Głosujmy na humor

Wygłaszam mowę, która związana w twoich ustach, zaczyna rozwiązywać się w moich.

                                                                                                                             Walt Whitman

mente_pollo.jpg

Postać komiczna, o pseudonimie Mente Pollo (Umysł kurczaka – przyp. tłum.), rozśmiesza nas do łez co środę. W godzinach emisji programu na kanale Cubavisión, ten bystry “profesor” mówi to, o czym my szeptamy na ulicy. On może to zrobić, chociaż stoi przed kamerami telewizyjnymi, ponieważ chronią go żart i metafora. Mimo to jego krytyki są czasem tak jasne i bezpośrednie, że my, siedzący przed ekranem, zaczynamy się niepokoić, co może się stać z aktorem wcielającym się w jego rolę. Jesteśmy mu wdzięczni, że wyśmiewa naszą absurdalną codzienność i ma odwagę wytknąć to, czego nasi właśni parlamentarzyści nie są zdolni wyrazić podczas sesji parlamentu. Tak więc Mente Pollo stać się jedyną osobą publiczną, która reprezentuje moje żądania. Czy znaczy to, że na dźwięk żartu krytyka dociera dalej?

W zeszły czwartek kilku przyjaciół, których spotkałam, powiedziało mi: „Są o krok od zamknięcia programu „Deja que yo te cuente” („Pozwól, że ci opowiem” – przyp. tłum.). Krytykują bardzo dosadnie…”. Ale nie, dostojny i mądry, godzien szacunku i myślący doktor Mente Pollo i inni jego koledzy tylko ujmują w sposób komiczny to, co my myślimy na serio każdego dnia. Na przykład w jego przedostatnim wystąpieniu prognozował konfuzję archeologów z przyszłości, gdy znajdą resztki kurczaka z naszych czasów. Ciężko będzie im zrekonstruować to zwierzę, które pojawiając się na rynku racjonowanym albo na tym, gdzie się płaci w pesos convertibles nigdy nie ma piersi.

Tak oto program z udziałem „Mente Pollo”, „Lindoro Incapaz” („Niezdolny Lindoro – przyp. tłum.), „Taller Rosca Izquierda”(„Zakład Lewy Gwint” – przyp. tłum.) i „Pipo Pérez” więcej mówi o naszej rzeczywistości i naszych wątpliwościach – chociaż pod pozorem programu rozrywkowego – niż Wiadomości, „Mesa Redonda” („Okrągły Stół” – przyp. tłum.) i wszyscy analitycy pojawiający się w telewizji.

Światy równoległe

cafe_cantante1.jpg

17:00 Stoję w drzwiach kawiarni „Cantante” Teatru Narodowego. Nie interesuje mnie zbytnio program, ale towarzyszę koleżance, która uwielbia tańczyć.

17:27 Porter nas pyta, z której instytucji jesteśmy, ponieważ stoły dla tubylców są zajęte przez grupę wyróżnionych śpiewaków. Wyjaśniam, że przyszłyśmy tu indywidualnie, zamiast się tym przejąć śmieje się do rozpuku. Wpuszcza nas.

18:10 Na ekranie wyświetlają północnoamerykańskie wideoklipy, podczas gdy bar oferuje piwo, rum i napoje chłodzące w pesos convertibles. Moja przyjaciółka i ja zaczynamy być otoczone przez grupę chłopców w obcisłych ubraniach, którzy tańczą prowokująco. Kiedy słyszą, że mówimy po „kubańsku” robią zdziwioną minę i odchodzą.

19:00 Nadal puszczają muzykę z płyt. Wydaje się, że grupa nie chce grać albo któryś z członków zespołu nie dojechał. Chłopcy stojący koło nas wdzięczą się teraz przed trzema Hiszpankami, które udają, że są nimi zainteresowane. Każdy z nich ma na sobie białe ubranie po to, by – dzięki światłom dyskoteki – osiągnąć efekt przykuwający uwagę.

19:40 Nikt więcej nie zbliżył się do naszego stołu. Dziwna rzecz w przypadku dwóch samotnych kobiet w klubie; ale wydaje się, że narodowość jest rozstrzygająca w kontaktach.

