Dziennikarstwo albo literatura

avispas_negras.gif

A propos kongresu UPEC (Universitat Progressista d’Estiu de Catalunya, zrzeszenie ludzi o poglądach lewicowych, założone 11.11.2004, składające się z centrów uniwersyteckich i organizacji pozarządowych; na corocznym kongresie, odbywającym się w Barcelonie dyskutują oni o problemach socjalnych i sytuacji Katalończyków jako narodu – przyp. tłum.)

Po skończeniu szkoły średniej miałam ochotę zostać dziennikarką. Wraz z dwoma przyjaciółkami wzięłyśmy lekcje indywidualne u nauczycielki, by przygotowała nas do egzaminów wstępnych na uniwersytet. Kobieta ta twierdziła uparcie, że nigdy nie będę dobrą dziennikarką, bo wszystko we mnie wskazuje na inny zawód: filologa. Jej przekleństwo się spełniło, skończyłam zajmując się słowami, fonetyką i pojęciami z dziedziny literatury, zamiast gonić za wydarzeniami.

Nie tylko wróżba tego hawańskiego Terezjasza oddaliła mnie od pracy w dziedzinie informacji, ale też przekonanie, że w społeczeństwie napiętnowanym cenzurą, oportunizmem i podwójną moralnością bycie dziennikarzem jest źródłem tysiąca i jednej frustracji. Poznałam Reinaldo, wyrzuconego z Juventud Rebelde (Buntownicza Młodzież – przyp. tłum.), bo „jego sposób myślenia nie był zgodny z linią  gazety” i patrzenie na jego marzenia o pisaniu, marnowane przy pracy mechanika naprawiającego windy, było gwoździem do trumny moich młodzieńczych snów.

Minęła Głasnost i wśród reporterów i czytelników na Kubie szerzyło się poczucie straconej okazji. W telewizji powtarzano nam w kolko, że zwiększa się produkcja, że kraj się nie podda i że „niezwyciężony lider” doprowadzi nas do zwycięstwa, podczas gdy nasze życie zaprzeczało każdemu triumfalnemu zdaniu i każdej zawyżonej cyfrze. Nie raz odetchnęłam z ulgą, że nie zostałam dziennikarką. Czułam się bezpiecznie w moim świecie przenośni.

Jednak oba zawody nie były aż tak oddalone od siebie, jako że spora część dziennikarstwa prezentowanego przez oficjalne kubańskie media ma sporo z literatury. Tak więc, starając się uciec w kierunku fikcji, tego, co iluzoryczne i teatralne, uświadomiłam sobie, że kubańskie dzienniki były wypełnione tym samym: postaciami, w które nikt nie wierzy, futurystycznymi historiami, które nigdy się nie zmaterializują i roześmianymi twarzami, wybranymi spośród tysiąca przestraszonych obliczy.

Owa nielegalna (sic!) pani profesor chciała mnie ostrzec poprzez swoją przepowiednię przed czymś, co odkryłam sama lata później: spośród fikcji naszej prasy i naszych pisarzy ta druga da mi więcej pewności.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s