Z kacem po cyklonie i o „sprawie Gorkiego”

Jestem już przyzwyczajona do tego, że z perspektywy mojego czternastego piętra jakikolwiek wiaterek przypomina huragan kategorii pięć. Dziś wstałam i potwierdziłam fakt, że dzielnica nadal znajduje się na tym samym miejscu, Plac Rewolucji tak wertykalny jak wczoraj i tylko brakuje kilku drzew w jego pobliżu. Nadal nie mam prądu, ale przynajmniej dzięki temu mam dobrą wymówkę, by nie zniszczyć sobie wzroku patrzeniem w ekran.

Jako kontynuację wstawiam tekst Klaudii, drugiej osoby trzymającej transparent z imieniem Gorkiego na koncercie na Trybunie Antyimperialistycznej i krótką chronologię napisaną przeze mnie, w sumie pięć stron, na temat tego, co wydarzyło się między czwartkiem 28 a piątkiem 29 sierpnia. Żałuję, że nie mogłam się streścić jak zwykle, sytuacja zasługuje jednak na przytoczenie wszystkich szczegółów.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Reklamy

Od paranoi do krzyku

segundo_cartel.jpg

W piątkową noc, po uwolnieniu Gorkiego i gdy już poszliśmy do domu, zapytał on Lię, czy poszła na plażę, a tak się składa, że opowiedzenie wydarzeń ostatnich czterech dni w dwie godziny jest niemożliwe: wciąż nie wiedział, że byliśmy w sądzie od ósmej rano, że spaliło nas całodniowe słońce, a potem spadły na nas dwie ulewy… i że byliśmy tam wszyscy: dyplomaci, prasa i my (mówię my, bo wcześniej niektórzy się nie znali, byliśmy więc po prostu my: ci, którzy poszli).

Piszę to, bo chcę podzielić się moimi doświadczeniami w tym akcie solidarności, jaką artyści i nie artyści (jak ja) wykazaliśmy wobec niego i nas samych, wyjaśniając, że gdy mówię artyści mam na myśli plastyków, malarzy i pisarzy, bo nie widziałam ani jednego muzyka, nawet najbardziej undergroundowego.

Moi przyjaciele nazywają mnie paranoikiem: jestem tą, która żyje w strachu, nie otwiera okien, nigdy nie mówi na głos o polityce, boi się ciemności i nigdy nie wychodzi sama po dziesiątej, nawet na róg. Ale nigdy nie bałam się tak, jak od tego poniedziałku (strach jeszcze mnie nie opuścił).

Jednak gdy poznałam kogoś takiego jak Yoani, gdy widziałam ją u mojego boku z transparentem w ręku, po tym, jak rozmawiałam z nią trzy razy przez telefon, kierowana impulsem wiary na widok nas wszystkich, wspierających Gorkiego, Cira, Renaya i Heberta, moich przyjaciół, trzymających ze mną „sztamę” i wznoszących się ponad swoimi obawami i wątpliwościami, przyjaciół z zagranicy poruszających niebo i ziemię i po tym, jak udało się nam zamienić wyrok czterech lat pozbawienia wolności na cztery dni… wszystko to wydaje mi się nadal cudem.

Żal mi tych, którzy nie zadzwonili do mnie, tych, którzy chowali się przede mną na wypadek, gdybym potrzebowała ich pomocy, tych, którzy powiedzieli „tak” i nie przyszli, żałuję, że nie doświadczyli szczęścia tego zakończenia, poczucia osiągnięcia nieosiągalnego.

Myślę, że dzisiejszy dzień jest przemianą z „nie można” na „można”. Pokazaliśmy, że rzeczy mogą się zmienić, że niesprawiedliwość i nadużycie władzy da się powstrzymać i że strach NIE jest nie do pokonania.