20:20 Nic z otoczenia, w którym się znajduję, młodzieńcy puszczający „oczka” w kierunku pań, które są od nich dwa razy starsze, cekiny i markowe ubrania pojawiające się na każdym rogu i ogólne poruszenie na widok każdego wchodzącego cudzoziemca, nie przypomina mi nakazów władz,  niezmienności politycznych przekonań i dyscypliny, które wiszą nad nami tam na zewnątrz.

20:40 Zamykają i przypuszczam, że kiedy przejdę przez ulicę i stanę twarzą w twarz z urzędami wysokiego szczebla, które znajdują się w tej okolicy, nie będę mogla pozbyć się poczucia zamieszkiwania w światach równoległych. Dwa wymiary, które efektywnie zaprzeczają jeden drugiemu.

21:00 Wychodzę i widzę odchodzących chłopaków w białych ubraniach i oddalające się panie, które mówiły z „z” (sposób wymawiania charakterystyczny dla mieszkańców Hiszpanii, w przeciwieństwie do Kubańczyków – przyp. tłum.). Idę do domu i po drodze napotykam się na ogromną tablicę ogłoszeń  na ścianie Rady Państwa. Przypomina mi się zdanie Martí: “Trzeba zawsze robić to, co w danym momencie jest konieczne”.

valla_marti1.jpg

Skrzydła i kula u nogi

titulo_propiedad3.jpg

Bycie właścicielem domu nie zawsze jest źródłem niekończących się radości. Jeżeli posiadłość należy do Pana, ale nie ma Pan środków na jej remont ani pesos convertibles na jej odmalowanie, zakup cementu czy kafelek, które są potrzebne, w takim wypadku staje się Pan właścicielem kłopotu w formie domostwa. Oczywiście wiele osób, szczególnie tych, którzy żyją na obrzeżach tego miasta w nielegalnych „prowizorkach”, marzy, by znaleźć się w kłopotach podobnych do Pańskich.

Z czasem widzi Pan, że fasada zaczyna odpadać, balkon nie jest już na tyle pewny, by się na nim zatrzymać albo że schodki klatki schodowej popękały od uderzeń wiader z wodą. To wszystko przynosi Panu troski z podwójnej i dziwnej pozycji właściciela i zarządcy. Tego ostatniego, ponieważ regulacje, zakazy i limity dotyczące Pańskiego domu są tak liczne, że ma Pan poczucie, jakby musiał Pan pytać o pozwolenie na wszystko, co ma związek z Pana domem.

Ta posiadłość, która kosztowała tyle godzin pracy, środków albo niezdrowego wyczekiwania, aż jakiś krewny umrze, po to by ją odziedziczyć, jest teraz Pańskimi „skrzydłami i kulą u nogi”. Pozwala na zaproszenie przyjaciół do życia pod jednym dachem, ale nie może jej Pan nikomu przekazać. Nawet, jeśli planował Pan „ucieczkę” zagranicę,  widmo konfiskacji – po jedenastu miesiącach – nie daje spać. Oto dom, który wydawał się być twierdzą i schronieniem, staje się obciążeniem, które dźwiga Pan na swoich plecach.

Myśli więc Pan o wynajęciu domu cudzoziemcom, by tak powstrzymać pogorszenie stanu, które można dostrzec we wszystkich jego częściach, ale już od lat nie daje się na to nowych licencji. W takim razie, decyduje się Pan zamienić go na coś mniejszego, za to w lepszym stanie. Przyjacielski głos radzi Panu, że w wypadku, gdy reforma urbanistyczna wejdzie w życie, będzie Pan otrzymywać pieniądze za tą redukcję, mogą nawet pozbawić Pana własności.

Tak oto rezygnuje Pan ze spoglądania na dom rozsypujący się na Pańskich oczach. Przynajmniej ma Pan tytuł własności dający możliwość wachlowania się, podczas gdy on się rozpada.

Tam z góry

bus_biplanta.jpg

Nowa linia omnibusów jeździ od kilu tygodni po ulicach Hawany. Ze swym kolorem intensywnej czerwieni, wielkimi reklamami i niestandardowym górnym piętrem, sunie ów „statek kosmiczny” głównymi arteriami trasa, za która trzeba zapłacić piec pesos convertibles. Klientami są turyści zainteresowani skondensowanym spacerem po głównych miejscach naszego miasta. Wspaniała okazja dla tych, którzy wola podziwiać z poziomu drugiego pietra to, co z perspektywy parteru wygląda zupełnie inaczej.

