Niemowlę ze smoczkiem

yo_con_cartel.jpg

To niewygodne dzieciństwo obywatelskie, w którym muszę prosić o pozwolenie na prawie wszystko, nie zmienia się wraz z osiągnięciem dojrzałości. Wcześniej moi rodzice pilnowali, żebym nie połykała śrubek albo żebym nie wkładała palców do gniazdka, teraz kontrola pochodzi ze strony państwa. Pod “ochrona” tego surowego opiekuna nie ma wiele miejsca na gierki ani na wykłócanie się; jeszcze mniej na to, by wyjść samemu.

Ostatnio postrzegam siebie jako niemowlę w pieluchach, czekając na pozwolenie na wyjazd do Madrytu i odebranie Nagrody Ortegi y Gasseta. Pozwolenie na lot w sobotę 3 maja – w dniu wolności prasy – jest “wstrzymane” przez tajemniczy Urząd ds. Imigracji i Spraw Zagranicznych, który nie udziela mi żadnych wyjaśnień. Dla tej mającej władzę instytucji wciąż jestem niemowlakiem, któremu się nie mówi, że dostanie zastrzyk.

Jaka mam ochotę, żeby dorosnąć… stać się dorosłą i móc wychodzić i wracać kiedy chcę!