Claudia Cadelo De Nevi

 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Krótka chronologia pewnego zwycięstwa

emilio.jpg

luis.jpg

afuera.jpg

tribunal.gif

Czwartek przed koncertem. Jak przyszło nam do głowy pójść na koncert Pablo Milanésa by domagać się uwolnienia Gorkiego? To jest coś, co nosi cechy spontaniczności i konieczności tego, czego nie można przełożyć na później albo lepiej przemyśleć. Omówiliśmy to między Ciro, Klaudią i mną i zdecydowaliśmy się natychmiast, by to zrobić, ponieważ nadmierna organizacja i dopasowywanie działań jest najszybszą drogą do tego, by „oni” się dowiedzieli. Żadne z nas nie zastanowiło się nad skutkami tego, co miało się zdarzyć, bo tylko ten, który ma coś do stracenia, rozważa swoje działania, z taką samą ostrożnością, z jaką pani domu przegląda puszki na rynku.

Czwartek, 28., 19:30 Grupa, w której skład wchodzili Ciro, Klaudia, Hebert, Emilio i ja, spotyka się na przystanku autobusowym Coppelia, by skierować się w stronę koncertu na Antyimperialistycznej Trybunie. Już w tym momencie byliśmy śledzeni przez kilku niespokojnych chłopców z policji politycznej a interwencja policyjna była imponująca. Jeszcze nie zmierzchało a Pablo Milanés śpiewał, kiedy przybyliśmy do Protestómetro. Różni ludzie, wielu wojskowych i kilkoro z prasy międzynarodowej, stanowili część tego, co tam zastaliśmy. Przez prawie czterdzieści minut oczekiwaliśmy wsparcia, ale w końcu zdecydowaliśmy się przystąpić do akcji bez liczenia na tych, którzy zgubili się w tłumie, nigdy się nie pojawili i tych, którzy przybywszy na miejsce wycofali się. Planem było rozwinięcie dwóch transparentów z imieniem „Gorki” i skandowanie jego imienia. W ten sposób chcieliśmy przypomnieć muzykom na koncercie, że oczekujemy z ich strony wyrażenia opinii na temat zatrzymania lidera Porno para Ricardo.

Czwartek, 20:35 Ulokowaliśmy się po lewej stronie trybuny, tak blisko podium, jak tylko mogliśmy, i z dala od grupy z grubymi pałkami z odpowiednio dopasowanymi kubańskimi flagami. Polito Ibáñez i Pablo Milanés kończyli śpiewać piosenkę „Samotność” i krótka przerwa pozwoliła usłyszeć nasze okrzyki. Na okrzyk raz, dwa i trzy Klaudia i ja rozciągnęłyśmy materiał, który wytrzymał w powietrzu ledwie parę sekund. Pamiętam, że zdołałyśmy wykrzyknąć imię Gorki przynajmniej trzykrotnie. Ludzie ubrani po cywilnemu pojawili się zewsząd i rzucili się na nasze pomalowane czarnym sprayem prześcieradło. Kobiety dopadły przysadziste damy, po to, by chwycić nas za włosy i potrząsać nami. Mężczyznom „dostało się” bardziej, kiedy przypuszczalnie „rozwścieczony tłum” zadał im profesjonalne ciosy karate, by ich spacyfikować. Pamiętam strach na twarzach widzów, którzy nie spodziewali się naszej akcji; także pospiech tych, którzy uciekali zostawiając za sobą nawet buty i kawałek transparentu, który trzymałam w ręku. Ciro i Emilio zostali pobici i popchnięci w stronę stanowiska ochrony z boku trybuny. Klaudii udało się uciec, Hebertowi też, a ja zdołałam uwolnić się z rąk, które mnie trzymały, podczas gdy ktoś wołał o posiłki W tym samym momencie jedna koleżanka została aresztowana w strefie dla zaproszonych za napisanie listu proszącego Pabla o kilka słów oceny aresztowania Gorkiego. Drugie prześcieradło nigdy nie zostało rozłożone

