Nowe reguły matematyczne

1_66.jpg

My Kubańczycy przygotowujemy się na zawyżoną cyfrę przyrostu PKB, którą ogłoszą nam pod koniec tego roku. Skoro już znieśliśmy 12,5%, opublikowane w podsumowaniu 2006 roku, możemy sobie wyobrazić ogromny numer, o jakim poinformują nas w grudniu. (Jeżeli tym razem dotrzemy do pechowej „trzynastki”, będziemy przynajmniej mieli materiał do lawiny żartów na cały 2008 rok).

Wciąż próbujemy znaleźć dowody, które potwierdzą ten niespodziewany wskaźnik wzrostu ekonomicznego z zeszłego roku. Ja szukałam przede wszystkim w moim portfelu, w kuchni i szczególnie w zamrażalniku, ale postęp ekonomiczny tu nie zawitał. Nie ma go też w sieci usług i handlu, gdzie cierpimy na spadek w ofertach i zauważalny wzrost cen. Nie dostrzegam go również w ograniczonym rozkwicie branży konstrukcyjnej, a już na pewno nie w zdeprymowanym rolnictwie. Wystarczy tylko przekroczyć próg przychodni czy wejść do szkoły, bym mogla wykluczyć je jako obszary, gdzie można napotkać efekty dynamicznej gospodarki.

Nie dając się zniechęcić, skierowałam moje badania na koszyk podstawowy, jaki tworzą produkty z przydziału. Jednak wysoki PKB nie pokazuje swoich pozytywnych efektów i w tej sferze. Te same głodowe racje i znane już puste półki regałów utrzymują się na tym wspieranym przez państwo rynku.

Gdzie jest ten oślepiający wzrost, który owa statystyka ekonomiczna stara się ukazać? Jakiej skomplikowanej metody obliczeń użyli specjaliści, że nie możemy jej odnieść do naszej rzeczywistości? Coś się dzieje z matematyką i obawiam się, że pod koniec tego roku oszukańcze liczydło triumfalizmu ponownie obliczy nasz nędzny postęp.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Inna Hawana

1_65.jpg

Jest miasto, które wyłania się obok nas, nie dotykając nas. Hawana, która mówi o „parmezanie”, „centymetrach trawnika” i „weekendzie w Cancún”. Ten inny twór urbanistyczny ledwie miesza się z naszym i nie przypomina w niczym scenariusza zdeprymowania i braków, na jakie składa się nasze otoczenie.

Obie „Hawany” żyją obok siebie i jednocześnie zaprzeczają sobie. Ten, kto żyje wewnątrz jednej nie umie sobie wyobrazić w całej rozciągłości drugiej, która ją uzupełnia. Pierwsza pędzi na kołach samochodów, podczas gdy nasza kuli się na przystankach, wyczekując autobusu. Słodka Hawana pełna bogactw sytuuje się na zachodzie, szczególnie w kierunku strefy Miramar, Cubanacán, Atabey i Jaimanitas. Moja, ta autentyczna, wzrasta w kierunku San Miguel, Diez de Octubre, El Calvario i Fontanar.

Kiedy oba miasta napotykają na siebie i się zderzają, nie mogą znaleźć nici porozumienia z tak odległych rzeczywistości, w których żyją. Podczas gdy jedna skarży się na swoje stare meble z Ikei i kłopoty z przetransportowaniem „kontenera służącego do przeprowadzek z portu”, druga kołysze się w wysiedzianych fotelach, odziedziczonych po dziadkach i zanurza się w „czarny rynek”.

Moja zużyta Hawana kupuje w detalu, mówi cichym głosem i ma zapach ścieków, podczas gdy to miasto, które zamieszkują ministrowie, wysocy funkcjonariusze i dyplomaci porusza się między „kanapami”, recepcjami i roznosi delikatny aromat kremów nawilżających.

Niewątpliwie wolę dekadencką stolicę, po której poruszam się każdego dnia, jest ona przynajmniej koherentna i przejrzysta w tym, co chowa w swym wnętrzu. Stworzyliśmy ją na swój obraz i podobieństwo lub dokładniej mówiąc jesteśmy tymi, którzy naśladują ją w jej rezygnacji i mizerii.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Nie uwierzą mi Państwo!

1_621.jpg

Otóż wydaje się, że po wielu latach paraliżu zegar na Dworcu Głównym zaczął ponownie funkcjonować. Oczywiście nie znaczy to, że teraz pociągi będą odjeżdżać punktualnie, ale przynajmniej pasażerowie będą mogli sprawdzić długość opóźnienia…

Wstawiam tu zdjęcie fasady Giełdy Towarowej, kto wie, może i tu naprawią zegar i będziemy mogli mierzyć powolność naszej ekonomii.

1_63.jpg

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Kabała i polityka

1_61.jpg

Krążą plotki, że z początkiem stycznia zacznie obowiązywać pakiet środków łagodzących niektóre z naszych codziennych niepewności. Głosi się nawet, że powstanie 17 lub 25 nowych dyspozycji, między którymi zawarta będzie możliwość kupna samochodu, podpisania kontraktu na telefon komórkowy czy podróżowania bez aktualnego pozwolenia na opuszczenie kraju. Nie dziwią mnie zbytnio tak precyzyjne szczegóły, których pełne są te uliczne spekulacje, w końcu pragnienia często stają przed oczami w swej pełni.

