Pogryzione paznokcie

http://en.sevenload.com/shows/The-BOBs-Deutsche-Welle-Blog-Awards/episodes/J8dJFmQ-The-BOBs-2008-The-complete-ceremony

http://www.coveritlive.com/index2.php?option=com_altcaster&task=viewaltcast&altcast_code=ddca77c1dd&width=357&height=385&replay=y

Już kończy się oczekiwanie na nagrody The Bobs. Wiemy, że Generacja Y zajęła pierwsze miejsce w głosowaniu publiczności w kategorii Reporterzy bez Granic, ale trzeba jeszcze poczekać na to, co powie jury. Cokolwiek się zdarzy, będziemy świętować, bo nie potrzeba wielu powodów, by otworzyć butelkę rumu i spryskać strefę komentarzy paroma miligramami. To będzie doskonały moment, by ogłosić zawieszenie broni między trollami a stałymi czytelnikami, między brygadami cybernetycznej odpowiedzi a tymi, którzy pojawiają się, by faktycznie podyskutować.

Postawcie krzesła przed ekranem, bo będziemy transmitować stąd ceremonię. Trzymajcie w ręku papierową torebkę z orzeszkami ziemnymi i posłodzony sok kokosowy, by nie stracić ani sekundy z momentu, gdy jury ogłosi wyniki. Tych, którzy już nie mają paznokci, proszę, by nie zjedli sobie jeszcze palców; będziemy musieli sporo „klikać” w najbliższych dniach.

Zanim zacznie się feta, chcę pogratulować wszystkim zwycięzcom, obywatelom, którzy, jak ja, używali swoich dzienników, by wyśmiewać swoje życie i stawiać pytania. Bez wsparcia światowej blogosfery i bez ochrony, którą dało mi uczestniczenie w niej, już dawno zamknęliby moją działalność. W związku z tym, co już się wydarzyło w głosowaniu The Bobs, nikt nie powstrzyma już przedostatniej litery alfabetu. 

Dziękuje wszystkim, którzy głosowali!

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Ochota na wybory

coppelia_pinar.jpg

Od tygodni słowa „urna”, „głosy” i „kandydaci” pojawiają się ze wszystkich stron. Najpierw były wybory w Stanach Zjednoczonych, a teraz temat powrócił w związku z tym, co wydarzyło się tej niedzieli w Wenezueli. Jakby na koniec roku wszystko zmówiło się, by przypomnieć nam o sytuacji nie bycia wyborcami, o naszej ograniczonej praktyce w sprawie decydowania, kto nami rządzi.

Ludzie przyzwyczajają się do niemożliwości wyboru tego, co włożą do ust, pod jakim credo będą edukować swoje dzieci i komu otwierają drzwi, ale ta rezygnacja znika, gdy widzą, że ktoś głosuje.    Wraca więc w te dni ochota, by zgiąć kartkę do glosowania, wrzucić ją do otworu i wiedzieć, że razem z nią nadchodzi krzyk, donośny wrzask, który woła: „wybierać”.

•    Do 27. bm każdy post będzie opatrzony przypomnieniem o głosowaniu online na nagrody The Bobs. Pamiętajcie, że Generacja Y jest nominowana w trzech kategoriach: najlepszy blog, nagroda specjalna Reporterzy bez Granic i najlepszy dziennik hiszpańskojęzyczny. Zostawiam link:http://www.thebobs.com/

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Przeciw zapomnieniu

punto_de_control.jpg

Tej soboty w południe byliśmy na drodze w kierunku Pinar del Río. Rośliny przy szosie podrosły, ale bezlistne palmy przypominają o katastrofie, mającej miejsce zaledwie dwa miesiące temu. Życie zwolniło swój bieg, jakby Ike i Gustav jeszcze raz nakreśliły przestarzały obraz, jaki już miały wsie. Gdyby nie stary traktor i wieża elektryczna tu i ówdzie, można by pomyśleć, że cofnęliśmy się w czasie o dwa wieki. Niektóre domy mają nową elewację z azbestowego cementu, która będzie  pożywieniem dla wichrów przy następnym huraganie. 