Czwartek, 20:45 Publiczność znajdująca się blisko miejsca zdarzenia rozproszyła się a na rogu dziesiątki policjantów zaczęło wysypywać się z ciężarówek Ciro i Emilio byli ledwie dostrzegalni w tym tłumie wojskowych z pałkami i postawnych cywilów, którzy nieustannie ich okładali. Klaudia i ja spotkałyśmy się ponownie i zdecydowałyśmy się zejść z trybuny, by natychmiast połączyć się z internetem i opowiedzieć o zdarzeniach. Ulice Vedado nigdy nie wydawały mi się tak bardzo nieprzyjazne, z rewidującą policją na każdym kroku, jak tej czwartkowej nocy. Myślałyśmy o tym, by poprosić o pomoc, ale w domu, do którego poszłyśmy powiedzieli nam w jasny sposób, że mamy sobie iść. Zdecydowałyśmy się więc rozdzielić, w poczuciu, że to najgorsze może jeszcze nadejść.

Czwartek, po 21:00 Klaudii udało się, dzięki solidarności niektórych przyjaciół z dostępem do internetu, wysłać krótką wiadomość, która stała się pierwszą kroniką wydarzeń, opowiedzianą przez jednego z uczestników. Wiadomość była pozbawiona szczegółów, ponieważ w tym momencie nie wiedziałyśmy jeszcze, ile osób zostało zatrzymanych i co zamierzano z nimi zrobić. Resztę nocy spędziłyśmy na dzwonieniu i odpowiadaniu na pytania tych, którzy już się zorientowali, o co chodzi.

Czwartek, po północy. Około pierwszej w nocy Ciro zadzwonił do mnie, by mi opowiedzieć, że go wypuścili. Podczas ponad trzech godzin, które spędził na Stacji na 21. i C, członek ochrony państwa chciał zrobić na nim wrażenie, opowiadając mu, że wiedzą o nim wszystko, łącznie z tym, że grał w drużynie piłkarskiej. Powiedzieli mu, że zatrzymanie było nieporozumieniem i że policja interweniowała po to, by nie zlinczował nas „tłum”. Wysuwał mu argumenty, że publiczność myślała, że mamy zamiar rozciągnąć kontrrewolucyjne transparenty i dlatego nas otoczyli. Dziwni ci ludzie, którzy z jednej strony nie umieją dostrzec różnicy między krótkim imieniem a sloganem, z drugiej zaś opanowali do perfekcji sztuki walki.

W nocy dzwoniliśmy też do innych przyjaciół i muzyków, by stawili się wcześnie rano przed Sądem Rejonowym w Playa. Myślę, że nikt nie mógł spać podczas tych godzin, które dzieliły nas od uwolnienia Cira i Emilia i od pojawienia się na rogu 94. i 7. Alei. Uderzenia bolały bardziej, gdy opadła już temperatura zdarzeń, strach jednak opadł.

Piątek, 8:20 Dwanaścioro przyjaciół stało już w drzwiach sądu, gdy zdołałam przecisnąć się do strefy, która od wczesnego ranka była otoczona wzmocnioną ochroną. Miało się wrażenie, że stojący tam ludzie byli niebezpiecznymi, uzbrojonymi terrorystami, bo inaczej nie dałoby się wytłumaczyć obecności tylu członków aparatu na każdym kroku. Zdołałam dostrzec jednego, który śledził nas poprzedniej nocy i stwierdzić, że Operacja Gorki była i dla nich sprawą najwyższej wagi. Patrząc na tych niespokojnych członków Ochrony Państwa zawsze zadaję sobie pytanie, czy nie mogliby dołączyć do swojego planu szkolenia zajęć, które poprawiłyby ich sztukę kamuflażu. Rzecz w tym, że wszyscy są do siebie podobni, ze swoimi idealnie ogolonymi głowami, szerokimi ramionami, koszulami w kratkę czy swetrami w paski. Nikt im nie powiedział, że można wyczuć na odległość, że są wojskowymi w cywilnych ubraniach? Czy nie wyjaśnili im w akademii, że przez swoje groźne spojrzenia, poważny wyraz twarzy i zupełny brak swingu demaskują swoją tajną pracę? Mam prośbę,niech ktoś zrobi im trening, by naprawdę wyglądali jak zwykłe osoby.

