Demokracja Chevroleta

reves.jpg

W owych dniach odbywa się nowe posiedzenie Zgromadzenia Narodowego. Jednak to, co ma miejsce we wnętrzu Palacio de las Convenciones (Pałac Konwentu  – przyp. tłum.) nie wywołuje wśród Kubańczyków wielu oczekiwań. Nawet oficjalne oświadczenie o niskim poziomie nauczycieli szkół średnich i podstawowych nie sprawi, że poczujemy się reprezentowani. Przed dwoma laty my, rodzice, skarżyliśmy się, bez żadnego rezultatu, na katastrofę edukacyjną wywołaną obecnością przy nauczycielskich biurkach młodych, nieprzygotowanych ludzi. Dopiero teraz komisje parlamentarne biorą to pod uwagę.

W tym samym zwolnionym tempie docierają do nas obietnice materiałów budowlanych, licencji dla wszystkich, którzy chcą używać swojego samochodu jako taksówki i większej ilości produktów na rynku racjonowanym dla noworodków. Wszystkie te deklaracje przyjęliśmy jak głodujący, któremu oferuje się tylko szklankę wody. Ale oczywiście nie jesteśmy rozczarowani, nie oczekiwaliśmy zbyt wiele od tego zbierającego się dziś parlamentu.

Może gdyby Zgromadzenie Narodowe obradowało we wnętrzu jednego z tych chevroletów, krążących po ulicach Hawany, odważono by się żądać tego, czego naprawdę chcemy. Tylko na tych podstarzałych siedzeniach, osłonięci anonimowością i chronieni przez prędkość, zdolni jesteśmy do wyrażenia tego, co się nam nie podoba. Niech mi Państwo wierzą, to, co mówi się w tych starych puszkach na kołach nie kończy się na krytykach dotyczących niemożliwości kupna piasku czy zbrojenia ani na prośbach o większą ilość materiału na pieluszki. W towarzystwie warczącego silnika benzynowego i przy skrzypiących drzwiach odbywa się inna sesja parlamentarna, nie tak duża, z mniejszą władzą, ale – bezdyskusyjnie – bardziej autentyczna.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Dziennikarstwo albo literatura

avispas_negras.gif

A propos kongresu UPEC (Universitat Progressista d’Estiu de Catalunya, zrzeszenie ludzi o poglądach lewicowych, założone 11.11.2004, składające się z centrów uniwersyteckich i organizacji pozarządowych; na corocznym kongresie, odbywającym się w Barcelonie dyskutują oni o problemach socjalnych i sytuacji Katalończyków jako narodu – przyp. tłum.)

Po skończeniu szkoły średniej miałam ochotę zostać dziennikarką. Wraz z dwoma przyjaciółkami wzięłyśmy lekcje indywidualne u nauczycielki, by przygotowała nas do egzaminów wstępnych na uniwersytet. Kobieta ta twierdziła uparcie, że nigdy nie będę dobrą dziennikarką, bo wszystko we mnie wskazuje na inny zawód: filologa. Jej przekleństwo się spełniło, skończyłam zajmując się słowami, fonetyką i pojęciami z dziedziny literatury, zamiast gonić za wydarzeniami.

Nie tylko wróżba tego hawańskiego Terezjasza oddaliła mnie od pracy w dziedzinie informacji, ale też przekonanie, że w społeczeństwie napiętnowanym cenzurą, oportunizmem i podwójną moralnością bycie dziennikarzem jest źródłem tysiąca i jednej frustracji. Poznałam Reinaldo, wyrzuconego z Juventud Rebelde (Buntownicza Młodzież – przyp. tłum.), bo „jego sposób myślenia nie był zgodny z linią  gazety” i patrzenie na jego marzenia o pisaniu, marnowane przy pracy mechanika naprawiającego windy, było gwoździem do trumny moich młodzieńczych snów.