Dwa plecaki z lekarstwami i ubraniami, które zebraliśmy wśród przyjaciół, okazują się nie wystarczać wobec tylu potrzeb, na które się napotykamy. Brakuje jedzenia, szczególnie tego, o ironio, które pochodzi z upraw. Nawet dzieci, które zazwyczaj pozbywają się z talerza ogórków, stęskniły się za ich specyficznym smakiem. Ziemia zwleka z odnową. Drobny autonomiczny rolnik został postawiony przed naciskami, by sprzedać swoje żniwo państwu, a nie na wolnym rynku, gdzie mógłby więcej zarobić. To wywołuje brak ochoty do produkcji i puste półki w punktach sprzedaży. Po raz kolejny, jak w osławionych latach dziewięćdziesiątych, trzeba udać się za miasto, by kupić trochę juki, cebuli i wieprzowiny.

Między Hawaną a Pinar del Río dwa punkty kontrolne policji służą do wyłapywania aut na chybił trafił  i sprawdzania, czy nikt nie handluje mlekiem, serem i warzywami. Podobnie jak te skomplikowane aparaty medyczne, stworzone do zaglądania we wnętrza ludzkich ciał, ludzie ochrzcili te registratory jako „kładzenie kłód pod nogi”. W częściach drogi z mniejszą ilością strażników nielegalni handlarze pokazują swój towar i chowają się, gdy przejeżdża wóz z oficjalną tablicą rejestracyjną.

Chociaż dla serwisów informacyjnych katastrofa jest wiadomością, która znika z czasem, w życiu ofiar jest głównym tematem każdego dnia. Nie można dopuścić, by zapomnienie opadło na tę sytuację, by triumfalizm pozwolił nam uwierzyć, że wszystko już minęło, by lawina pozytywnych reportaży oszukała nas co do głębi katastrofy. Przypominam wam wszystkim, że trzeba jechać w strefy, które ucierpiały, nieść bezpośrednią pomoc i zbierać tam świadectwa. Wichry wciąż jeszcze wieją w życiu tych osób i nie osłabną tylko dlatego, że zatkamy sobie uszy.

•    Do 27. bm każdy post będzie opatrzony przypomnieniem o głosowaniu online na nagrody The Bobs. Pamiętajcie, że Generacja Y jest nominowana w trzech kategoriach: najlepszy blog, nagroda specjalna Reporterzy bez Granic i najlepszy dziennik hiszpańskojęzyczny. Zostawiam link:http://www.thebobs.com/

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Mała i na uboczu

hormiguitas.jpg

W zeszłym tygodniu mówiliśmy o mrówkach, o drobnych osobach i zwyczajach, które żyją z dnia na dzień. Cóż, parę metrów o mojego domu napotkałam się na tablicę z tą samą metaforą co ta o insektach. W przeciwieństwie do mrowiska wymyślonego przeze mnie, gdzie starcza miejsca dla wszystkich, tu pojawia się istota stojąca na uboczu. Boje się przypuszczać, że maleńka mróweczka może reprezentować intelektualistów czy osoby jak ja, będące nieformalnymi pracownikami, bo nie ma licencji dla profesora hiszpańskiego ani innych godnych zawodów. Wybrane maleństwo mogłoby symbolizować tych, którzy otrzymują paczki i nie widzą sensu w pracowaniu za pensję raczej symboliczną niż efektywną. Po lewej stronie, poniżej plakatu mogłaby się pojawić kobieta, która sprzedaje kawę na rogu mego domu, wstaje o piątej, by ją przygotować i bawi się w chowanego z policją, młody człowiek, który porzucił studia i szyje buty w zakładzie swojego kuzyna, ale dla szefa sektora wydaje się być zwykłym leniem, outsider, któremu odmawiają pracy odpowiadającej jego kwalifikacjom, bo nie jest poprawny politycznie. Tylu z nas mogłoby być małą mrówką, której nie udaje się utrzymać liścia w rękach… bo inne są nie tylko pracownicami, ale i osobami uprawnionymi, grupą tych, które nie wychodzą z szeregu.