Piątek, od 9:00 do 18:00 Zagraniczni reporterzy byli wszędzie, pojawiło się też kilku dyplomatów, a grupa przyjaciół liczyła już dwadzieścia osób. Żałowałam, że brakowało kubańskiej społeczności artystycznej, szczególnie muzyków, którzy powinni być tam, by wspierać swojego kolegę. Jednak nie zaskoczył mnie fakt, że żaden z raperów, trubadurów i twórców reggaeton nie pojawił się przed budynkiem sądu. Wielu nie wiedziało o zdarzeniach, inni uważali, że strata drobnych przywilejów jest bardzo wysoką ceną za punkowca, który wydawał się być już z góry osądzony. Niektórzy przyjaciele, którzy starali się dotrzeć na miejsce, zostali powstrzymani przez oddziały policji. Dobrze dostrzegalna była obecność plastyczki Sandry Cevallos, która już przy wielu okazjach doświadczyła działania macek cenzury. Niektóre z twarzy obecnych tam ludzi widziałam też podczas spotkania 30 stycznia przed Domem Ameryk, podczas debaty intelektualistów. Z tego, co widziałam, pewni ludzie mają zwyczaj protestowania przed każdymi drzwiami.

Adwokat, bardzo młody człowiek, został zatrudniony dwa dni wcześniej, po tym, jak wielu innych odmówiło podjęcia się sprawy. Wykroczenie podane wcześniej mówiło o zagrożeniu popełnienia przestępstwa, a całą winę za opóźnienie procesu zrzucono na karb tego, że nie pojawiły się akta sprawy. Ojciec Gorkiego, mężczyzna w wieku 75 lat, był bardzo nerwowy i tylko jemu odpowiadała na pytania policja obecna w sądzie. Paru innych młodych ludzi, oskarżonych o ten sam typ wykroczenia, zostało skazanych podczas naszego oczekiwania. Pamiętam szczupłego Mulata, który wyszedł w kajdankach i widząc kamery i mikrofony powiedział: „Niech będzie wiadomo, że tu skazują ludzi według własnego uznania”. Nie wiem, czy prasa zagraniczna zdołała sfilmować jego słowa, ale chcę je tu zebrać na nowo, bo wyczuwam, że ten gest odwagi przyniósł mu jakieś represje.

Pod sosną na chodniku przed sądem znajdowała się grupa przyjaciół. Emilio pokazywał ślady po uderzeniach i poluzowane zęby – pamiątkę z zeszłej nocy, podczas gdy moja komórka nie przestawała dzwonić, telefonowano z całego świata. Ciro rozmawiał z dziennikarzami a kamera telewizji państwowej filmowała wszystko, co robiliśmy. Jedna młoda dziewczyna, która była tam bez wiedzy rodziców, powiedziała mi zatroskanym tonem: „Jeśli tego popołudnia pokażą nas w programie Okrągły Stół (Mesa Redonda – program wyświetlany przez Cubavision International – przyp. tłum.), nie wiem, jak się wytłumaczę mojej mamie”. Ja myślałam o moim synu, czekającym w domu, z dala od uderzeń, członków ochrony, niesprawiedliwości, przekonanym, że jego mama wróci i że piątek będzie kolejnym zwykłym dniem. Przypominając sobie o Gorkim, jego ojcu i jego córce Gabrieli, która w pewnym momencie dowie się o tym wszystkim, usiadłam na tej ulicy i otrząsnęłam się ze zmęczenia, bólu i strachu, które nigdy do końca nie znikają.