Spaleni silnym majowym słońcem naciskają guziki swych aparatów i uwieczniają mój krajobraz miejski w postaci zepsutych kratek kanalizacyjnych, popękanych płytek chodnikowych i zaświerzbionych psów. My tymczasem obserwujemy ten mały dwupiętrowiec jakby pojawił się z folderu reklamującego podroż do Nowego Jorku lub Tokio. Ze swych siedzeń „tam w górze” szczęśliwe twarze podróżnych mówią nam o takiej Hawanie, jaka jest dostępna tylko ich oczom. Prawdę mówiąc nie dziwi mnie cala ta krótkowzroczność, przecież wpływ, jaki ma na jakość postrzegania odświeżające mojito (koktajl alkoholowy, pochodzenia kubańskiego na bazie białego rumu o orzeźwiającym smaku – dop. tlum.), są powszechnie znane.

Widząc ich na tym ruchomym tarasie, zawołałam sąsiada, który kiedyś mnie zapytał: „Jaka jest najbardziej widoczna różnica między turystą a Kubańczykiem?” W swojej prostocie wymieniłam mu kremy przeciwsłoneczne, przewodniki Lonely Planet i spray przeciw komarom… ale nie. Odpowiedz jest bardziej ewidentna: Turysta zawsze patrzy w gore. Jest oczarowany architekturą, witrażami, łukami i kolumnami; a my Kubańczycy chodzimy skupieni na dziurach, które mogłyby zagrozić naszym kostkom”. Chociaż chodzi tu o jeden z przypadków przesadzania, które kończą się cliché, wydaje mi się, że ten dwupiętrowy omnibus podąża w te samą stronę co żart mojego sąsiada. Tam z góry nie widać nic, co mogłoby stanąć między oczami tych zaślepionych turystów a budynkami starszymi niż jeden wiek. Nawet my – mniej urodziwi w tym krajobrazie – jesteśmy przeszkodą na drodze ich zachwytu tym, co znajduje się powyżej naszych głów.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Trochę porządku… choć bez cenzury

dialogo.jpg

Wobec rozmiaru i znaczenia, jakiego nabrały komentarze do tego blogu, nadszedł już czas, by uregulować ich publikacje, by nie zamieniały się w przekleństwa, przemoc słowną i ataki personalne. W imię rozkwitu szczerej polemiki i pełnej wzajemnego szacunku debaty należy podnieść poziom moderacji w Generacji Y.

Znane powszechnie mieszkańcom Kuby problemy z dostępem do sieci nad sieciami nie pozwalają mi pełnić funkcji „arbitra – moderatora” między polemizującymi, tak więc udało mi się zorganizować grupę współpracowników – nie nagradzanych żadnymi prezentami ani nie uczestniczących w dyskusjach, ani tym bardziej nie ingerujących w tematykę – którzy będą stosować się do następujących reguł:

 Usuwane będą komentarze zawierające przekleństwa skierowane do jakiejkolwiek z osób, zachętę albo obronę wobec przemocy
 Filtry WordPress usuną automatycznie wszystkie te komentarze, które zawierają słowa wulgarne i wyeliminują te, które się powtarzają
 Jeśli chce się dołączyć jakiś dokument, na podstawie którego buduje się swoja argumentacje, najlepiej będzie podać link do strony, na której ów tekst się znajduje, dołączając krótki opis jego związku z tematem. Wszystkie linki będą sprawdzane a te, które nie odpowiadają kryterium koherencji zostaną usunięte. Zbyt długie dokumenty będą zastępowane przez adres dostępu do nich, ponieważ naszym celem jest zmniejszenie długości wpisów.
 Wykluczone zostają komentarze tych, którzy podszywają się pod inna osobowość.
 Nie można publikować komentarzy, jeśli nie są w alfabecie łacińskim
 Poleca się nie dodawać komentarzy pisanych w całości wielką literą, ponieważ są one postrzegane jako krzyki i lamenty

Ci, którzy regularnie biorą udział w dyskusjach poczują, że nowe reguły pomogą podnieść poziom debaty. Bojkotującym i chłopcom z Brygady Odpowiedzi Cybernetycznej nie przypadnie to zbytnio do gustu… ale końcem końców nie można zadowolić wszystkich.

