Druga runda

                                                                              cuba10-b.jpg

W “Granmie” (kubański dziennik, wyd. od 1965r., organ Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Kuby – przyp. tłum.) ogłoszono nową rundę rozmów, tym razem z tekstem wystąpienia Raula Castro z 24 lutego br. Obrady są skierowane do związków zawodowych i będą trwać do końca marca i przez cały kwiecień. Bez ogłoszenia do tej pory rezultatów debaty z września i października zeszłego roku, zaczyna się nowa runda „ściany płaczu”.

Po usłyszeniu tej wiadomości mieliśmy poczucie dziwnego deja vu, które udzieliło się naraz 11 milionom ludzi. Nie przeżyliśmy już „tego” niedawno?

Diagnoza medyczna

Wiem, że wiele osób niepokoiło się tym, co stało się z Generacją „Y”, jestem im więc winna wdzięczność i bardziej szczegółowe wyjaśnienia.

W zeszły wtorek moja przyjaciółka zawiadomiła mnie, że nie można wejść na niektóre blogi i miejsca  zarządzane z Wyspy.  Do niedzieli niemożliwe było połączenie się z wyszukiwarkami, gdzie Kubańczycy umieszczają swoje ogłoszenia o kupnie i sprzedaży, jak http://www.cu.clasificados.com ani z całą platformą desdecuba.com. „Filtrowany” był też dostęp do blogu Revolico http://www.revolico.net/ i oczywiście do chłopców z Potro Salvaje  http://www.desdecuba.com/potro.

Może się wydawać niewiarygodne, że z tak ograniczonym dostępem do internetu my, Kubańczycy, tak szybko zauważyliśmy blokadę tych stron, ale tak właśnie było. Po wielu zawiadomieniach nerwowych czytelników poszłam do publicznej kawiarenki internetowej by potwierdzić – dla siebie samej – cenzurę.

W poniedziałek wydawało się, że otworzyła się dziura w filtrze albo że odpowiedzialny za utrzymanie go zaspał, w każdym razie po południu można było surfować po tych tak „niebezpiecznych” stronach. We wtorek znowu stały się niedostępne, chociaż niektórzy posiadacze silniejszego łącza mówili, że byli w stanie wejść na strony po odczekaniu ponad 20 minut. Z tą gierką, wprowadzającą zamieszanie, zostawili nas po dziś dzień.

Z tego, co widzę, wprowadzili jakiś filtr, który powoduje opóźnienia w wejściu na stronę, co uniemożliwia lekturę kubańskim internautom. W niektórych miejscach z większą przepustowością, jest możliwe otwarcie strony głównej, ale bez dostępu do komentarzy, nie wspominając już o zarządzaniu nią. W ten sposób poprzez prosty podstęp wyeliminowali sporą część uczestników z Kuby.

Chcę powiedzieć tym, którzy w danym momencie monitorują mój blog i filtrują go, tym kapitanom  Weisler, którzy się nam przyglądają, że będziemy im wdzięczni, jeśli zapadną w sen i dadzą wejść wirtualnym żeglarzom. Nie zagramy im co prawda symfonii, ale może uda się nam sklecić parę akordów.

O cięgach i „prześladowanych” stronach

yoani_graffiti1.jpg

Przyznaję, że źle się zachowuję. Przeciwstawiam się nakazom, szukam gruszek na wierzbie, wymagam przeprosin, których nigdy nie dostaję i, to moja największa głupota, wyrażam swoje opinie na blogu – podając imię i załączając zdjęcie. Jak Państwo widzą, tak impertynencka w wieku 32 lat – muszę trafić do poprawczaka.

Tak więc anonimowi cenzorzy naszej wygłodniałej cyberprzestrzeni chcieli zamknąć mnie w pokoju, zgasić światło i nie wpuszczać moich przyjaciół. To oznacza, w języku sieci, że zablokowano mi miejsce w sieci, filtrowano stronę i w końcu uniedostępniono blog moim rodakom, by nie mogli go czytać. Od paru dni Generacja „Y” jest jedynie wiadomością o wystąpieniu błędu na ekranach wielu kubańskich komputerów. Kolejne zablokowane miejsce dla internautów z Wyspy.