Mimo bycia otoczonymi „towarzyszami w kraciastych koszulach” byliśmy chronieni przez obecność międzynarodowej prasy. Jakże zmieniły się czasy, powiedziałam sama do siebie, dostrzegając ostrożność, z jaką policja starała się nie wchodzić z nami w konflikty przed kamerami. Patrząc na zagranicznych korespondentów doszłam do wniosku, że nie jestem wykonana z materiału koniecznego do bycia dziennikarką. Nie umiem stać za obiektywem kamery bez angażowania się. Ta praca entomologa, polegająca na obserwowaniu, zdawaniu relacji i nie interweniowaniu zdecydowanie nie jest stworzona dla mnie. Bycie blogerem daje możliwość tworzenia części tego, co się dzieje, tak więc zostanę przy tym zajęciu

Odwlekanie rozpoczęcia rozprawy zdawało się być manewrem mającym na celu sprawdzenie, ile są w stanie wytrzymać ci, którzy czekają na zewnątrz Planowana na dziewiąta rano, rozpoczęła się w rzeczywistości o 18:30. Przez ten czas niektórzy sobie poszli, inni się dołączyli a kilku przyjaciół poszło poszukać czegoś do jedzenia. Nieformalny rynek też zyskał na naszym czekaniu, otóż jedna pani zdołała nam sprzedać, mimo obecności policji, popcorn, ciastka i pieczone ziemniaki. Mieliśmy też prysznic, dzięki deszczowi, który spadł około czwartej po południu, i kiedy słońce zaczęło zachodzić, mogło się wydawać, że spędziliśmy całe przedpołudnie na plaży. Punkt, w którym brak odwrotu został przesądzony, nastąpił w południe, od tego momentu nikt się nie ruszył z miejsca.

Gdy zbliżył się moment przybycia Gorkiego, mężczyźni stojący na rogach zaczęli zamykać krąg Może spodziewali się, że podejmiemy odważną próbę uwolnienia go czy zrobimy coś podobnego, ale w rzeczywistości wszyscy uzgodniliśmy, że zaczniemy klaskać i skandować imię rapera jak tylko się pojawi. Tak oto zagraniczna prasa mogla uchwycić jego twarz z czterodniowym zarostem, kajdanki i krzyk „Gorki” dobiegający zewsząd Można było dostrzec napięcie na każdej twarzy, ale, bez schlebiania sobie, „oni” byli bardziej nerwowi.

18:00

Sąd: Udało mi się dostać na salę sądową razem z Ciro, Klaudią, Emiliem, Ismaelem de Diego i jego narzeczoną, Elizardo Sánchezem i jego żoną Barbarą, Franciskiem Chaviano, Luísem, ojcem Gorkiego , Alejandrem fotografem, Javierem, Claudiem, René Estebanem, innymi, których nie znam z imienia i paroma członkami ochrony, którzy ulokowali się w rogu. Sala była prawie pełna, gdy weszliśmy, bo wezwano również rodzinę chłopaka, który miał być sądzony później. Pani sędzia, młoda kobieta, poprosiła o ciszę i przedstawiła sprawę. W tym momencie zorientowaliśmy się, że oskarżenie zostało zmienione na „brak posłuszeństwa”. Gorki nie wiedział, czy za to wykroczenie grozi mniejsza czy większa kara, ale nie miało to już większego znaczenia: cyrk się rozpoczął.