Minęła Głasnost i wśród reporterów i czytelników na Kubie szerzyło się poczucie straconej okazji. W telewizji powtarzano nam w kolko, że zwiększa się produkcja, że kraj się nie podda i że „niezwyciężony lider” doprowadzi nas do zwycięstwa, podczas gdy nasze życie zaprzeczało każdemu triumfalnemu zdaniu i każdej zawyżonej cyfrze. Nie raz odetchnęłam z ulgą, że nie zostałam dziennikarką. Czułam się bezpiecznie w moim świecie przenośni.

Jednak oba zawody nie były aż tak oddalone od siebie, jako że spora część dziennikarstwa prezentowanego przez oficjalne kubańskie media ma sporo z literatury. Tak więc, starając się uciec w kierunku fikcji, tego, co iluzoryczne i teatralne, uświadomiłam sobie, że kubańskie dzienniki były wypełnione tym samym: postaciami, w które nikt nie wierzy, futurystycznymi historiami, które nigdy się nie zmaterializują i roześmianymi twarzami, wybranymi spośród tysiąca przestraszonych obliczy.

Owa nielegalna (sic!) pani profesor chciała mnie ostrzec poprzez swoją przepowiednię przed czymś, co odkryłam sama lata później: spośród fikcji naszej prasy i naszych pisarzy ta druga da mi więcej pewności.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Świadectwo i mnóstwo zamieszania

vendedor_claria.jpg

Kończy się rok szkolny i już widzę zagrożenie dla mojego racjonowanego chleba. Mój syn przez dwa miesiące nie będzie chodzić do szkoły i, w obawie przed wakacjami, gotowy zjeść nawet klamki od drzwi. Nie zadowoli się mącznymi 80 gramami, które dostaje z przydziału i na pewno rzuci się na porcję chleba przypadającą mi lub jego tacie.

Już teraz przygotowuję się na pytania typu: „Mamo, nie odwiedzimy rodziny w Camagüey?”i moje tłumaczenia, że kolejka do międzyprowincjonalnych omnibusów sięga trzech dni i że już teraz sprzedają bilety na drugą połowę lipca. Nie uspokoi go też fakt, że ceny podroży w ciasnych Yutongach (chińskie autobusy – przyp. tłum.) do środkowej części wyspy sięgają wysokości półmiesięcznej pensji przeciętnego pracownika.

Postaram się jednak sprawić mu przyjemność, dam mu swój chleb, spędzę trzy noce śpiąc w kolejce po bilet do Camagüey i nawet pożyczę mu na parę godzin PlayStation od sąsiada. A wszystko to, bo skończył siódmą klasę z dobrymi ocenami i trzeba go za to nagrodzić. W zeszłą sobotę było zakończenie roku szkolnego i wrócił do domu ze swym świadectwem, od progu wydając swój wojenny okrzyk: „Mam wakacje!”

Tyle, że nie wiem, co właściwie skończył mój syn, siódmą klasę czy Szkołę Partii Komunistycznej   “Ñico Lópeza” (rewolucjonista kubański z lat 50., zwolennik Fidela Castro – przyp. tłum.). Zamieszanie powstało, gdy spojrzałam na świadectwo, które zostawiam Państwu tutaj ( aquí ), aby sami mogli ocenić, skąd moje wątpliwości. Co Państwo o tym myślą?

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Czas „trzecich”

embajada2.gif

Cała rodzina jest zaangażowana w poszukiwanie papierów potwierdzających hiszpańskie pochodzenie dziadków od strony mamy. Przekopują archiwa, wypytują tych, którzy kiedyś byli sąsiadami tej asturyjskiej zrzędy i kanaryjskiego gołąbka, który był jej mężem. Już mają metryki urodzenia i akty chrztu wszystkich wujków i nawet postarali się przeszukać internet i przejrzeć bazę danych „Ziemii obiecanej”. Do listopada powinni zrobić drzewo genealogiczne udowadniające, że są wnukami Hiszpanów, „trzecimi” w linii sukcesyjnej, co może im zagwarantować nowy paszport.

