Metafora obecnych czasów

1_29.jpg

To jest historia pewnego budynku w stylu jugosłowiańskim, który został skonstruowany w latach 80. przez zaangażowanych mikrobrygadzistów. Po raz pierwszy zbudowali swoje własne domy, a wraz z nimi doświadczyli mnóstwo nowych rzeczy, które wiążą się z posiadaniem własnego dachu nad głową (bardzo niewiele osób z „Generacji Y” doświadczyło podobnych wrażeń). Owi zaimprowizowani konstruktorzy musieli pracować od czterech do sześciu lat, by uzyskać własne mieszkanie, a potem zapłacić kwotę, która po upływie dwudziestu lat dawała możliwość uzyskania tytułu własności.

W tym budynku, o którym opowiadam, wszyscy z nich są już właścicielami swoich domów. Przeszli od marzeń konstruktora, pragnień, by zamieszkać na jakiejś przestrzeni, do frustracji związanej z byciem ograniczonym właścicielem połowicznej  własności. To, co kiedyś było przykładem rozkwitu konstrukcyjnego, który nam obiecano, jest teraz nowoczesną ruiną: metaforą niezmienności i upadku tych czasów.

Od czterech lat nikt nie zajmuje stanowiska „zarządcy domu” ani „sprzątaczki”, ponieważ pensja do tego nie zachęca, a czternaście pięter z długimi korytarzami i schodami wymagają zbyt wiele pracy za tak mało pieniędzy. Winda wciąż działa dzięki umiejętnościom niektórych sąsiadów, którzy w ostatnich latach stanęli przed alternatywą nauczenia się czegoś z dziedziny mechaniki lub też wspinania się po schodach. Pompa wodna też ma swoją ekipę „pompiarzy”, którzy naprawiają ją za każdym razem, gdy się zepsuje. Samorząd osiąga tyle, że budynek się nie rozpada, ale nie może sprawić, by był stabilny.

Bliskość Placu Rewolucji sprawia, że ten czternastopiętrowy blok znajduje się w „strefie zamrożonej”, co oznacza, że opuszczone mieszkania trafią w ręce członków FAR (Siły Zbrojne Rewolucji – przyp. tłum.) lub rządu. Zwiększa się ilość krat a niektórzy sąsiedzi sprzątają na zmianę korytarze do swoich mieszkań lub kilka metrów przed wejściem do swych domów. Obszary wspólne cierpią z powodu obojętności zmotywowanej tym, że nie wiadomo, do kogo to należy. W teorii chodzi o miejsca wspólne, znajdujące się w rękach wszystkich, ale w rzeczywistości ta wspólnota 144 mieszkań nie może zdecydować, co z nimi zrobić.

Nie można na przykład otworzyć potrzebnej kawiarenki, by zainwestować uzyskane w ten sposób fundusze w budynek. Zabroniony jest też dostęp do hurtowni w celu uzyskania setek metrów rur potrzebnych do powstrzymania wycieków. Mieszkańcy muszą czekać na to, by spółdzielnia mieszkaniowa przeznaczyła fundusze na jej konieczną reparację.

Uwięzieni w płaskim i biurokratycznym mechanizmie ci optymistyczni mikrobrygadziści  z wczoraj widzą, że na ich sen spada gips, że ich stal zaczyna rdzewieć a pomalowane ściany zaczynają blednąć. Ich dzieci nie pociąga epopeja konstrukcji i montażu z gotowych części, tak więc „troski starych” wydaja się im odlegle. Większość młodzieży kpi, gdy ich ojcowie opowiadają historie o dźwigach i stelażach i wnioskują na podstawie pragmatyzmu typowego dla tego wieku: „Tyle poświecenia dla uzyskania tego?”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s