Pod spojrzeniem popiersia Martí i w obecności godła narodowego pojawił się pierwszy świadek prokuratury. Szef sektora strefy, w której mieszka Gorki. Człowiek o ciemnej skórze, z akcentem ze wschodu państwa, wyraźnie zmieszany faktem stania przed całą zebraną prasą i zaskakującym wsparciem Gorkiego, dostrzegalnym w sali. Policjant argumentował, że próby grupy przeszkadzały sąsiadom i że stosowano już formę pouczenia wobec oskarżonego. Kolejnym świadkiem był były szef sektora, który potwierdził zeznania poprzedniego i podkreślił, że rocker był recydywistą. Na końcu wezwali do złożenia zeznań niejaką panią Heidi. Z twarzą wyrażającą gorycz weszła do sali i przedstawiła się jako prezydent strefy CDR (Komitet Obrony Rewolucji  – przyp. tłum.) i członek Komisji Prewencyjnej. Gdy zapytano ją o socjalne zachowanie Gorkiego, odpowiedziała, że „nie uczestniczył w zajęciach CDR, nie robił dyżurów, nie głosował… jego udział w społeczeństwie ograniczył się do robienia hałasu za pomocą muzyki i przeszkadzania sąsiadom”.

Młody adwokat zająknął się wobec „ciepłego ziemniaka”, którego miał w rękach, ale udało mu się przedstawić list z miejsca pracy Gorkiego, potwierdzający jego zatrudnienie. Oskarżony domagał się w związku z tym kary pieniężnej dla oskarżonego i wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Kwotę ustalono na sześćset pesos kubańskich, wysokość, którą zapłaciłby każdy, z zamkniętymi oczami, byle tylko nie spędzić ani godziny w więzieniu. Proces się zakończył i poczuliśmy, jak spada na nas całe wyczerpanie dwóch ostatnich dni.

Policja „miała przyjemność” zaprowadzić Gorkiego do samochodu policyjnego, by wziął swoje rzeczy osobiste a później odwieźli go do domu. Zostaliśmy na zewnątrz, mając ochotę podrzucić go do góry i wykrzyczeć jego imię. Wyszliśmy stamtąd w grupie, bo wiedzieliśmy, że jeśli się rozdzielimy, „chłopcy o groźnych spojrzeniach” mogliby się odważyć na konfrontację. Piąta Aleja była tłem radości, poklepywania się po ramieniu, śmiechu i anegdot na temat minionych zdarzeń. Przybyliśmy do domu Gorkiego, który już zdążył się pozbyć swojej brody. Z plecaka wysunęła się butelka rumu i nie miało większego znaczenia zmęczenie, napięte nerwy i pytanie ojca rockera, czy chcieliśmy „zabić jego syna”.

Udało się nam, Gorki był z nami dzięki tym wszystkim, którzy zmobilizowali się wewnętrznie i na zewnątrz. Dzięki tym, którzy podpisali list, w którym domagali się jego uwolnienia, reporterom, którzy rozpowiedzieli o jego uwiezieniu, transparentowi, rozerwanemu w ciągu paru sekund, ale pamiętanemu przez lata, sumując, dzięki sile i krzykom tysięcy mieszkańców, zorganizowanych w sposób spontaniczny i stawiających czoła machinerii, która nie jest przyzwyczajona do tego, by ustępować. Olej wrzący w autorytarnym systemie sądowym, hermetyczny i zideologizowany, nie zdołał usmażyć Gorkiego. Dowiedliśmy, że organizując częściej takie akcje, moglibyśmy sprawić, że inni też będą chodzić wolni po naszych ulicach.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Od Gorkiego do Gustava

gustav.jpg

Mam dużo do opowiedzenia na temat tego, co zdarzyło się w ciągu dwóch ostatnich dni. Wiem, że oczekujecie szczegółów dotyczących wydarzeń z koncertu w czwartek, transparentu, bijatyki, aresztowań, niewiarygodnej interwencji policji i całego tego aktywnego wyczekiwania, które zorganizowaliśmy przed Sądem Rejonowym w Playa, które zakończyło się uwolnieniem Gorkiego. Tyle, że proces sądowy, na którym byłam obecna, by potwierdzić brak uzasadnienia wobec oskarżeń skierowanych przeciw rockerowi, dostarczyłby materiału na wiele wpisów. Niestety sytuacja klimatyczna Hawany, z winy Gustava, nie pozwala mi wyjść z domu, by połączyć się z internetem w miejscu publicznym. Na moim balkonie, na wysokości czternastego piętra, już odczuwamy silne wiatry i trzeba zamykać okna i chować rośliny. Dziś muszę stawić czoła innemu cyklonowi.