Ambasada hiszpańska w w Hawanie przygotowuje się na tsunami Kubańczyków, którzy będą mogli przedstawić dowód swojego pochodzenia z Półwyspu na końcu tego roku. Są potomkami tych, którzy niegdyś wybrali się w podroż na tę wyspę w poszukiwaniu lepszych możliwości. Wielu z tych, którzy  emigrowali w połowie XX wieku zapuściło tu swoje korzenie, straciło akcent i poczuło się Kubańczykami. Teraz ich wnukowie chcą poznać powrotną drogę, pchani brakiem perspektyw i pieniędzy.

Mój sąsiad Yampier jest wśród tych prawie trzech milionów Kubańczyków, zainteresowanych odzyskaniem swoich hiszpańskich korzeni. Aby zaadaptować się do nowych warunków, zaczął czytać biografie Juana Carlosa i Sofii (hiszpańska para królewska – przyp. tłum.) i mówić “Madriz” a nie “Madrí”(obie nazwy odnoszą się do Madrytu– przyp. tłum.), jak to wymawiamy tutaj. Stał się fanatykiem Barçy (Klub piłkarski z Barcelony, właściwie nie hiszpański, tylko kataloński, dla ludzi spoza Hiszpanii to rozróżnienie może nie być zrozumiale, ale kto rozmawiał kiedyś z Katalończykiem, od razu zorientuje się, o co chodzi – przyp. tłum.) i recytuje fragmenty „Pieśni o Cydzie” (epos z okresu hiszpańskiego średniowiecza, kanwa wielu późniejszych dzieł literatury  – przyp. tłum.) lepiej niż większość mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego. W schowku umieścił swój szary paszport, na którym napisane jest Republika Kuby i któremu przyglądają się z nieufnością na wszystkich lotniskach świata.

Za kilka lat, gdy ktoś zapyta go o pochodzenie, powie coś w stylu: ”część dzieciństwa i młodości spędziłem na Kubie, ale w rzeczywistości jestem Europejczykiem”. Jednak bez wątpienia jego babcia Asunción i dziadek Francisco będą nadal spoczywać tak, jak chcieli – na Cmentarzu Kolumba w Hawanie.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Sieć obywatelska

disco_generaciony.jpg

To, co zaczęło się jako indywidualny impuls, zamienia się w miejsce spotkań dla dyskusji i debat. Generacji „Y” udało się wciągnąć mnóstwo osób z rożnych części świata, które pomagają mi w aktualizacji, tłumaczeniach i rozpowszechnianiu tekstów. Głowna pomoc skierowana jest na zamieszczanie tekstów, ponieważ od ostatniego tygodnia marca nie mogę zalogować się na stronie w publicznych kawiarenkach internetowych ani w hotelach. Tak więc wysyłam moje teksty mailem, niektórzy przyjaciele je publikują i wysyłają mi, też pocztą elektroniczną, komentarze zostawiane przez czytelników. Jestem niewidomą blogerką, cybernautką z dziurawym pontonem, która pływa dzięki wsparciu spontanicznej sieci obywatelskiej.

Cały portal http://www.desdecuba.com jest blokowany przez serwery lokali publicznych. Regularnie robię kopie informacji na temat błędu, które wyświetlają przeglądarki internetowe, kiedy próbuje się dostać na stronę, zostawiam tu próbkę. Wiem też, że brak połączenia nie jest permanentny. Przyjaciele, którzy mają internet w miejscach pracy, mogą otworzyć link, ale to niewiele mi pomaga, bo do tych miejsc nie mam dostępu ja.

Mimo to mam taką samą chęć pisania tego dziennika pokładowego jak wtedy, gdy zaczęłam. Teraz z większym uporem, ponieważ nie istnieje dla mnie nic bardziej atrakcyjnego, niż to, co niemożliwe. Aby ominąć problemy z połączeniem i dotrzeć do czytelników na wyspie, inni przyjaciele stworzyli minidysk z zawartością blogu, które dystrybuują bezpłatnie. Pragnę podziękować wszystkim za wsparcie, wiosła i wiatr, które pozwalają mi utrzymać kurs.