Z tej samej kieszeni

peso_cubano.jpg

Jestem trochę roztargniona. Zostawiam zarówno klucze wewnątrz domu i zamykam drzwi, jak też zapominam portfela w lodowce. Muszę więc posługiwać się wieloma trickami, żeby niczego nie pominąć. Mam kalendarz, w którym zapisuję to, co chcę zrobić i notuję na karteczkach, porozrzucanych po całym domu, mnóstwo prac domowych, które nie pozwalają na zaniedbanie. Mimo to coś zawsze umknie mojej uwadze i powoduje „małą katastrofę”. 

Wobec oczywistych ograniczeń neurotycznych musiałam zastosować pewne środki mnemotechniczne (mnemotechnika – ogólne określenie sposobów ułatwiających zapamiętywanie, przechowywanie i odtwarzanie informacji – przyp. tłum.), aby nie postradać rozumu w obliczu dwóch systemów monetarnych rządzących na Kubie. Codzienna alternatywa co do wyboru, której waluty użyć przy płaceniu za usługi i produkty nam potrzebne wystawia na próbę mojego przedwczesnego Alzheimera. W rezultacie w „lewej” kieszeni noszę walutę zwaną „narodową”, która bardziej przypomina pieniądze z gry „Monopol”, bez rzeczywistej wartości, podczas gdy w zasięgu prawej ręki trzymam, o ile je mam, pesos convertibles.

Jeśli muszę zapłacić za przejazd autobusem, kupić gazetę czy wejść do muzeum, już wiem, że po lewej stronie moich spodni znajdują się te niczemu nie służące papierki, których używają do wypłacania nam pensji. Jednak gdy chodzi o kupienie mydła, oleju czy pasty do zębów, wiem, że nadszedł czas na zanurzenie ręki w drugiej kieszeni. Zazwyczaj przemierzając miasto rzadko znajduję coś, co każe mi wyjąć jeden z banknotów z twarzą apostoła albo figurą Tytana z brązu. Z dnia na dzień moja lewa kieszeń staje się coraz bardziej bezużyteczna, podczas gdy “waluta wymienna” zaczyna być konieczna do przeżycia.

Już od piętnastu lat żyjemy w tej monetarnej schizofrenii. Najsmutniejsze nie jest zdezorientowanie, które pieniądze używać, ale to, jak zdobyć pesos convertibles, by wsadzić je do „prawej kieszeni”. Te banknoty bez oblicza (niech się im Państwo przyjrzą, zauważą Państwo, że są na nich budynki lub statuy, nigdy bezpośredni wzrok jakiegoś bohatera) są naszą kolektywną obsesją. Aby je zdobyć, musimy robić coś zupełnie innego od tego, co prowadziłoby nas do waluty krajowej. Musimy łamać prawo, pozyskiwać zasoby na czarnym rynku, przekupować, wykonywać nielegalne prace lub, w najbardziej niewinnym z przypadków, otrzymać je od kogoś z rodziny lub przyjaciół z zagranicy.

Odległy wydaje się być dzień, w którym będziemy mogli sięgać do jednej kieszeni, wyciągać twarz Martí, Gómeza czy Maceo i kupić za pomocą „narodowej waluty” to, co sprzedaje się w naszym kraju.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s