Moje teksty, jak i teksty innych bloggerów i dziennikarzy internetowych sprawiły, że nagonka inkwizytorów wykonuje swoje śmieszne zadanie. Przez wystąpienia dorosłych rebeliantów doczekaliśmy się cięgów, surowego spojrzenia i zbesztania. Jednak ta reprymenda jest tak bezskuteczna, że aż żal chwyta za serce i tak łatwa do wykpienia, że zamienia się w zachętę.  

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Uporczywie puste krzesło

24 grudnia napisałam post zatytułowany „Puste krzesło”, gdzie opowiadałam o piątych Świętach Bożego Narodzenia obchodzonych bez Adolfo Fernández Saínza, uwięzionego od czarnej wiosny 2003 roku. Dziś stół jest nadal nakryty, rodzina wciąż wyczekuje, a syn zadaje mi coraz bardziej niewygodne pytania, kiedy wróci Adolfo, podczas gdy jego żona Julita przemierza co trzy miesiące setki kilometrów, by go odwiedzić.

Jeszcze nie nastał koniec roku, ale nadeszła Wielkanoc i za moimi drzwiami znajduje się cieniutki liść palmowy, który zwiastuje „zmartwychwstanie”. Mam nadzieję, że niedługo nie będzie już niekompletnych stołów na wyspie, że nikt nie zasłuży sobie na trafne zdanie, wypowiedziane przez mojego małego Teo, gdy dowiedział się on o zatrzymaniach:
„W takim razie pozostajecie wolni, ponieważ jesteście trochę tchórzami”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Cielęcina „macho” i krowa, która popełniła samobójstwo

ternera_macho.jpg

Ta szczególna rzeczywistość, w której żyjemy, pomaga bardzo przy tworzeniu literatury. Każdy mały szczegół z naszego życia codziennego emanuje fantazją, paradoksem i fikcją. Do tego stopnia, że czytanie wyboru opowiadań jak „Cielęcina „macho” i inne absurdy” Angela Pérez Cuzy zamienia się w spacer po niesprawiedliwościach dnia powszedniego. Akceptujemy fakt, że jedna z postaci z książki opowiada nam, że “Byk Bravo i wół Preña´o są krowami o imionach wołów”, bo jest to sposób wymyślony przez wieśniaków, by uniknąć zobowiązania sprzedaży mleka państwu.

Temat wołowiny jest jednym z najbardziej surrealistycznych na dzisiejszej Kubie. To zwierzę z wymionami i rogami wydaje się być w tych okolicach tak święte jak w Indiach. O ile w kraju azjatyckim motywy są magiczno – religijne, o tyle na tej karaibskiej wysepce biurokraci, wraz ze swymi regulacjami i zobowiązaniami, stworzyli „kult bydła”. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do sytuacji, że kiedy w temacie pojawia się przeżuwacz, bez wzruszenia czytamy taki akapit:

„Wiedzą Państwo, od kiedy nie jadam wołowiny? Nie? Ja też nie. A mógłbym, bo mam bydło i nadal mogę zapłodnić Mazorrę  i Josefinę.”. ”Ale nie mogę zabić moich zwierząt. Jeśli jedno z nich zachoruje albo ulegnie wypadkowi, muszę zadzwonić do Planu, żeby przysłali lekarza i inspektora, aby mi dał pozwolenie. Ostrożnie z poćwiartowaniem go aby zjeść! Nic z tego! Trzeba je spalić, wraz z papierami i wszystkim”. „A jeśli są cielakami, jeszcze gorzej. W ten sposób szukasz sobie oczywiście kłopotów. Pełne śledztwo, psy policyjne”.