To, czego nie chcę przekładać na później, to zaznaczenie faktu, że nigdy nie widziałam takiej jedności i zbieżności międzynarodowej opinii publicznej, mediów i części społeczeństwa kubańskiego, jaka miała miejsce w ostatnich dniach. Wczoraj pokazaliśmy, że można obalić mur, jeśli zrobimy to wspólnymi silami. Zmusiliśmy „ich” do wycofania się, zaprzestania niesprawiedliwości i jest to precedens dobry dla nas i bardzo niebezpieczny dla „nich”. Internet dowiódł, że może działać w przypadku Kuby jak wirtualny teren dla zjednoczenia wysiłków. Mam nadzieję, że te centymetry, o które udało się nam przesunąć ograniczenia staną się wieloma metrami odzyskanych swobód.

* Ten wpis przedyktowałam przez telefon moim przyjaciołom, którzy go opublikują. Dzięki współpracy niektórych z nich mogłam wczoraj relacjonować wydarzenia sprzed sądu. Chciałabym złożyć szczególne podziękowania dla Ernesto Hernandez Busto, który sprawił, że wiele z tych informacji ujrzało światło dzienne na stronach „przedostatnich dni”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Gorki

gorki.jpg

Zabrali go, bo nic tak nie destabilizuje nietolerancyjnych ludzi, niż człowiek w swej najbardziej wolnej postaci. Na piątym posterunku policji – 3. i 62., Playa – gdzie przestepcy się awanturują a umywalka jest bolesną chimerą, Gorki rozrywa struny swojego oporu. Jest dziwnym typem, wszyscy to zauważają: tym bardziej w społeczeństwie, dla którego model „nowego człowieka” oznacza barwną postać przyklaskującego  idioty.

Gorki ma w sobie coś atrakcyjnego, czego nie mają jego cenzorzy: śpiewa, kołysze się w takt muzyki i wykrzykuje w swych krwawych piosenkach rockowych to, co inni szepczą ze strachem. Ma pokój pokryty kartonami od jajek, które mu podarowano, bo sumując to, co otrzymuje na rynku żywności racjonowanej, nie mógłby wyłożyć papierem nawet szafy. Jest oskarżony o popełnienie wykroczenia, które pojawia się w scenariuszu do filmu „Raport Mniejszości”; zatrzymany pod eufemistycznym zarzutem: „zagrożenie popełnienia przestępstwa”. Tłumacząc na język rzeczywistości oznacza to, że wsadzają cię „za kratki” żebyś nie splatał tego figla, którego inni przewidują.

W przypadku Gorkiego wina zostało sformułowana przez delegata okręgu przestępstw na kształt Jamesa Bonda, przez sąsiadkę, której „doradzono”, by go zadenuncjowała i przez społeczność, która unika wstawiania się za „niewygodnymi”. W czwartek odbędzie się rozprawa wstępna i tylko parę ubrań i środków czystości, przyniesionych przez jego ojca, zdołało dotrzeć do miejsca, gdzie go „trzymają”. Małe są szanse, że obrońca zdoła przekonać surowego oskarżyciela, że grzywa Gorkiego, jego rockowe piosenki i hałas jego gitary nie są groźniejsze niż inercja, konformizm i podwójna moralność, otaczające wszystko.

