Tragedia szekspirowska

1_42.jpg

Hawana jest miastem powolnych lub niewiarygodnie pochopnych decyzji. Jeśli chodzi o zniszczony budynek i jego mieszkańców, żyjących wśród konstrukcji podpierających i kawałków odpadającego sufitu, środki zaradcze opóźniają się a potrzebne domy mieszkalne konstruowane są przez dekady.

Gdy zaś chodzi o kwestie zamknięcia, ograniczenia czy zakazu, decyzje zapadają z zaskakującą prędkością a rozwiązania przychodzą „z dnia na dzień”. Idąc w ślad za tą logiką my, sąsiedzi z Centro Habana, odkryliśmy pewnego dnia, że w naszym parku Maceo wyrósł mur, pokryty kamieniem Jaimanita (rodzaj lokalnego wapienia, używany przy konstrukcjach wysokiej jakości i najbardziej eleganckich budynkach – przyp. tłum.), który chroni go przed nami samymi.

Setki worków z cementem, zużytych,  by stworzyć tę barierę, można było wykorzystać równie dobrze do konstrukcji domów dla mieszkańców słynnego solar* „Romeo i Julia”, położonego w Belascoaín y Concordia, które rozpadło się kompletnie kilka tygodni temu.

Podczas gdy statua Tytana z Brązu buja teraz w obłokach w parku, z dala od krzyków dzieci, par „obściskujących się” w ciemności i wolna od nieodzownego pijaka śpiącego na ławce, bohaterowie „destrukcyjnej” tragedii śpią w bramach, urządzają noclegi na rynku agrarnym albo stawiają prowizoryczne namioty, zawsze pod czujnym okiem policji, która pół miesiąca temu zamknęła aleję od Neptuna aż do San Lázaro.

Uwikłani w dramat, który przewyższa ten Montekich i Capulettich, mieszkańcy nieistniejącego domu stwierdzają, że o ich przyszłości decyduje się „na górze”. Możliwości zmiany przyszłości dzielonych schronisk i obietnice mikrobrygadzistów, które migają przed ich oczami, są minimalne. Ich przeznaczenie, jak w tragediach szekspirowskich, jest już z góry przesądzone, ma na sobie stempel spółdzielni mieszkaniowej i fałszywy atrament biurokracji, bez szczęśliwego zakończenia.

*rodzaj domów mieszkalnych z wydzielonymi pokojami (w których mieszkają często całe rodziny) i wspólną łazienką – przyp. tłum.  

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Wywiad z żeglarzem

1_22.gif

Wiem, że nawiązanie przychodzi z bardzo bliska, ale polecam wam mój wywiad z kubańskim żeglarzem, który pojawia się w 7 numerze cyfrowego czasopisma Konsensus – z Kuby. Zostawiam wam link:

Historia pewnej obsesji. Wywiad z kubańskim żeglarzem http://desdecuba.com/18/articulos/1_01.shtml

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Gdzie jest moja szklanka mleka?

1_19.jpg

Po wystąpieniu Raula Castro z dnia 26 lipca natknęłam się na różnych znajomych, którzy pozdrawiali mnie w podobny sposób, nawiązując do „szklanki mleka”, obiecanej przez Niego przed kamerami. Z prawie sześćdziesięciu minut panegiryku ludzie wydobyli tę obietnicę, która ogłaszała jako zdobycz postępu, że „każdy Kubańczyk może wypić”, kiedy tylko zechce, szklankę tego cennego produktu.

Dla mnie, będącej z tych, co wyrośli popijając wyciąg ze skórki pomarańczowej, ta wiadomość wydawała się niewiarygodna. Myślę, że prędzej wyślemy na Księżyc człowieka, zdobędziemy pierwsze miejsce wśród krajów obecnych na następnej olimpiadzie albo odkryjemy szczepionkę na AIDS niż będziemy w stanie dać każdej osobie na wyspie co rano zapomniane café con leche (dosłownie „kawa z mlekiem”, jest to espresso zalewane gorącym mlekiem, pite w krajach hiszpańskojęzycznych zwykle na śniadanie – przyp. tłum.).

Wydaję się być sceptyczna, ale to samo zdarzyło się odpowiedzialnym za edytowanie wystąpienia Raula w celu opublikowania go w Granmie (w wersji drukowanej i w internecie). W obu wersjach ocenzurowano obietnicę mleka w zasięgu wszystkich.

Uparcie obstając przy tym, by usłyszeć jeszcze raz o natychmiastowej zdobyczy, jaka miała wpaść w nasze ręce, usiadłam przed telewizorem w piątek 27 lipca w celu obejrzenia retransmisji wystąpienia. Zaskoczenie podwoiło się, gdy w momencie, w którym pojawiało się wspaniałe zdanie o mleku, zauważyłam cięcie kadru, które je wyeliminowało a na jego miejsce wstawiło morze flag na Placu  Ignacio Agramonte.

W tym momencie nie wiem, czy przy moich monotonnych składnikach żywieniowych przyśniła mi się ta szklanka mleka, czy też rzeczywiście istniała.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Podobieństwo, to, co wieczne i władza

1_21.jpg

Unikam używania słów jak „wieczny”, „zawsze” i „nigdy”. To co definitywne budzi we mnie strach, a to co trwałe pachnie mi „serem”. Dlatego gdy słyszę wystąpienie polityka, który mówi „jego ogień będzie tak wieczny jak ta rewolucja” w odniesieniu do delikatnego tlenia się pochodni, biegnę do moich słowników i uspokajam swoje przerażenie linearnymi definicjami słów „krótkotrwały”, „przemijający” i „przejściowy”. 

Chodzi o to, że „wieczne” jest nie tylko tym, co będzie trwać na zawsze ad infinitum, ale że nie miało też początku i zawsze tu istniało. Nikt nie wątpi w przejściowe istnienie płomienia z cmentarza Świętej Ifigenii, bo jest jasne, że kiedyś go nie było, a teraz jest. Po co więc nam ten absurdalny paralelizm,  to fałszywe podobieństwo dwóch przejściowych figur, jeśli mierzyć je w kontekście czasu historycznego, i udawanie, że każda z nich nosi w sobie ziarenko nieśmiertelności.

Czasem zdania o wieczności działają na mnie i muszę wyprzeć je wyobrażając sobie przyszłość. Widzę siebie w roli staruszki, próbującej opowiedzieć swoim wnukom o wszystkich tych rzeczach, które teraz wydają się nam wiecznością. Jako odpowiedź otrzymam od nich chętnie widziane zniecierpliwienie, typowe dla młodzieży: „Oj babciu, nie mów już o „tamtym”, nikt tego nie pamięta, a ty ciągle zaczynasz tą samą śpiewkę”.

Wielką ulgą jest fakt, że dni wszystkiego są policzone.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html