Wróciłam

1_15.jpg

Nie było mnie parę dni w cyberprzestrzeni, ponieważ wirus, nazywający się tak samo jak wieśniak z aktualnie wyświetlanej telenoweli brazylijskiej, nie pozwolił mi robić nic innego oprócz zażywania soli inhalacyjnych, jedzenia purée z kolokazji (kolokazja jadalna – gatunek rośliny z rodziny obrazkowatych. Ma liczne synonimy: taro, kolokazja, kleśnica, kleśniec jadalny, kleśnica jadalna  – przyp. tłum.) i martwienia się, czy przypadkiem nie jest to tropikalna wersja eboli… na szczęście przeszło i wróciłam.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Pedałowanie

1_12.jpg

Wiesz, jakie to uczucie, gdy starasz się pedałować na rowerze z zardzewiałym łańcuchem, krzywą zębatką i zablokowanym łożyskiem? Takie uczucie ogarnia mnie przez ostatnie dni. Cała moja energia, wysiłek i pragnienie, by coś zrobić, wyczerpują się w mechanizmie, który nie robi postępu. Chwilami mam wrażenie, że sposób życia, do którego mnie zmuszają problemy, trudności i codzienne braki, odpowiada próbie nie pozwalania mi na „wzbicie się”, na wyjście z tego upokarzającego cyklu pedałowania aż do utraty tchu.

Na rowerze, o którym mówię, nie mam kontroli nad kierownicą, to kamienie na drodze wyznaczają kierunek i jedyne, co działa z jaką taką skutecznością to hamulce. Ulica, po której próbuję się wspiąć, pełna jest znaków ograniczeń a moja droga nie ma pierwszeństwa na żadnym rogu.

Wiem, że dużo łatwiej byłoby porzucić rower, przenieść się do dzielnicy z szerszymi ulicami daleko stąd albo przestać się ruszać, zarzucić pomysły, które mnie obciążają i przeciągają strunę. Ale pewien osobisty upór i rozmyte sny o przyszłym, zupełnie nowym rowerze utrzymują mnie w siodełku.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Wróciły poranne apele

1_14.jpg

Pół roku temu wróciła i poszerza się, jako coś obowiązkowego, realizacja porannych apeli we wszystkich zakładach pracy. Nie chodzi o jakiś nowy typ apeli, tylko o próbę wskrzeszenia dawnych, które przeszły już do lamusa jako rzeczy, w które „już prawie nikt nie wierzy”. Tak oto wraz z uniformem milicyjnym, kaskiem mikro brygadzisty czy dyplomem z wyróżnieniem w „naśladowaniu socjalizmu”, powrócił także ten antyczny przykład indoktrynacji ideologicznej. 
 
Zazwyczaj odbywają się w piątki, przed rozpoczęciem dnia pracy i są przesączone tą samą szarością i brakiem zainteresowania, jakie już od wieków dopadają apele szkolne. Większość uczestników udaje, że słucha, klaska ze sztucznym entuzjazmem na zakończenie zdań wypowiedzianych w intonacji wziętej z trybun i oddychają z ulgą, gdy wszystko się kończy. Dla zarządzającego, który nie wypełnia zadania organizacji tendencyjnego apelu, już zredagowano odpowiednie sankcje.

Pewnego dnia, gdy postawimy na honorowym miejscu absurdalne rzeczy tego okresu, trzeba będzie poświęcić miejsce również apelom. Tam złożymy powstrzymywane ziewanie, wyciszony ton podczas śpiewania hymnu, prawie szeptem, poematy patriotyczne pełne sloganów i standardowych wyrażeń, pożółkłe kartki pełne mów, które zdawały się nie mieć końca i zużyte efemerydy, odchodzące i wciąż wracające. Tymczasem musimy uczestniczyć w ich wymuszonym odrodzeniu.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Mañach* i nowość

1_11.jpg

Chciałabym podzielić się fragmentem zaczerpniętym z książki „Estampas de San Cristóbal” („Oblicza Świętego Krzysztofa” – przyp. tłum.) Jorge Mañacha. W tekście poświęconym rzeźbom w formie żab, znajdujących się niegdyś w Parque Maceo (kuriozalne, ponieważ mimo że był to jeden z parków mojego dzieciństwa, nie pamiętam tych żab… jeśli ktoś kiedyś je widział, niech mnie wyciągnie z mojej amnezji…) Mañach wkłada w usta swojego przewodnika Lujána następujący wykład:

