczając niekończącą się ucieczkę tylko w jednym kierunku.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Między dwoma murami

101_0487.jpg

Dziś o 15 udało się nam zaprezentować książkę Orlanda Luísa Pardo Lazo. Po tym, jak daliśmy nura w uliczki Cerro, by zgubić dwóch „pewniaków”, idących za nami, przybyliśmy na Kapitol i wzięliśmy autobus, który przejeżdża tunelem pod zatoką. Napięcie, strach i wątpliwości towarzyszyły nam w krótkiej podróży w kierunku fortecy La Cabaña. Orlando myślał o swojej matce, z wysoką presją i pełen obaw w związku z telefonami z pogróżkami. Moje myśli były koło Teo, będącego w szkole, nieświadomego faktu, że być może nie będzie nikogo w domu, gdy wróci. Na szczęście były to tylko nasza wyobraźnia.

 

Oddział policja miał nas, jak dowiedzieliśmy się a posteriori, onieśmielić, ale niewiele mogli zrobić wobec kamer prasy zagranicznej i zaproszonych pisarzy. Zaczęliśmy siedząc na trawie, mówiąc do grupy liczącej piętnaście osób, a skończyliśmy aplauzem ponad czterdziestu. Zaskoczyły nas obecność i solidarność wielu młodych autorów opowiadań i poetów, których książki są publikowane przez oficjalne wydawnictwa. Także obecność niektórych pisarzy z Ameryki Łacińskiej, wspierających nas słowami i objęciami. Byli tam Gorki i Ciro z grupy Porno para Ricardo, Claudia Cadelo z blogu Octavo Cerco, Lía Villares, autorka dziennika Habanemia, Reinaldo Escobar, blogger z Desde aquí, Claudio Madam i inni, których nie wymienię z nazwiska, by im nie zaszkodzić.

 

Po drugiej stronie ulicy grupa śledzących filmowała za pomocą telefoto wszystko, co zdarzyło się na zielonym obszarze. Wiele szkół podstawowych zaproszono, by puszczać latawce w tym samym miejscu i kolorowy reggaeton rozpoczął się równo o trzeciej. Jednak udało się nam odizolować od tego wszystkiego i wejść przez drzwi Boring Home; wzbić się kilka centymetrów nad tę zakurzoną rzeczywistość obserwowanych i obserwujących. Z miejsca, gdzie siedziałam, mur La Cabaña wydał mi się bardziej zniszczony, pełen maleńkich porowatości, otwierających się w kamieniu.

 

* by ściągnąć książkę Orlando Luísa, kliknij tu

101_04801.jpg

101_0485.jpg

101_0488.jpg

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

1971 – 2009: szare milenium

orlando.jpg

Sprawa Padilli, rzucająca cień na kulturę kubańską, uwieczniła się bardziej, niż można by sądzić. Minęły prawie cztery dekady, a i tak wydaje się, jakby nie minęło nawet kilka minut. Ocenzurowani autorzy, zakazane książki i targi przeznaczone dla zaufanych pisarzy. Kultura w ręku instytucji i nielicznych, którzy decydują, które teksty ujrzą światło dzienne. Tamten nazywa się Herberto, ten Orlando, ale na wyspie, na której obaj się urodzili, różnica jest wciąż obrazą.

 

Nie wiemy jeszcze, co stanie się jutro w La Cabaña z prezentacją *Boring Home*, ale my, już uwikłani, nauczyliśmy się czegoś: mało, bardzo mało zmieniło się od czasu, gdy ocenzurowano „Poza grą”. Niestety, tkwimy w tym samym.

 

 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html