Wszystko za jednego

1_181.jpg

Warto zwrócić uwagę, że tak zwanych „sklepach dewizowych” ustalonym celem nie jest oferowanie usług ani zadowolenie klientów, ale wyciąganie pieniędzy z kieszeni, niech żyje szczerość!, istnieje za to bardzo często odwiedzany ich typ, nazywany „Wszystko za jednego”. Tu można znaleźć wszystko, od gipsowej figurki przez szukane gąbki do mycia podłóg, aż po pistolety na wodę dla dzieci.

Są to oddziały najczęściej odwiedzane i zazwyczaj na zewnątrz, przed wejściem, formuje się kolejka. Rodziny kupują tam prezenty na Dzień Nauczyciela i niezliczoną ilość wiktuałów wielkiej użyteczności i wątpliwej jakości. Właśnie do tej ostatniej chciałabym się odnieść, bo krótki termin przydatności do spożycia większości produktów, które tu się sprzedaje, zamienia sprzedaż w prawdziwe oszustwo konsumentów.

Na etykietkach produktów powtarza się nazwa pewnej włoskiej firmy, zwanej ITALSAV i innej, hiszpańskiej  – Vidal. Pytam sama siebie, czy te firmy wiedzą, że produkty, które tak lukratywnie sprzedają kubańskiemu państwu używa się po to, by okradać mieszkańców tej wyspy i że w nasze ręce wpadają prawdziwe odpadki przemysłowe, warte spalenia.

Mogłabym pójść dalej i złośliwie zapytać, czy między akcjonariuszami obu firm, ITALSAV i Vidal, nie znajdzie się kubańskiej ręki. Stary numer kupowania siebie samego. Znany podstęp bycia jednocześnie bankiem, sprzedawcą i kupującym. Tylko w ten sposób można pojąć, że ktoś może kupować tyle nieużytecznego badziewia dla swojego narodu bez uskarżania się chociaż na jakość.

Dla tych, którzy mogą kontynuować śledztwo (dla mnie jest to niemożliwe ze względu na znane już problemy z dostępem do internetu) zostawiam w tym wpisie dane:

Firmy włoskiej:

Italsav

VENDITA ARTICOLI MONOPREZZO
SALE ARTICLES MONOPRICE
VENTA DE ARTICULOS MONO PRECIO

Italsav s.r.l.

Via Newton snc – Zona Industriale
67051 Avezzano (AQ) – Italy
Tel.                +39 0863 509033       
Fax + 39 0863 497192

e-mail: italsav@italsav.it

i firmy hiszpańskiej:

Vidal

Partida La Montana. s/n.
46293 BENEIXIDA (Valencia)
Tel: (96) 297 65 35
Fax: (96) 297 65 20
Email: vidal.dc@vlc.servicom.es

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Przepis na chleb

1_17.jpg

Każdego dnia utwierdzam się w tym, że okradli nas z receptury i sztuki pieczenia chleba, naszego chleba… i nie mówię tego jako metafory „kochania się”, jaką kryje za sobą na Kubie to wyrażenie, ale w dosłownym i bezpośrednim znaczeniu wytwarzania tego uniwersalnego środka żywności, chleba naszego powszedniego… tej odwiecznej mieszanki mąki, wody, drożdży i ognia.

W którymś z meandrów tych lat zagubił się chleb mojego dzieciństwa, z którego masy można było formować laleczki i robić kuleczki. Nikt mnie nie przekona, że ten nieważki produkt, pozbawiony niemal wagi, białawy niszczyciel dziąseł i producent tej piaszczystej i suchej substancji, która zabrudza całe ubranie, jest chlebem. Co się stało z masywnym chlebem, który sprawiał, że po zjedzeniu kawałka człowiek czul się pełny, który można było zamoczyć w czarnej fasoli i posmarować masłem, bez obawy, że rozpadnie się na kawałki jak się zdarza temu „kruszącemu się kamieniowi”, który właśnie kupiłam?

Ewidentnie to, co mam teraz na stole, nie zostało stworzone po to, by było rozkoszą dla podniebienia, otóż w społeczeństwie jak to próba dopieszczenia zmysłów jest drobnomieszczańską słabością, z którą trzeba walczyć. Niech rewolucjonista, będący prawdziwym rewolucjonistą, je ten chleb nie narzekając tyle.  

Ten chleb, który możecie podziwiać na zdjęciu, wydaje się krzyczeć to, co już wiemy: że wyeliminowanie prywatnych piekarni, tych, które były znane wszystkim w każdej dzielnicy i które miały swoją „specjalność domu” i swój „sekretny dotyk”, doprowadziła nas do tego niefunkcjonującego upaństwowienia, pozbawionego ducha i niekompetentnego, które sprawiło, że powoli zapominamy, czym jest prawdziwy chleb.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Dar „niewidzialności”

1_18.jpg

Przez lata chwaliłam się posiadaniem daru „niewidzialności”, ponieważ w momentach, gdy tego chciałam, mogłam przejść niezauważona i wyplątać się z trudnych sytuacji. Ubrana w tą pelerynę „Harrego Pottera” uchylałam się od uczestnictwa w Unii Młodych Komunistów („młodzieżówka” Partii Komunistycznej Kuby, zrzesza ludzi między 15 a 30 rokiem życia, udział w organizacji jest dobrowolny a przystąpienie odbywa się na zasadzie selekcji, obecnie (dane z 2006 roku) liczy około 600.000 członków – przyp. tłum.), otóż, co wydaje się niewiarygodne na do granic zideologizowanej Kubie lat 80., nikt nigdy nie zapytał mnie, czy nie chciałabym zostać członkiem.

Byłam niewidzialna również wtedy, gdy ciężar odpowiedzialności i potrzebnej perfekcji zostawał wolny do wzięcia tuż obok mnie. Tak oto uniknęłam, w sposób niedostrzegalny (aż do dziś) prawie obligatoryjnej przynależności do FMC (Federacja Kubańskich Kobiet – przyp. tłum.), używając starego „numeru” posiadania zameldowania i dowodu tożsamości w jednym domu i mieszkania w drugim, wykpiłam się też od przynależności do związku zawodowego, a nawet udało mi się nie dać się zaznaczyć piętnem „Uniwersytet jest dla rewolucjonistów”, gdyż miałam szczęście studiować na wydziale filologicznym w momencie pewnego rozluźnienia, spowodowanego rygorami Okresu Specjalnego („Período Especial”, okres długiego kryzysu na Kubie, spowodowanego upadkiem związku Radzieckiego w 1991 i trwającego do 1994 roku – przyp. tłum.). 

Jednak sztuczka z chowaniem się już nie działa. „Dałam się zauważyć” i w akcie najwyższego ekshibicjonizmu zaczęłam pisać ten blog. Mój przyjaciel dał mi bezcenny powód, by to zrobić, kiedy opowiedział mi o dyskusji, jaką odbył z „chłopcami z aparatu”, którym powiedział: „Wszystko to, co myślę i piszę podpisuję swoim imieniem, za to żadna z rzeczy, które wy robicie czy mówicie, nie jest dopuszczona do publikacji, a już na pewno do podpisu”.

Tak więc zainspirowana radami mojego przyjaciela posunęłam się trochę za daleko i nawet wstawiłam swoje zdjęcie do blogu. Chociaż doceniam rady wszystkich tych, którzy do mnie napisali, prosząc bym wymyśliła sobie jakiś pseudonim i usunęła swoją twarz z sieci, muszę im powiedzieć, że stanowi to część osobistej terapii „anty – niewidzialności”.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html