Nowa podwyżka cen

detergente.jpg

Pół miesiąca temu podwyższyli Marcie emeryturę o 35 pesos kubańskich. W kolejce w banku, gdzie pobiera czeki spotkała swoją przyjaciółkę, która jej poradziła: “Nie ciesz się tak, teraz nadejdzie odpowiednia podwyżka cen!” Ale skoro nasze ulice pełne są pesymistów i czarnowidzów, nie uznała tego prorokowania za niepokojące. Wielki błąd, ponieważ kiedy w sobotę poszła na zakupy, zauważyła, ze potrzebuje więcej pieniędzy by zapłacić za podstawowe produkty w sklepach, w których płaci się w pesos convertibles1) .

Mając sześćdziesiąt dwa lata, Marta nie dziwi się już prawie niczemu, niemniej przestraszyła się widząc, butelkę oleju, za która wcześniej płaciła 1.90 CUC – około 45 pesos kubańskich – z nowa cena 2.30 CUC. Nie słyszała żadnego oficjalnego komunikatu o podniesieniu cen i mogłaby przysiąc, że oczekiwania większości ludzi były zgoła odmienne. Tak więc ta „wspaniałomyślna” podwyżka jej emerytury starcza jej tylko na zakup saszetki zupy w proszku i 300 – gramowa paczkę proszku. Ten ostatni produkt można teraz dostać po 1.30 CUC, o 30 % drożej niż w zeszłym tygodniu.

Niestety będzie musiała przyznać racje przyjaciółce, gdy spotka ja kolejny raz. Przyznać, że podniesienie wynagrodzeń znajdzie z czasem swoje odzwierciedlenie w podwyżkach cen.

1) Na Kubie od 1994 roku istnieją oficjalnie dwie waluty, peso i peso convertible (CUC$), to ostatnie zastąpiło dolara amerykańskiego, który nie jest już oficjalną walutą Kuby, wartość peso convertible wynosi obecnie 1.08$, używane jest tylko wewnątrz kraju, nie jest uznane przez ISO 4217.

Szczęśliwi wieśniacy

campesinos.jpg

Zapakowali do plecaków puszki z mięsem, parę świec i stary aparat Zenit. Pojechali pociągiem do Santiago de Cuba i poszli w góry wczesnym rankiem w sobotę. Chcieli dojść pieszo do Baracoi, na noc rozbijać obóz w sercu gór i kochać się w namiocie w poczuciu jakby mieli znowu po szesnaście lat. Według planu mieli być w drodze cztery dni a we wtorek pojawić się w sposób spektakularny w stolicy Kuby.

Po spędzeniu tam pierwszej nocy zobaczyli wieśniaka ze stadem mułów. Wątpliwości czy ujawniać swoja obecność, czy też nie, zostały rozwiane przez jego propozycje: “Zapytajmy go, gdzie jest najbliższe gospodarstwo wiejskie”. Ona, rozsądniejsza, próbowała mu uzmysłowić, że góry nie są już takie jak dawniej, kiedy wieśniacy dzielili się z przybyszami tym niewielkim dobytkiem, który posiadali. Mimo to zbliżyli się do niego i zostali zbesztani: „Co Państwo tu robią? Nie można spacerować po górach bez pozwolenia”.

Było już za późno, żeby uniknąć tarapatów i zmuszeni byli pójść z mężczyzną do najbliższej wioski, gdzie postawieni zostali w krzyżowym ogniu pytań. Nauczyciel z lokalnej szkoły powiedział, ze muszą spokojnie poczekać, aż przyjedzie policja i nalegał, by wyjawili mu, kto podsunął im pomysł, żeby się włóczyli po Sierra Maestra. Ona opowiedziała im o Zen, magicznej energii i pewnych ćwiczeniach Tai Chi, łączących z naturą. Nie uwierzyli im.

Wieczorem pojawił się szef sektora owej strefy i musieli mu powtórzyć, że tylko chcieli pospacerować, rozbić biwak wśród drzew i dojść do Baracoi najdłuższą trasa. Zawieźli ich do Santiago, na posterunek policji i wsadzili ich do autobusu w kierunku Hawany. Podczas tej długiej podroży nie byli w stanie zapomnieć mieszkańców ten zagubionej w górach wioski, którzy mówili do policjanta: „Niech Pan ich stad zabierze, są zamieszani w coś podejrzanego. Kto wpadłby na pomysł, żeby chodzić po górach?”