Zielony guziczek

agencia_de_viajes.jpg

Ręce, które wystają z dobrze skrojonych ubrań, naciskają dziś w ONZ czerwony, zielony lub żółty guziczek, by wypowiedzieć się na temat blokady/embarga*. W ostatnich tygodniach telewizja zarzuciła nas kompletnym repertuarem cyfr, świadectw i analiz o stratach z powodu restrykcji handlowych, jakie dotykają Kubę. Ten temat był tak zmanipulowany przez polityków, że tu z dołu sporo z nas głosowało za „wyłączeniem go” czy „zgaszeniem mu papierosa”.

Przewidując rezultat głosowania, chciałabym przejść do innego oblężenia, tego z dnia codziennego. Sprawia ono, że nie mogę swobodnie wrócić do mojego kraju ani z niego wyjechać, zapisać się do grupy politycznej czy założyć małego rodzinnego interesu. Wewnętrzna blokada, skonstruowana na podstawie ograniczeń, kontroli i cenzury, w wyniku której Kubańczycy ponieśli ogromne straty materialne i duchowe. Staram się nie dać kierować przez Granmę, co kosztuje mnie wiele wysiłku, i usiłuję nadać znaczenie temu, o czym dziś debatuje się na szczycie Narodów Zjednoczonych. Wychodzę na ulicę i to, co najbardziej rzuca mi się w oczy, to ciągłe restrykcje, które nakładają na nas nasi rządzący: mur, przeciw któremu nikt w ONZ dziś nie zagłosuje.

Gdyby pozwolili nam nacisnąć guzik! Gdybyśmy mogli głosować za uwolnieniem się od tego kręgu, który blokuje nas wewnątrz wyspy! Trzymałabym palec na zielonym guziku przez wiele dni.

* Opieram się nazywaniu tego zjawiska jedną z dwóch oficjalnych nazw; już wiecie, jak źle wychowani jesteśmy my, lingwiści, gdy chodzi o te sprawy. W moich codziennych rozmowach mówię po prostu „pretekst”, przytłaczające „usprawiedliwienie”, które bardzo odpowiada tym, którzy nas blokują tu wewnątrz.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Reklamy

Nominowany

gugulandia1.gif

Ten oto blog, miejsce publiczne, kurnik, osobisty egzorcyzm i koszmar chłopców z brygady Cybernetycznej Odpowiedzi, został nominowany do dwóch prestiżowych nagród. Właśnie w tej chwili Generacja Y pojawia się jako finalista Nagrody Bobs, którą przydziela Deutsche Welle (niemiecka stacja nadawcza z siedzibami w Bonn i Berlinie, która nadaje programy radiowe i telewizyjne w języku niemieckim, angielskim, polskim i innych. W internecie jest obecna w ponad 30 językach. Deutsche Welle jest członkiem Związku Niemieckich Nadawców Publicznych (ARD) i nadaje swoje audycje od 3 maja 1953 roku – przyp. tłum.). Nominowano nas – zwróćcie uwagę, że używam liczby mnogiej, bo ten blog przestał już być tylko mój, by należeć do stałych komentatorów, trolli i przypadkowych odwiedzających – w kategorii najlepszy blog południowoamerykański, najlepszy blog na poziomie światowym i nagroda specjalna „Reporterzy bez Granic”.

Także w konkursie Nagrody 20Blogs, który organizuje strona 20 Minutos, możemy coś wygrać. Na końcu zostawiam wam linki do miejsc, gdzie możecie głosować. Jednak jeśli będziecie to robić z taką pasją jak komentujecie tu, zawieszą się strony, więc spokojnie, moi kochani… Główną nagrodę i tak już dostaliśmy: blog dalej istnieje, choć jest blokowany przez kubańskie publiczne serwery. I nawet jeśli ja nie mogę go zobaczyć, nadal go piszę i nie powstrzymają mnie skomplikowane połączenia z internetem ani inne „ograniczenia”.

Można wstrzymać się od głosu*:

Nagrody 20Blogs http://www.20minutos.es/premios_20_blogs/
Nagrody Bobs http://www.thebobs.com/

* aluzja do sposobu przeprowadzania wyborów na Kubie – przyp. tłum.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Nożyczki

yo_sin_pelo.gif

Nie wiem, co się dzieje z nietolerancyjnymi i owłosieniem, że czepiają się go z większą agresywnością niż reszty ciała. Skupiają się w szczególny sposób na tym, co wyrasta z cudzych głów, nieważne, czy chodzi o włosy czy pomysły.