•    Do 27. bm każdy post będzie opatrzony przypomnieniem o głosowaniu online na nagrody The Bobs. Pamiętajcie, że Generacja Y jest nominowana w trzech kategoriach: najlepszy blog, nagroda specjalna Reporterzy bez Granic i najlepszy dziennik hiszpańskojęzyczny. Zostawiam link:http://www.thebobs.com/

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Małżeństwo bez majątku

zona_oficial.jpg

Dwoje moich przyjaciół pobrało się w latach dziewięćdziesiątych, by móc kupić tort weselny i piwo, dostępne na kartki w przypadku ślubów. Nie byli parą i nigdy nie wymienili między sobą nic więcej niż uścisk ramion, ale odsprzedanie napojów i słodkiego ciasta dało im ilość pieniędzy, za którą mogli żyć parę miesięcy, każde na swój rachunek. Tak jak oni, wielu ludzi podpisało akt ślubu w oczekiwaniu na pożądane produkty i trzy noce miesiąca miodowego w hotelu w dobrej cenie z czarnego rynku.

Przez te wszystkie historie, krążące wokół mnie, ciężko mi brać na serio akt małżeństwa. Od wielu lat żyję w związku zawartym bez śladu papierów. Podobnie w przypadku moich znajomych, mieszkających z partnerami, z którymi nigdy nie podpisywali żadnej deklaracji czy aktu. Nie chodzi tu tylko o postmodernistyczną modę, pozbawioną szacunku, ale o to, że podpisywanie aktu małżeńskiego straciło sens. Między powodami rezygnacji jest brak majątku rodzinnego, który można by dziedziczyć poprzez podpisanie umowy. Co za różnica, czy dziecko ma rodziców w zalegalizowanym związku, czy nie, skoro oni i tak nie mają czegoś, co mogliby mu zostawić, ani własności, która musiałaby być zgłoszona w sposób prawny.

My, będący poniżej czterdziestu lat, wchodzimy w związki niosąc ze sobą jako główną własność zawartość własnej skóry. Gdy kończy się idylla, to, co do nas należy, mieści się najczęściej w jedną walizkę. Przy miłosnym gniazdku, uwitym w domu rodziców i pensji, która starcza na kupienie przedmiotów trwałych lub dających się przekazać dalej, małe znaczenie ma podpisany papier i pieczątka potwierdzająca małżeństwo.

•    Do 27. bm każdy post będzie opatrzony przypomnieniem o głosowaniu online na nagrody The Bobs. Pamiętajcie, że Generacja Y jest nominowana w trzech kategoriach: najlepszy blog, nagroda specjalna Reporterzy bez Granic i najlepszy dziennik hiszpańskojęzyczny. Zostawiam link:http://www.thebobs.com/

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Zimowa Hawana

habana_invernal.jpg

Niebo tutaj nie zawsze ma barwę tego kiczowatego błękitu z pocztówek. Na szczęście, bo nie mogłabym wyobrazić sobie całego roku z palącym słońcem, bez tych tygodni przerwy, jakie przynoszą zimne fronty. W poniedziałek nadciągnął jeden, przynosząc nad Hawanę londyńskie mgły, a na wschodzie kraju obfite opady. Ulice są wieczorami puste, bo zimno odstrasza standardowych mieszkańców parków i chodników. Wejście do zapchanego omnibusa nie jest już najszybszą drogą, by zacząć nieładnie pachnieć, lecz przepustką do ciepłego i przyjaznego otoczenia. 