Nie, nie dziwi mnie, moje dziecko, że nakładają na nie cenzurę (na żaby). Są nowe. Nowość zawsze jest tu, paradoksalnie, biorąc pod uwagę, że jesteśmy nowym narodem, powodem antagonizmu i podejrzliwości… Nikt mi nie powie! Młode narody trzymają się w sposób kurczowy tego, co konwencjonalne. Retoryczni w formie, ortodoksyjni w pomysłach aż do szpiku kości. Gdy zdarzy się coś niezwykłego, skupiają się tylko na tym, że się różni, a nie na tym, na czym polega różnica ani czy ma prawo do bycia innym, zakładając, że czyni to w piękny sposób”.

*Jorge Mañach y Robato, 1898 – 1961, kubański pisarz i adwokat, uważany za jednego z najznakomitszych swojej epoki. Jego badania dotyczące José Martí, „Apostoł kubańskiej niepodległości”, są uznane za jedną z najlepszych politycznych i literackich interpretacji – przyp. tłum.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html

Refleksje…

1_13.jpg

W obecnych czasach, gdy panuje moda na refleksje dotyczące problemów innych, rozwiązywanie tego, co bieżące i bliskie, postanowiłam dotknąć innych tematów z dala od wąskiego otoczenia mojego domu i miasta. Myślałam więc o australijskich Aborygenach, dyskryminowanych w swoim własnym kraju, o problemach w odbudowie Nowego Orleanu i żądaniach ludzi pozbawionych ziemi w Brazylii. Na końcu zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogę napisać o żadnej z tych rzeczy, z prostej przyczyny: boli mnie ząb trzonowy.

Wiem, wydaje się, że jedna rzecz nie ma nic wspólnego z drugą, a jednak. Podczas gdy fala bólu idzie przez policzek aż do ucha, nie mogę się skoncentrować i myśleć o innej rzeczy niż moje własne problemy. Ziemia kangurów rozpływa mi się przed oczami, Superdome (Louisiana Superdome – potocznie Superdome, obiekt sportowy wszechstronnego użytku w Nowym Orleanie – przyp. tłum.) schodzi na drugi plan a żądania agrarne zanikają w oddali. Ząb przywołuje mnie do tej rzeczywistości.

Pulsujący ból przybiera na sile, gdy myślę o ostatnich dniach, straconych w poradni stomatologicznej. Najpierw z braku wody, drugi raz z powodu zepsutego kompresora, wreszcie za trzecim razem, ponieważ nie mieli papieru do owinięcia narzędzi w sterylizatorze; na koniec krzyk recepcjonistki pogrążył me nadzieje: „Nie przyjmujemy więcej pacjentów aż do następnego miesiąca”. Wszystko ma miejsce w poliklinice Plaza „19 Kwietnia”, która pokazywana jest jako przykład zagranicznym delegacjom, które przybywają z wizytą na Kubę. Kto wie, czy niektórzy z nich nie podróżują z oddalonej australijskiej ziemi i gorących, południowych nizin brazylijskiej wsi. Dlatego też myślałam poważnie, czy nie usiąść z moim bólem w drzwiach i nie poczekać na nich. Może mogłabym odwiedzić tę „inną poliklinikę”, którą im pokazują, zlokalizowaną dokładnie w tym samym miejscu co moja, ale w której rzeczy działają a pacjenci uśmiechają się z zadowoleniem.

Czy przypadkiem to, czego potrzebują władze, by naprawić naszą rzeczywistość i włożyć wysiłek w jej poprawę, nie jest prostym i długotrwałym bólem zębów? Takim bez środków przeciwbólowych, bez osobistego dentysty gotowego do interwencji i natychmiastowego umieszczenia amalgamatu (amalgamat stomatologiczny – połączenie rtęci ze stopem srebra, cyny, miedzi, kadmu a czasem cynku, stosowany w stomatologii jako wypełnienie – przyp. tłum.), importowanego już wczoraj, bez żarówek w lampie krzesła dentystycznego, bez anestetycznych kremów, które pozostawiają w ustach smak miętowego cukierka, krótko mówiąc, bólem podobnym do tego, jaki ja teraz odczuwam.

Tłumaczenie: Karolina Popović

Blog tłumacza: http://www.lotta7.dzienniki.styl24.pl/

http://www.dziennik.pl/podroze/article171575/Zagraj_to_jeszcze_raz_Sam.html