W latach siedemdziesiątych mój ojciec chciał nosić grzywę do ramion, ale nożyczki chodziły za nim krok w krok. Wymachiwali nimi wciąż ci sami uciskający, ci, którzy uparcie twierdzili, że wojskowa fryzura jest oznaką „prawdziwego” mężczyzny. To były te same czasy, w których niebieskie jeansy hippisów i ich włosy były wskazywane jako elementy „ideologicznej odmienności”.

Jednak nadmiar owłosienia nie jest jedynym, co wprowadza zamęt wśród fryzjerów reprymendy. Pamiętam, jak wykończona brakiem szamponu i atakami wszy, powszechnych w mrocznych latach dziewięćdziesiątych, zdecydowałam się na ogolenie głowy na zero. Byłam na Instytucie Pedagogicznym i moja gładka głowa o mało nie kosztowała mnie wyrzucenia z uniwersytetu. Na ulicy zawsze pojawiał się ktoś, by przypomnieć mi, że „szanująca się kobieta” nie pozbywa się włosów. Zmęczona tą inwigilacją pozwoliłam rosnąć moim włosom ad infinitum.

Dziś mój syn chce nosić pejsy pod wpływem estetyki japońskich kreskówek. Dyrektorka jego szkoły sprawia, że przeżywa to samo co jego dziadek i ja. Do biało – żółtego uniformu szkoły średniej nie pasuje, według tej etatowej fryzjerki, uczesanie dalekie od wojskowego stylu. Do czarnych włosów Teo i jego ogromnych bokobrodów zbliżają się odwieczne nożyczki nietolerancji. Permanentna ręka, która chce obciąć wszelkie różnice.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Bezkarność szaleńców

un_loco_del_vedado.jpg

Stary szaleniec kopie samochody na środku ulicy Ayestarán. Ma na sobie znoszone ubranie a na ramionach można zauważyć szramy – „odpowiedź” otrzymaną od niektórych aut. Inny głupek spaceruje po centrum Hawany obrażając prezydenta i jego brata, podczas gdy szalona kobieta pluje w ramach protestu na oczach trzech nieustraszonych policjantów.

Kuszą, by skorzystać z tej samej bezkarności szaleńców, wzbudzają pragnienia, by zatrzymać się na rogu i krzyczeć „król nosi bikini” jak zrobiłby to maluch. Ale dorosłość i rozsadek niosą ze sobą karę.

Przyjdzie więc zachowywać się jak szaleniec lub dziecko.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

O etykietach i listach

cola.jpg

Wsadzić w przegródki, zakwalifikować i nakleić etykietkę – to zadanie nie tylko dla biurokratów. Są tacy, którzy znajdują szczególne upodobanie w etykietowaniu obywateli. Sztuka umieszczania nas na listach według kategorii była na Kubie w ostatnich dekadach popularną praktyką. Którego dnia wylądujesz na spisie „niewygodnych” lub liście „kolaborantów”. Donos może wyciągnąć cię z półki  „popierających” i doprowadzić do skomplikowanego rzędu „wrogów”. Niektórzy trafią na listę z inicjałami „CR”, reprezentującymi przymiotnik najczęściej używany przeciw tym, którzy myślą inaczej: kontrrewolucyjny.

Archiwistów wybija z rytmu niewiedza, na jaką listę nanieść danego człowieka. Niepokoi ich, gdy  stare kategorie nie pasują do najnowszych fenomenów. Tym „markerom opinii” podobałoby się wcielenie nowych przymiotników do wysłużonego repertuaru, bo prawie nikt nie mrugnie okiem, gdy określają go mianem „pracownika imperium”. Schematyczna półka, na której umieszczano Kubańczyków, pełna jest termitów, ale niestety my sami wciąż używamy epitetów, które „oni” dla nas wymyślili.

Odmówiłam bycia na jakiejkolwiek liście i bez wątpienia jestem na wielu! Wolałabym mimo to być w ogonku tych, którzy chcą skończyć z tymi śmiesznymi katalogami obywateli. Ufam, że pewnego dnia  mieszkańcom tej ziemi wystarczy wiedza, na jakiej liście znajdujemy się my wszyscy.

Tyle o mnie. A na jakiej liście ty jesteś?

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Niezadowolenie Líi

lia.jpg

Można mieć 23 lata i patrzeć z przejrzystością kogoś, kto dużo przeżył. Możliwe jest posiadanie bardzo starego laptopa, skamieniałego od upału i prowadzenie bloga bez uszkodzenia w ferworze pisania żadnego guzika klawiatury. Dociera się do punktu, w którym mówi się o najtrudniejszych sprawach, o których spora część ludzi tylko szepcze w domu, w sposób publiczny, zdemaskowany, a nawet zmysłowy. Aby osiągnąć tę dziwną sekwencję trzeba nazywać się Lía Villares, mieszkać w Luyanó, grać na gitarze i chcieć coś zmienić.