*Więcej szczegółów dotyczących zatrzymania znajduje się na stornie Porno dla Ricarda.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

To, co widzę wokół

Miasto nie charakteryzuje się tylko ze względu na swoich mieszkańców, swoją architekturę i swoje place, ale też przez swoje tablice ogłoszeniowe, plakaty i graffiti. Dlatego wyszłam, by sfotografować plakaty znajdujące się dookoła mojego domu. Zostawiam wam sekwencję, w ten sposób zobaczycie zdjęcia i informacje, które mnie otaczają:

firme_el_timonel.jpg

„Ze stabilnym sternikiem, Granma podąża ku historii”

comandante_deportivo.jpg

„Bez rewolucji nie moglibyśmy marzyć o rozwoju w naszym kraju wspaniałego ruchu sportowego”

valla_raul.jpg

„Poświęćmy się codziennemu i dokładnemu wypełnieniu obowiązków”

absurdo_primer_mundo.jpg

„Jest absurdem, że pierwszy świat zużywa trzy czwarte energii produkowanej na świecie”

revolucion_siempre.jpg
„Rewolucja zawsze”

vigilantes_combativos_3.jpg

„Czujni i waleczni”

de_estos_hombres.jpg

„Z tych mężczyzn powstaje naród”

cinco.jpg
„Wolność od zaraz [dla Pięciu Bohaterów*]”

valla_bloqueo.jpg

„5 godzin blokady odpowiada rocznej dializie dla wszystkich pacjentów w kraju”

cdr.jpg

„CDR [Komitet Obrony Rewolucji] nie składa broni”

*patrz wpis z 19.8.2008

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Korupcja przetrwania

defendiendo_el_socialismo.jpg

Ma 28 lat i pracuje na basenie jednego z hoteli, ponieważ ojczym kupił mu zatrudnienie w turystyce. Jego poziom angielskiego jest fatalny, ale z dwoma tysiącami pesos convertibles, które zapłacił administratorowi nie trzeba było sprawdzać znajomości języków. Ponad połowę butelek z rumem i coca colą, które sprzedaje w snack barze, kupił on sam, za cenę z rynku detalicznego. Koledzy z pracy nauczyli go, jak podnieść cenę sprzedaży swojego „towaru” ponad tą, którą państwo przewiduje dla turystów. Dzięki tej sztuczce przy każdej zmianie do jego kieszeni wpada tyle samo pieniędzy, ile neurochirurg zarabia przez miesiąc.

Jego wydatki opierają się na nielegalnych zarobkach, stara się więc podążać za „ideologią nie do zakwestionowania” i nie podważać jej. Jest jednym z pierwszych, którzy stawiają się na wezwanie do marszu czy defilady na pierwszego maja. Między swoimi ubraniami trzyma, na wszelki wypadek, sweter (sic!) nawiązujący do Pięciu Bohaterów (Rene Gonzalez, Antonio Guerrero, Fernando Gonzalez, Ramon Labanino i Gerardo Hernandez, pięciu mężczyzn skazanych za szpiegostwo przeciw Stanom Zjednoczonym, odbywających długoletnie wyroki w więzieniach federalnych, bohaterowie narodowi na Kubie – przyp. tłum.), inny z twarzą Che Guevary oraz jeden, w kolorze intensywnej czerwieni, który głosi „Walka Idei”. Jeśli szef próbuje zaskoczyć go na zmniejszaniu zasobów, ubiera jedną z tych koszulek i napięcie spada.

Mając tak mało lat, już zrozumiał, że nie jest ważne, ile razy przekraczasz linię nielegalności, o ile będziesz przyklaskiwać. Hasła wykrzykiwane przy wydarzeniu politycznym, czy ten raz, gdy napomknął o tym kontrrewolucyjnym „odpadzie”, pozwoliły mu utrzymać to lukratywne zajęcie. Jego ręce, które dzisiaj kradną, oszukują klientów i „skubią” państwowe towary, podpisały przed prawie sześcioma laty nowelizację konstytucji, dzięki której system stal się „nieodwracalny”. Dla niego, tak długo jak pozwolą mu na napełnianie swoich kieszeni, socjalizm mógłby trwać wiecznie.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html