W naprawie

Przyjaciele, jak się już pewnie zdążyliście zorientować, zmieniłam parę rzeczy w tym blogu. Między najważniejszymi z nowych funkcji jest możliwość zostawiania komentarzy.

Powoli będę musiała zrobić od nowa archiwum poprzednich postów, proszę więc Was o cierpliwość.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Otwierać!

1_73.jpg

Zostawiam tu Państwu zdjęcie z poprzedniej soboty, sprzed wejścia do kina Acapulco, gdzie poszłam, by zobaczyc film „ Życie na podsłuchu”. Myślę, że panował tam największy tłok, jaki widziano na tym festiwalu. My, stojący na zewnątrz, krzyczeliśmy „Otwierać!”, widząc, że zamykają drzwi przed niekontrolowaną „lawiną”, która chciała wejść. Mam przeczucie, że ten krzyk nie ograniczał się tylko do przekroczenia progu kina Acapulco, ale był wołaniem skierowanym do „Ucisku” wielką literą. Ja też krzyczałam, myśląc o blokadach, ograniczeniach i granicach, które muszą zniknąć i pozwolić nam przejść.

„Otwierać!” krzyczeliśmy przed kinem, a godzinę później słyszeliśmy bohatera filmu mówiącego „Mur upadł”. „Otwierać!” mówiliśmy z twarzami przyklejonymi do szyby, podczas gdy popychano nas z tyłu. „Otwierać!” myśleliśmy nadal, siedząc w miękkich fotelach, tuż przed zgaśnięciem świateł. „Otwierać!” było słowem, które utkwiło mi w pamięci tej nocy i które powtórzyłam następnego poranka.

Tak oto film, ochrzczony tu mianem „Nasze życie” (w hiszpańskiej wersji tytuł filmu brzmi „La vida de los otros”, co znaczy w dosłownym tłumaczeniu „Życie innych”, stąd nawiązanie – przyp. tłum.), pozwolił nam krzyczeć wniebogłosy na całej szerokości ulicy 26 czasownik, w którym koncentrują się wszystkie nasze pragnienia: Otwierać!

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Ci, którzy nie chcą ujawnić twarzy

1_71.jpg

Film „Życie na podsłuchu”, który wyświetlony zostanie 8 grudnia w kinie Acapulco, pokaże kubańskiej publiczności doskonale znane sceny. Próbka kina niemieckiego, zorganizowana w ramach Festiwalu Nowego Kina Latynoamerykańskiego, przedstawi nam historię, która równie dobrze mogłaby dotyczyć sąsiada, przyjaciela, a nawet nas samych. Potwierdzi, że poczucie bycia obserwowanym nie jest paranoicznym urojeniem naszych umysłów, tylko jawnym dowodem istnienia aparatu śledczego, ukrywającego się w cieniu.

Ci, którym uda się dostać na seans, będą mogli zidentyfikować w twarzy i zachowaniu Wieslera (szefa Stasi) agenta “Moisés”, “Erick”, “Carlos” czy “Alejandro”. Zrozumieją, że podsłuch na liniach telefonicznych, montowanie mikrofonów w mieszkaniu czy szantażowanie kogoś jego najbardziej mrocznymi perwersjami to techniki, na które niespokojni chłopcy z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie mają wyłączności.

Nauczyłam się jakiś czas temu, że najlepszym sposobem na oszukanie „pewniaków” jest uczynienie publicznym tego, co się myśli. Podpisując imieniem i nazwiskiem, wyrażając na głos opinie i nie ukrywając niczego, pozbawiamy ich tajnych narzędzi nadzoru. Oszczędzimy im, dzięki naszemu „uzewnętrznieniu się”, długich godzin przesłuchiwania taśm, agentów w przebraniu, cennego paliwa do aut, którymi się poruszają i maratonów, podczas których przeszukują internet, by znaleźć nasze niepoprawne opinie. 

Wiedzielibyśmy też, że „oni”, ci stad, nie są „Niemcami”. Tak więc od czasu do czasu zaniedbują swoją pracę, by popatrzeć na kołyszące się biodra przechodzącej dziewczyny, gubią papiery lub zasypiają obserwując nasze okna. Jednak upodobniają się do teutońskich agentów w tym, że nie są zdolni do ujawnienia twarzy, podpisania i opublikowania tego, co mówią na ucho w cieniu, unikając kary.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

E – lekcje z Wenezueli

1_69.jpg

Kiedy położyłam się, już po północy, miałam przeczucie, że w Wenezueli wygrała opcja NIE. Skąd wiedziałam? Ponieważ jestem przyzwyczajona do czytania z większą uwagą tego, co się pomija i przemilcza niż samych wiadomości. Tak więc ta odrobina entuzjazmu kubańskich środków przekazu w niedzielę pozwoliła mi wyobrazić sobie wyniki wenezuelskiego referendum.

Dziś o szóstej trzydzieści rano program „Dzień dobry” telewizji kubańskiej nadal jako pierwszą wiadomość wypowiedź ministra zdrowia publicznego z okazji Dnia Lekarza. Trochę później, unikając dziennikarskich paradygmatów typu „Co, gdzie, kiedy” ogłoszono, w drugim nagłówku, że Chávez nawoływał do kontynuacji procesu pogłębiania socjalizmu. Uff… ćwiczenie polegające na wyciągnięciu informacji z tak zawoalowanej elipsy zajęło mi parę sekund, aż w końcu pojęłam, że powiedziano NIE.

Nawet ja, która nigdy nie uczestniczyłam w referendum i przy większości wyborów powiększam liczbę nieobecnych, rozumiem znaczenie decyzji podjętej przez wenezuelski elektorat. Swoim brakiem zgody my, Kubańczycy, nauczyliśmy się, ale niestety nie umiemy wprowadzić w życie, że jednosylabowy wyraz może być nagłym hamulcem dla władz. Krótkie słowo może wstrzymać brak umiaru werbalnego polityków.

Dziś wyjdę na ulicę i spróbuję wstawić „nie” do każdego zdania. Już mogę sobie wyobrazić falę porozumiewawczych mrugnięć, które towarzyszyć będą każdej odmowie.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html