Pewnego dnia połączyła nazwę swojego miasta z chroniczną utratą czerwonych krwinek i rozpoczęła swój dziennik pokładowy Habanemia. W jej przypadku brak hemoglobiny spowodowany był brakiem marzeń pokolenia, które miało niewiele fantazji. Lía była jedną z tych osób, które rozpoczęły szkołę wraz z momentem nastania w naszym życiu Okresu Specjalnego. Z dzieci, które nie pamiętają racjonowanych kartek na produkty przemysłowe, które, z niekorzystną literą „E”, moja matka przechowywała jak najcenniejszy dokument w całym domu. Z tych, dla których normalne stało się, że nie piją mleka w domu, tych, które nie dostają prezentów na urodziny i ogłupiałe słuchają  historii o dawnych daniach, opowiadanych przez starszych. 

Wielkie oczy Líi promieniują spokojem i pytaniami, tysiącem znaków zapytania na raz. W blogu rozpuszcza burzę włosów i zamienia się w kogoś innego. Krzyczy, tańczy, prezentuje chleb z oliwą, jedyne pożywienie, jakie udało się zdobyć w tych dniach pełnych braków. Jej pełną obaw wiarę w życie* dzieli z przyjaciółmi zebranymi nocą na ulicy G i z książkami, odwracającymi jej uwagę od walącego się sufitu: „Ja, w moim domku w Luyanó, rozpadającym się na kawałki jak cała Hawana, spędzam jak się da godziny bez internetu, usiłując spać i skończyć Idiotę”.

„Dwadzieścia razy lepiej jest być cudzoziemcem na tej fatalnej wyspie niż być Kubańczykiem cieszącym się pełnią praw”, mówi nam w jednym z wpisów. Jednak Lía nie jest już „Kubańczykiem cieszącym się pełnią praw”. Habanemia pozwoliła jej otrząsnąć się z tej ogólnej maksymy, którą opisała jako „brak działań i cisza. Kolektywna bezczynność narodu nieobecnego duchem”.

*  Z poematu „Nieobecny” Eugenia Florit.
Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Skoncentrowany kwadracik

cuadritos_concentrados.gif

Wdałam się w dyskusję z pewną panią w kolejce po malangę (roślina o jadalnych korzeniach – przyp. tłum.). Ona chciała stać w kolejce za dwie przyjaciółki, a ja obliczyłam, że w ten sposób nie uda mi się zdobyć dziesięciu funtów jedzenia, racjonowanego od czasu przejścia huraganów. W końcu wpuściłam obie staruszki i nawet nie pokłóciłam się z nimi, gdy sprzedawca oświadczył mi „Skończyło się!”. Rzecz w tym, że deprymuje mnie walka o jedzenie; być może dlatego jestem taka chuda. W szkole przeduniwersyteckiej, w której się uczyłam, nigdy nie chwytałam najlepszych porcji, brali ją silniejsi. Kiedy zmuszona jestem walczyć, by zdobyć żywność, czuję się źle i wolę wrócić do domu z pustą siatką. Oczywiście moje pacyfistyczne ekscesy nie podobają się mojej rodzinie.

Aby ich pocieszyć, kupiłam skoncentrowane kostki bulionowe, które stają się najpowszechniejszym posiłkiem mieszkańców tego miasta. Gdy jakiś zbity z tropu turysta pyta mnie, jakie jest typowe danie kuchni kubańskiej, odpowiadam mu, że nawet go już nie pamiętam, ale znam najpopularniejsze i najzwyklejsze przepisy. Wyliczam mu „ryż z kostką wołową, „ryż z hot – dogiem”, „ryż z koncentratem z bekonu” albo potrawę „ryż z kostką drobiową i pomidorem”. Ta ostatnia ma kolor między różem a pomarańczem, co daje zabawny efekt.

Skoro jesteśmy stale karmieni gotowymi wiadomościami w telewizji, zapuszkowanymi wystąpieniami z przekroczonym okresem przydatności do spożycia, kostkami cierpliwości i oczekiwaniami, że uda się przetrwać z dnia na dzień, dlaczego nasze dania również nie miałyby odzwierciedlać tych gorzkich smaków? 

Tak oto poddaję się i kupuję wspomniane wcześniej placebo, które pozwoli mi uwierzyć, że ryż zawiera smaczne żeberka czy kawałek kurczaka. Po „kompleksowej” produkcji stawiam na stole dymiące danie. Mój syn, czując zapach, pyta mnie z wyrzutem: „Dlaczego bardziej nie walczyłaś w kolejce o  malangę?”

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html