Nie wiem, czy te plotki są częścią kolejnej „kołysanki” mającej na celu uśpić nas na nadchodzące trzy miesiące, czy rzeczywiście coś się święci „tam na gorze”. Z góry sądzę, że z ogłoszenia czegoś w pierwszych dniach 2008 roku nie wynikną zmiany strukturalne, których potrzebujemy. Opresje ekonomiczne, których się tak obawiamy, nadejdą spowodowane czynnikami ideologicznymi, a własność państwa w stosunku do środków produkcji nadal będzie dominować w naszej ekonomii.

Oczekiwane środki mogą objąć wszystkie nasze problemy tylko wtedy, gdy będą omawiane i zaakceptowane przez większość mieszkańców. Dopóki to się nie zdarzy, nadal pozostaniemy „masą”, której należy „obniżyć orientację” bez uprzedniej konsultacji. Obecna plotka, nie odzwierciedlona w prasie i mediach, jest jasnym dowodem na to, że to nie my podejmujemy decyzje. Nam zostaje tylko możliwość spekulacji.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

„Medialna gafa”

1_60.jpg

Wczoraj, w poniedziałkowy wieczór, program „Dialog otwarty” utwierdził mnie w przekonaniu, że jeżeli debata nie jest wolna i spontaniczna, zamienia się w monolog na rożne głosy. Właśnie brak polemiki był tym, co charakteryzowało gości Loly Estevéz, między którymi pojawili się Alfredo Guevara, Eduardo Heras León, Desiderio Navarro, Roberto Fernández Retamar i Corina Mestre. Pewne wezwanie do „nie wyrażania innych opinii” przed kamerami dostrzec można było poprzez opisujący i ogólny ton wtrąceń. Nie umożliwiono nawet otrzymywania telefonów od widzów, którzy w innych emisjach tego programu podnosili temperaturę dyskusji.

Przemilczenia znaczyły, jak prawie zawsze, dużo więcej niż to, co wyrażono głośno. Desiderio Navarro był jedynym, który napomknął o polemice intelektualnej ze stycznia i lutego. Mianem „gafy medialnej” określił Navarro pojawienie się Pavóna, Serguery i Quesady w telewizji kubańskiej, zdarzenie, które spowodowało lawinę maili kwestionujących politykę kulturalną rewolucji.

„Dialog otwarty” był wczoraj depozytem zdań pełnych triumfalizmu, mających na celu scharakteryzowanie bieżących debat, poprzedzających kongres UNEAC (Związek Pisarzy i Artystów Kuby – przyp. tłum.), co kontrastuje z ostrym punktem widzenia większej części intelektualistów kubańskich, wyrażonych podczas owych spotkań. „Polemiści” powtarzali zdania w stylu „naród nie może żyć odwrócony plecami do debaty”, „nie możemy dać wrogowi w prezencie tematów”, „trzeba dołączyć większą ilość młodzieży do konstruktywnej krytyki”. Wszystko to powiedziane pod okiem  Fidela Castro i José Martí którzy, z dwóch obrazów Raula Martineza, tworzyli wystrój studia.

Oczywiste jest, że żaden z uczestników nie odważył się powiedzieć, że „debata powinna się odbyć wśród wszystkich Kubańczyków, niezależnie od przynależności politycznej czy preferencji ideologicznych”. Nie zastanowili się też, dlaczego kultura ma być omawiana przez grono znawców, skoro jest dziedzictwem wszystkich. To, co zostawiła nam „wojna maili”, znana też jako „słowa intelektualistów” zostało ewidentnie wchłonięte i przetworzone przez funkcjonariuszy kultury. Wczorajszy wieczór, zamiast być zachętą do dalszej debaty, stał się dla widzów demonstracją nieelastycznych limitów w „debacie między rewolucjonistami”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Który Martí jest twój?

1_59.jpg

Między wszystkimi pomnikami Martí (kubański poeta, pisarz oraz przywódca ruchu niepodległościowego z XIX w., uważany za bohatera narodowego – przyp. tłum.), jakie znajdują się w tym mieście, są dwie, które wydaja się tak różne i antagonistyczne, że ledwie udaje mi się w nich rozpoznać tę samą osobę. Mówię o statui znajdującej się w Parku Centralnym i o innym Martí, blisko morza, który groźnie wyciąga swój palec w kierunku Biura Interesów Stanów Zjednoczonych.

Wiem, że każdy Kubańczyk ma swojego Martí. Mój bardziej przypomina figurę o podniesionej ręce, w geście kogoś proszącego o głos, która znajduje się na centralnym placu kilka metrów od Kapitolu. Wraz ze swoim palcem wskazującym z marmuru wydaje się być gotowy do czekania kolejnych osiemdziesięciu lat, aż pozwolimy mu mówić. Wyobrażam sobie słowa, jakie by wypowiedział, gdybyśmy nie tkwili w tym bełkocie zarządzeń i przekleństw. Byłyby to z pewnością zdania w cywilizowanym tonie, wypowiedziane ciepłym głosem tego, kto proponuje idee, a nie z histeryczną intonacją kogoś, kto daje rozkazy.

Inny Martí, o atletycznym torsie i oskarżycielskiej pozie, zostawia mało miejsca dla wyobraźni. Jego lewe ramię wskazuje na punkt z dala od nas i stara się skoncentrować w nim przyczynę wszystkich problemów. Nawet nietypowy szczegół w postaci dziecka odpoczywającego na tego piersi nie pozwala mi zapomnieć autorytarności jego postury. W obliczu tego Martí to ja wyciągam rękę i czekam na iluzoryczne pozwolenie na wyrażenie swojej opinii.

Dwie statuy i ten sam osobnik: Martí, któremu nie pozwalamy mówić i drugi, który nie chce nas usłyszeć.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html