Wraz ze spadkiem temperatur poprawiają się (sic!) humor i tolerancja: staruszków bolą kości a mleko z czekoladą zamienia się w powracającą halucynację. Grudzień jest tak blisko, że nie opłaca się niczego zaczynać, mówią ci, którzy przekładali swoje projekty przez cały rok. Nadchodzi epoka większych wydatków, kieszenie będą w te Święta Bożego Narodzenia szczególnie puste. Jednak najbardziej delikatna jest kwestia płaszczy i pościeli, malej ochrony przed wilgotnym zimnem, które wnika przez nieszczelne okna.

Widzę na ulicy ludzi w swetrach, w watowanych i grubych syntetycznych płaszczach, ale żadna z tych rzeczy nie mogła być kupiona za pensję, jaką otrzymują za swoją pracę. Ten ze skóry wysłała siostra mieszkająca w Nowym Jorku, a ten w paski został podarowany przez odwiedzającego miasto turystę. Małe dziecko ma płaszcz nieprzemakalny odziedziczony po swoim bracie, który z kolei otrzymał go od wujka, który przejmuje walizki w Aduana. Staruszka, która przechodzi przez ulicę, uważa na swoje wełniane rajstopy, wymienione z sąsiadką za nóż do miksera. Tylko lokaj w hotelu ostentacyjnie nosi uniform z błyszczącymi i nowymi guzikami.

Lubię zimę i towarzyskość budzącą się w ludziach, ale wiem, że dla wielu jest to pora roku pełna przykrości i wstydu. Bo nie można spać na ławce w parku, gdzie przez resztę roku pan w znoszonym ubraniu ma swoje jedyne mieszkanie. Bo są dzieci wyśmiewane w szkole z powodu noszenia płaszczy, kupionych z przydziału w latach osiemdziesiątych. Zimno podkreśla różnice między tymi, którzy mogą zamknąć za sobą drzwi i tymi, którzy nie mają domu z oknami, które da się przymknąć. Podkreśla kontrast  między tymi, którzy zakładają ubrania z długim rękawem i tymi, którzy chodzą w swetrze, bo nie mają płaszcza. Wszyscy uzależnieni od termometru i tego, by temperatura nie spadła poniżej dziesięciu stopni, bo braki mieszkaniowe i ubraniowe nie wytrzymają ani odrobiny śniegu. 

•    Do 27. bm każdy post będzie opatrzony przypomnieniem o głosowaniu online na nagrody The Bobs. Pamiętajcie, że Generacja Y jest nominowana w trzech kategoriach: najlepszy blog, nagroda specjalna Reporterzy bez Granic i najlepszy dziennik hiszpańskojęzyczny. Zostawiam link:

http://www.thebobs.com/

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

To nie ja

rincon_martires.jpg

Pewien chłopak zbliża się do mnie, by zapytać, czy jestem “Yoani”. Wyciąga do mnie spoconą i zimną rękę. Boję się, że mnie spoliczkuje, ale on tylko mówi „Obyś była prawdziwa. Tyle już widzieliśmy”. Mam ochotę pójść za nim i pokazać mu mój pępek. Nie ma większego dowodu na to, czy ktoś istnieje i że to prawda niż pępek na środku brzucha. Idzie sobie i zostawia cały ciężar swoich wątpliwości i swojej wiary na mnie, co najbardziej mnie przeraża. Nie starcza mi czasu, by mu powiedzieć, że nie staram się stworzyć żadnego credo, w związku z czym jego niepewność przynosi mi większą ulgę niż jego ewentualna wiara.

Jeśli chłopak o zimnej dłoni i odważnych zdaniach przeczyta ten post, chciałabym mu powiedzieć, że nie mogę go uratować. Nie jestem tą, która powinna nieść odpowiedzialność przynależną nam wszystkim. Ja też już tyle widziałam… ludzi, którzy przyklaskują a potem donoszą, ręce, które poklepują po ramieniu, by ostatecznie popchnąć, wiwaty zamieniające się w ryk nienawiści… Bez wątpienia nie muszę wiedzieć, kim on jest, by być pewną, że dzielimy wątpliwości, sny, winy.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html