Lektura stron tego „guantanamero” (mieszkaniec Guantanamo– przyp. tłum.), profesora matematyki, przypomniała mi pewną anegdotę sprzed ponad dwudziestu lat. Jechałam sowiecką lokomotywą, prowadzoną przez mojego ojca w latach osiemdziesiątych. Z siedzenia kierowcy widziałam coś poruszającego się po linii, 100 metrów przed nami. To była krowa, przywiązana w ten sposób, że jej głowa zostawiona była na łaskę pociągu. Zwierzę muczało i próbowało się uwolnić, bezskutecznie. Z naiwnością moich dziesięciu lat krzyknęłam do taty: „Zatrzymaj się! Na linii przywiązana jest krowa!”. Ale pociąg z trzydziestoma wagonami obciążenia nie zatrzyma się tak łatwo, a już na pewno nie z powodu zwierzęcia. Mój ojciec, z opanowaniem kogoś, kto widział gorsze rzeczy na tej żelaznej drodze, wyjaśnił mi: „Nie przejmuj się, ich właściciele sami je tu przywiązują, tak by pociąg je zabił i mogli je zjeść”. „Dopiero, gdy je przejadę, mogą cieszyć się ich mięsem”.Parę sekund później suche uderzenie potwierdziło, że ofiara została już złożona. Patrząc przez okno zdołałam zobaczyć grupę roześmianych wieśniaków, biegnących w stronę trupa.

Podejrzewam, że przez te dwie dekady, które minęły od tego „samobójstwa”, wieśniacy zdążyli się już podszkolić w przywiązywaniu swoich krów do linii

kolejowych. Pérez Cuza ma więc wiele materiałów do swoich opowiadań.

Ternera macho y otros absurdos

Angel Pérez Cuza

Ediciones Espuela de Plata, 2007

Sevilla, España
Blog del autor: http://delitomayor.blogspot.com/

Ostatni dla tosterów?

litrografia_cesar_leal.jpg

 Echo bębnów ogłaszających zbliżającą się sprzedaż komputerów, odtwarzaczy DVD i innych sprzętów AGD, dotarło do mych uszu, podobnie jak ostatnie plotki, że “tan-tan” zaczyna się za granicą, ale w sklepach mojej dzielnicy nikt nic nie wie o „technologicznej powodzi”. Tak pełna rezygnacji wobec zmian, które nie następują, zaczęłam wierzyć, że owszem, znosi się weto przeciw kupnu komputerów lub lepiej powiedziawszy, rozkłada się ono wobec swojej niewystarczalności.

Z wieloma dekadami opóźnienia, memorandum pozwoli skomercjalizować sprzedaż owych sprzętów, chipów i optycznych lektorów, którzy tworzą, odtwarzają i rozpowszechniają informacje. Powodem wcześniejszego braku pozwolenia na sprzedaż nie było zużycie prądu, ani obawa przed różnicami społecznymi, ale to, że aż do wczoraj możliwa była kontrola ich rozpowszechniania. Odkąd IPod mieści się w kieszeni, minidysk przechowuje wiele filmów a chuda kostka Memory Flasha zawiera setkę dokumentów, jaki sens miałyby zakazy? Po co tracić siły na walkę, która i tak ma już zwycięzcę: technologię.Mimo to proces otwarcia będzie stopniowy i będzie się odbywać z przerwami. Jasna gra, w której marchewką jest klimatyzacja, którą będzie można kupić w 2009 czy symboliczny toster, na który trzeba będzie poczekać dwa lata. W tym tempie anteny paraboliczne dotrą do nas w połowie wieku i moje wnuki poznają, w dorosłym życiu , GPS.

Dzikie źrebię rusza do boju

potro_salvaje.jpg

Wraz z tą mieszanką humoru i tragedii, z którą traktujemy to, co się nam zdarza, grupa blogerów i informatyków kubańskich otworzyła na tej platformie nową stronę. Coś w stylu schronienia dla wszystkich tych internetowych koniokradów na Kubie, dla dzikusów uciekających brygadziście o nazwie „cenzura”.

Ten anonimowy i zbiorowy blog zapełni się świadectwami, pomysłami, trikami i sugestiami wszystkich tych, dla których impulsem jest zrobienie z internetu „przestrzeni dla opinii, której nie dają  nam państwowa prasa, radio i telewizja”. Rodzi się dokładnie w momencie, gdy na całym świecie  świętuje się dzień walki z cenzurą w internecie i marzy, by gdy następny raz nadejdzie ta data, represje informatyczne były przeszłością.

Kładę nacisk na kwestię humoru, bowiem te żółtodzioby wybrały do swojego linku nazwę “Potro Salvaje” („Dzikie źrebię” – przyp. tłum.), ale wyjaśniając, że „musimy wyzwolić poskromionego źrebaka technologii”… nie brzmi znajomo?

http://www.desdecuba.com/potro 

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html